Wpisy z tagiem: gsm
sobota, 29 października 2011
Źródło zdjęcia: Autobusy mijanie Rzadko zdarza się tak, że rezygnuję z usługi, z której jestem zadowolony. A dokładnie tak jest w tym przypadku. Mimo pewnych wad, o których pisałem podczas opisu pierwszego wrażenia z kontaktu z moBILETem, mimo wielu wad systemu: stosunkowo długi czas doładowania konta, problemy związane z brakiem wersji na wiele telefonów (nie dotyczyło mnie), tylko minuta na włączenie moBILETu i skasowanie (na to jest obejście, szukaj o zabezpieczenia czasowe aplikacji w tym wpisie), muszę przyznać, że to świetny system. Niezawodność OK - z 2 albo 3 razy nie skasowałem biletu z racji problemów z siecią lub serwerami moBILETu (trudno stwierdzić, kto naprawdę był winien). Jasne, na pewno wpłynął na to fakt, że moBILET działa w trzech miastach, w których przebywam najczęściej, czyli Szczecinie, Poznaniu i Stargardzie Szczecińskim. Jeden telefon komórkowy i doładowane konto załatwiały sprawę biletów we wszystkich tych miastach, niezależnie od dnia tygodnia czy pory dnia, a trzeba przyznać, że kupno tradycyjnych biletów jest często problematyczne. Ale trochę zmienił mi się profil korzystania z komunikacji miejskiej, co oznacza, że będę wydawał więcej. Sieciówka za 81 zł stała się opłacalna (mimo ostatniego wydłużenia okresów ważności biletów czasowych w Poznaniu), więc pora pożegnać się z tym fajnym systemem. Przy okazji mała statystyka - przez 32 miesiące, kiedy korzystałem z moBILETu, wydawałem na doładowania średnio 54 zł/m-c, faktem jest, że nie tylko w Poznaniu korzystałem (i nie tylko dla mnie bilety kasowałem), ale i tak sporo... Oczywiście w związku z zakupem sieciówki nie rezygnuję całkowicie z systemu - nadal przyda się w Szczecinie i Stargardzie Szczecińskim, ale będzie to naprawdę sporadyczne użycie. A jeśli kogoś przerażają wady moBILETu, to niedawno pojawiła się w Poznaniu alternatywa, również oparta o GSM, choć w innym wydaniu - wystarczy zadzwonić. Chodzi oczywiście o CallPay, który ostatnio intensywnie się promuje. Na razie nie ma zbyt wielu miast, ale pewnie będzie ciekawe szczególnie dla tych użytkowników, z obsługą telefonów których moBILET miał problem.
piątek, 02 września 2011
Nie tak dawno operator Play rozpoczął kampanię Testuj smarfona. W skrócie jest to tak, że sprzedajemy swoje dane, wyrażamy zgodę na otrzymywanie reklam na podany email i przez podany numer telefonu, a w zamian dostajemy na 14 dni smartfona Huawei od zabawy i kartę SIM od Play (na zawsze). Teoretycznie sprawa idealna dla mnie (podać spamowy numer telefonu i email, za free pobawić się dłuższy czas Androidem, do którego od dawna się przymierzam, ale nie mogę przekonać), ale w praktyce jak pomyślę, że dostałbym wychuchany i wymacany przez większą liczbę obcych ludzi telefon, to jakoś mnie chęć na testowanie odchodzi. Tym bardziej, że stracę czas na ustawienie wszystkiego pod siebie tylko po to, by zaraz zaorać, żeby mniej lub bardziej prywatne dane nie wyciekły. No właśnie, tu sedno. Telefon przychodzi (i odchodzi) z kartą pamięci. AFAIK Android sam z siebie zapisuje tam dane z prywatnymi informacjami. A dodatkowo pewnie trafią tam choćby mniej lub bardziej prywatne zdjęcia. Zastanawiam się, ilu użytkowników