Wpisy z tagiem: muzyka
piątek, 13 kwietnia 2012
O Rockbox 3.11 nie napisałem nic, bo wcześniej napisali inni w polskiej sieci, a i dopiero niedawno go wgrałem na moje urządzenie, bo wielkich zmian (dla mnie) nie było, więc donoszę o wersji 3.11.2, która zawiera wyłącznie poprawki błędów, w tym naprawia radio dla Sansa e200 i c200. Czyli dla mojego playera. Nie żebym z radia korzystał... ;-) Tradycyjnie pełna lista zmian dla Rockbox 3.11.2.
piątek, 09 grudnia 2011
Rockbox 3.10 wydany. Zmniejszone (ponoć znacznie) zużycie pamięci, ulepszony mikser, poprawki dotyczące działania ze sprzętem audio w samochodzie i poprawienie wydajności dekodowania Ogg/Vorbis to moim zdaniem najważniejsze zmiany. Pełna lista zmian dla Rockbox 3.10. PS. O wersji 3.9.1 nie pisałem celowo - za małe zmiany były.
poniedziałek, 07 listopada 2011
Zawsze uważałem, że prawo autorskie nie tylko nie do końca przystaje do zmieniających się technologii, ale też i nie do końca słusznie równo traktuje teksty pisane, muzykę i filmy. Bo przecież książkę każdy może napisać - wystarczy maszyna do pisania i papier. Wróć. Wystarczyły. Teraz do napisania (i wydania, przynajmniej wersji elektronicznej) książki czy innego tekstu wystarczy komputer. Podobnie z obrazami i grafiką - każdy może je stworzyć. Czy to tradycyjnie, czy elektronicznie. Z muzyką niby jest nieco więcej zachodu, ale istnieje sporo dobrze grających amatorskich kapel i praktyka pokazuje, że istnieją serwisy z dobrą, darmową muzyką, zatem nie ma się co obawiać, że bez "ochrony" wytwórni muzyka nie będzie powstawała. Poza tym, muzycy zawsze mogą dorobić na koncertach... Zastanawiał mnie film. Przecież stworzenie filmu musi być drogie, wymagać zaangażowania dużej liczby ludzi, na dodatek żeby jakoś wyglądał, potrzebne będą studio, sprzęt i efekty specjalne. Przy braku "ochrony" praw autorskich twórcy przestaną tworzyć, więc może ten DRM na filmy nie jest taki zły? Ostatnio obejrzałem parę filmów, które zmieniły mój stosunek do tego zagadnienia. Amator Kieślowskiego unaocznił mi, że tak naprawdę, podobnie jak przy innych dziedzinach sztuki, niewiele potrzeba sprzętu, pieniędzy i ogólnie zasobów materialnych, by stworzyć film. No tak, ale to tylko dokument pokazany, w dodatku realia sprzed ponad 30 lat. Gdzie mu tam do tego, co widzimy na ekranach kinowych? Co prawda sam film Amator też wygląda na niewymagający specjalnych środków, ma wysoką ocenę na IMDB ale gdzie mu tam do dzisiejszych produkcji? I tu pojawił się film, który obejrzałem wczoraj: Star Wreck: In the Pirkinning. Darmowy (licencja Creative Commons), pełnometrażowy, zrobiony przez garstkę zapaleńców. Przyznam, że jeśli chodzi o efekty specjalnie, to zbierałem szczękę z podłogi, a trzeba pamiętać, że to produkcja sprzed sześciu lat, wykonana głównie w mieszkaniu (szczegóły na stronie filmu Star Wreck). IMHO nie odbiega pod tym względem od komercyjnych produkcji. Znaczy sceny walk w przestrzeni kosmicznej. Pozostałe ciężko oceniać, bo to parodia, ale myślę, że poziom Gwiezdnych Wojen (oryginalnych) spokojnie utrzymany, pod wszystkimi względami. Próbka poniżej.
Źródło: http://www.starwreck.com/pages/cgi2.html Czyli jakieś 30 lat do tyłu, więc to nic nie warte - może ktoś zaoponować. OK, skoro nic nie warte, to czemu filmy sprzed 30 lat mają nadal być objęte prawem autorskim? Tak, pod pewnymi względami one odstają, to fakt. Ale pod pewnymi (IMO ważniejszymi) nic nie straciły. W każdym razie stwierdziłem, że brak filmów, przy braku ochrony praw autorskich, podobnie jak brak lektury i muzyki nam nie grozi i można zasadne jest traktowanie ich na równi z pozostałymi dziełami. Zachęcam do obejrzenia Star Wreck: In the Pirkinning. Film, podobnie jak inne ciekawe, legalne, darmowe produkcje do pobrania ze strony z darmowymi, legalnymi filmami - ClearBits.
piątek, 23 września 2011
Cały czas ograniczałem się w sprawie dodawania klipów i muzyki na tym blogu. Z jednej strony jest to ważne, z drugiej często dość ulotne, a wpisy na Blipie czy Facebooku nie są dobrym miejscem do zachowywania i łatwego wyszukiwania czegoś, wiec w ramach porządków postanowiłem wynieść wszystko, co związane z muzyką i klipami na osobnego bloga Rozie's music. Znaczy się kategoria Rozrywka zostaje, natomiast raczej nie ma się co spodziewać w niej niczego o muzyce. Podobnie znikną wstawki z muzyką z Youtube - zbyt dominowały treść tego bloga. Nie ukrywam też, że Blox jest dość ciężki/trudny/toporny. Przypomniałem sobie o tym uruchamiając ostatnio bloga o punkowej kapeli Bez Krótkich Spodni. Po prostu szukam czegoś, co pozwoli na szybkie i proste wrzucanie treści - padło na Tumblr, którym już kiedyś chciałem się pobawić. Last but not least, chciałem spróbować blogowania po angielsku. Zatem zapraszam.
niedziela, 21 sierpnia 2011
Zaczęło się niewinnie - karta dźwiękowa na USB (tani szajs za 5 zł) przestała nagle odtwarzać. Oglądałem sobie w najlepsze Filharmonię Dowcipu na YouTube (jeden kawałek powyżej, warto poszukać innych, świetne aranżacje), ubolewając przy tym, że nie mamy w kraju takiego zespołu jak Loituma. Chodzi oczywiście o ich utwór Levan polka AKA leek spin AKA kręcenie porem. Ogólnie lubię covery, zabawy z aranżacją i interpretacją, a Levan polka to tekst z lat 30, z którego - jak widać poniżej - można zrobić całkiem współczesnego hiciora: I mam świadomość, że powyższy przypadek to raczej ewenement, jeśli chodzi o popularność, ale - mimo mojej nikłej wiedzy w temacie - jednak nie jest to jedyny tego typu przypadek (wystarczy poszukać wykonań utworu Herr Mannelig). Znaczy: coś robią ze starymi utworami. Tymczasem wczoraj w radio usłyszałem, że w polskich szkołach nie ma lekcji muzyki i że moooże wróci. Trochę się załamałem. Koniec dygresji. W każdym razie surfowałem po YouTube i nagle cisza. Po włożeniu do huba lub portu USB karta zaświeci niemrawo diodą i umiera. Czyli raczej permanentnie jest skończona. Zastanawiam się czy to zwykły przypadek, czy po prostu godzina-dwie produkowania dźwięku na słuchawki nauszne to dla tego typu karty za duże wyzwanie. Wolałbym pierwszą opcję, bo jednak lubię posłuchać na słuchawkach czasem... Kolejną rzeczą, która padła, jest RAM w moim starym komputerze. Wygląda, jakby przestał widzieć jedną kość. Ostatnio było podobnie (resety, błędy na memtest), ale wystarczyło tradycyjne wyjęcie kości, odkurzenie kompa i wszystko działało. Tym razem tak dobrze nie ma. Zrestartował się i od tej pory widzi 375 MB RAM (wg free -m). Przekładanie i przedmuchanie nie pomaga. Co prawda komputer to stary grat (obudowa - więc IIRC także płyta główna - z 2000 roku), a kondensatory na płycie od lat wołają o pomstę do nieba (słynne czasy wadliwych, puchnących kondensatorów), ale włączam go tak rzadko i używam do tak prymitywnych zastosowań, że wymiana nie ma sensu. Sama maszynka to piękny przykład, jak można rozbudowywać PC - zaczynał jako Duron 700 ze 128 MB RAM i Nvidią TNT2 i dyskiem 20 GB. Potem był upgrade RAM, następnie procesora do Athlon XP 2200+, dysku do 60 GB. Na koniec - z okazji sporej ilości gry w Counerstrike - upgrade grafiki do Radeona 9200. I gdzieś po drodze RAM do 512 MB. I powiem szczerze, że do niedawna chodził mi po głowie kolejny upgrade grafiki, żeby pograć czasem chwilę we współczesne FPSy, ale nic okazyjnego na AGP nie było. Tak, wiem, przydałoby się go wymienić. Ale w sumie do netu, posłuchania czy sczytania muzyki itp. wystarczy, a używam rzadko... Skoro o sczytaniu muzyki mowa - zapowiadane sczytanie i cyfryzacja taśmy BKS nie odbyły się z powodu rozkładu instalacji audio. Konkretnie z powodu rozszabrowania większości kabli pod inne instalacje audio i zagubienia jednej przejściówki. Chciałbym, żeby limit rozkładu na ten rok był już wyczerpany.
wtorek, 28 czerwca 2011
Rockbox 3.9 wydany. Ponownie brak większych zmian z punktu widzenia użytkownika Sansy i bezproblemowy upgrade. Trochę nowych funkcjonalności/optymalizacji, zarówno po stronie kodeków, jak i silnika, tradycyjnie poprawki błędów. Keymap: Holding any button during USB insert now forces charge mode - albo nie umiem tego używać, albo nie widzę różnicy. Lista zmian dla Rockbox 3.9.
wtorek, 03 maja 2011
Poprzednia sprawa, z przyczepieniem się do cytatu z piosenki wykorzystanego jako podtytuł bloga nie była, zgodnie z tym co przypuszczałem, przypadkiem. Tym razem padło na webmastera fajnej skądinąd strony Kazika. LeeQS pisze: Dowiedziałem się bowiem od Twojego serdecznego przyjaciela i jednocześnie menadżera, że jeśli w ciągu tygodnia nie usunę ze strony banerów reklamowych to... reprezentująca Cię kancelaria prawna wystosuje odpowiednie pismo przeciwko mojej osobie. W oparach absurdu musiało narodzić się także Twoje drugie, tygodniowe ultimatum, abym żonie Twojego starszego syna dał stały dostęp do mojego serwisu na FaceBooku w celu... lepszej promocji ich wspólnej działalności wydawniczej. Dla mnie brzmi całkiem jak "zarabiasz na mnie bez mojej zgody, przestań albo dawaj działkę". Drugi punkt ładnie pokazuje, że chodzi o promocję, czyli kasę. Jak widać, przytaczane już w poprzednim wpisie - cytuję - Od teraz czyli od jakiegoś 1,5 miesiąca nie będę więc odpuszczał takich "niedokładności".A kolega mógł się spytać i niewykluczone,że za friko by zgodę miał. to nie chwilowa aberracja, tylko raczej permanentny sposób myślenia. Charakterystyczne jest, że kazikowe odpuszczam nie było jednocześnie przepraszam. I nie pomyliłem się niestety, że nie wiadomo komu i na jak długo odpuszcza... No to przewiduję, że dym będzie znacznie większy, niż ostatnio, bo tym razem uderza bezpośrednio w fanów (tak, uważam zamkniętą stronę za robioną przez fana i dla fanów, jeśli autor - a wszystko na to wskazuje - nie dostawał wynagrodzenia od Kazika za jej prowadzenie). Ciekawe jak to się po Internecie rozniesie i jak na wizerunku odbije... Chciałem dorzucić cytat o staczaniu się po równi pochyłej, zamiast tego po wpisaniu w Google stacza się po równi pochyłej Kazik wyskoczył mi wątek na forum Kultu. A tam użytkownik podpisujący się grzegorz_brzozowicz pisze: Facet stacza sie po równi pochyłej jeśli chodzi o muzyke, za swój udzial/konferansjerkę w kanale "Wojna i Pokój" zaśpiewał kolosalnej kasy, na planie zachowuje sie jak nadety dupek, który na historii sie zna jak mało kto a w rzeczywistości jest gówno wiedzącą pierdołą, najebany wychodzi na koncert, podczas popijaw mówi głośno,ze w dupie ma fanow bo "i tak zawsze miałem ich gdzieś a dziś to już w ogole, ale grunt,że gówniarze to łykają"....... Tak sobie myślę, że gdybym przeczytał to w czasie, gdy to było napisane stwierdziłbym, że autor pobredza. Obecnie mam coraz bardziej wrażenie, że po prostu wcześniej zauważył pewne rzeczy. UPDATE: Osobom zainteresowanym sprawą polecam wątek na forum Kultu. Intencje wyglądają na lepsze (nie o podział zysków chodziło), ale mimo wszystko spora dawka hipokryzji ze strony Kazika - przykłady "firmowania" reklam do znalezienia w ww. wątku. Nadal bije w oczy totalny brak zrozumienia świata i empatii - nikt z wypowiadających się nie kojarzył reklam na nieoficjalnej stronie z Kazikiem (co mnie nie dziwi), zero zastanowienia, co strona dawała Kazikowi (a dawała sporo), zero zastanowienia, czemu się reklamy pojawiły i że za wszystko trzeba płacić (niestety, NMDO, jak nie opłata wprost za hosting, to jakieś reklamy). O podejściu "fajna strona, ale chciałbym, żeby reklam nie było - ile byś potrzebował miesięcznie kasy, żeby utrzymać" i ogólnie formie nie wspominam (a wtedy wilk byłby syty i owca cała).
wtorek, 12 kwietnia 2011
W tym wydaniu wyłącznie poprawki błędów. Lista zmian dla Rockbox 3.8.1, nic specjalnego z mojego punktu widzenia, choć kilka bugfixów teoretycznie mnie dotyczy. Upgrade tradycyjnie bezproblemowy.
środa, 30 marca 2011
Droga do pracy potrafi być nudna. Nawet te 15-30 minut codziennie zbiera się rocznie w całkiem sporo czasu, więc stwierdziłem, że tak nie może być, że po prostu jadę, czy - jak ostatnio - chodzę do pracy na piechotę i nic innego nie robię. Co można robić w drodze do pracy? W tramwaju czy autobusie można czytać książkę, gazetę, albo przejrzeć newsy w internecie. Jeśli ktoś jedzie samochodem, to wzrok musi mieć wolny. Jeśli idzie - raczej też, choć przy odrobinie praktyki da się czytać i iść. W każdym razie ja takiej praktyki nie mam i trochę nie wyobrażam sobie chodzenia czy jazdy kilku(nasto)minutowej i czytania - za dużo czynników rozpraszających, za duże "rwanie" fabuły. Mniej angażujące, bardziej naturalne i uniwersalne jest słuchanie czegoś, na przykład na playerze mp3. Początkowo słuchałem muzyki, ale to raczej sposób na zabicie nudy, niż robienie czegoś ciekawego. Można też słuchać audiobooków czy podcastów, ale za tymi pierwszymi nie przepadam (za wolne tempo, nadal wypadałoby się skupić na dłużej, a nie przyswajać na raty), a tych drugich nie udało mi się znaleźć na tyle ciekawych, bym słuchał regularnie. Ostatecznie padło na wykłady TED, do których przymierzałem się od dawna, a do których ostatecznie zachęcił mnie Wawrzek w tym wpisie nt. TED. Przed opisaniem wrażeń ze słuchania postanowiłem zapoznać się z nieco większą ilością (tj. kilkadziesiąt), i słusznie, bo wykłady są bardzo różne. Różny jest język, szczególnie angielski w wydaniu azjatyckim jest... dziwny. Ale nie na tyle, by wykład był niezrozumiały. Generalnie nie mam większego problemu ze zrozumieniem wykładów TED, tzn. sensu samego przekazu. Szczególnie po krótkim osłuchaniu się z danym mówcą. Oczywiście bywa, że pojawiają się jakieś niezrozumiałe słowa czy zwroty, ale to normalne. Łapię większość dowcipów (if any; śmiesznie mogę wyglądać, bo niektóre są naprawdę dobre i zdarza mi się dosłownie LOLnąć). Prędzej jest problem z samym usłyszeniem, co mówią, gdy obok przejeżdża tramwaj, a niestety moja Sansa z Rockbox głośnością na "pchełkach" nie grzeszy (stawiam, że bardziej wina słuchawek). Zresztą, nie ma co się ogłuszać, bo dramatu nie będzie, jeśli raz na jakiś czas stracimy parę słów. O ile w ogóle stracimy, bo szybkie dociśnięcie słuchawki na chwilę skutecznie ratuje sytuację. Kwestia druga - wykłady TED w formie samego audio. Tu jest różnie. Niektóre niemal tracą sens, bo trzeba się domyślać, co jest na pokazywanym zdjęciu (ale jak to trenuje wyobraźnię! ;-)). Inne - nie tracą niczego. Większość zdecydowanie nadaje się do słuchania, bez obrazu. Szczególnie, jeśli ma się - jak ja - świadomość, że albo dotrą do mnie w ten sposób, albo wcale. Podsumowując, jeśli chodzi o to co zrobić, by się nie nudzić w drodze do pracy, to słuchanie wykładów TED daje radę. Ciekawe, rozwijające, nieprzeszkadzające. Polecam.
wtorek, 01 marca 2011
Przeczytałem i na początku nie uwierzyłem. Po chwili uwierzyłem i czym prędzej zmieniłem opis jednej z kategorii (zgadnij której i jaki był), który niedawno (ale zupełnie nie pamiętam kiedy...) dodałem, bo sprawa nie jest oczywista. Krótko i punktami:
UPDATE: Forma jest luźna, a że będą liczne aktualizacje (od tej pory - na końcu listy nowe), więc po prostu: ostatnia aktualizacja 04.03.2011 07:50.
|
Ostatnie wpisy
Subskrybcja RSS (wpisy)
Staty
Nawigacja
O mnie
Kontakt
Linkownia
SMSsender - skrypt do wysyłania SMSów
Przydatne polecenia Linux
Filtry Adblock by rozie
Zasady
Blogroll
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||