w ogóle wyczyści ustawienia. Optymistycznie: 30%. Pomijam fakt, że zwykłe usunięcie plików czy sformatowanie karty niewiele pomoże - dowolny program do odzyskiwania plików (będąc linuksiarzem czytaj: photorec) pozwoli odzyskać większość z nich. Nie wiem, co robi Android przy formatowaniu karty/przywracaniu do ustawień domyślnych, ale nie sądzę, by robił pełne zerowanie. A może ktoś, kto uczestniczy w programie i dostał po kimś telefon bawił się już pod tym kątem? W każdym razie warto pomyśleć trochę o bezpieczeństwie i swojej prywatności i zaorać kartę przed oddaniem telefonu. Pod Linuksem najprościej skorzystać ze shred, albo zwykłe dd if=/dev/zero of=/dev/sdX (gdzie sdX to oczywiście urządzenie pod jakim system widzi czytnik z kartą). Z mniej inwazyjnych, prostszych i działających na wszystkich systemach metod: telefon można podłączyć do komputera w takim trybie, że karta jest widziana jako urządzenie pamięci masowej. Wtedy wystarczy skasować dane i nagrać jakieś śmieci do pełnej pojemności (np. jakieś mp3). Następnie wystarczy bezpiecznie odłączyć urządzenie i ew. jeszcze raz skasować mp3 (tylko je będzie w stanie odzyskać potencjalny ciekawski). Ciekawe, czy w wewnętrznej pamięci też coś zostaje po przywróceniu telefonu do ustawień fabrycznych (dane z karty nie są przy tym usuwane!) i na ile skomplikowane jest dobranie się do tych danych... Gdyby kogoś bardziej interesowała recenzja samego telefonu, to swoje wrażenia z Testuj smartfona opisał tutaj Jakub Rusinek (niestety po angielsku). UPDATE: Zaktualizowane o parę informacji od osoby, która ma smarfona na testach.
niedziela, 28 sierpnia 2011
Nowa wersja (0.7) skryptu SMSsender.pl. Wszystkie komunikaty po angielsku, przy okazji wyeliminowana litrówka w polskiej wersji. Nie zaimplementowany podział na wiele wiadomości, ale za to eksperymentalnie wdrożona "kompresja", czyli skracanie SMS. Co prawda wymyślałem koło od nowa i niestety nie skorzystałem z gotowca do skracania SMSów, którego kiedyś napisałem (byłem pewien, że wtedy tylko pomysł opisałem, nie gotową implementację, teraz zauważyłem gotowca), więc jest trochę bardziej prymitywne, ale nie powinno znacznie rzutować. Zapraszam do testów i korzystania.
środa, 20 lipca 2011
O tym, że przeniosę numeru z Plusa odgrażałem się już dawno. Co prawda niechciane SMSy z reklamami w Plusie udało się wyłączyć bez problemu, a do reszty jakoś się przyzwyczaiłem, ale idea pozostała. Po prostu Plus wypada coraz gorzej na tle konkurencji. Koniec końców, póki co, nie przeniosłem numeru podstawowego tylko spam, czyli numer, który podaję wszędzie, gdzie trzeba podać telefon i jest ryzyko, że będą marketingować bez umiaru, ale... zobaczymy. Wybór padł na Play i ich bezkonkurencyjny(?) okres ważności połączeń wychodzących po dowolnym doładowaniu, wynoszący rok. Spam to taki numer, na który głównie przyjmuję połączenia (bardziej: SMSy), więc nie było sensu płacić 200 zł/rok w Plusie (100 zł na pół roku to minimum pozwalające na wykonywanie połączeń wychodzących). Czemu nie Play od razu? Starter w Plusie kupiłem tylko ze względu na simlocka w ówczesnym telefonie... Najlepszym dowodem, że przepłacałem, była ilość pieniędzy zebranych na koncie. Kilkanaście dni przed końcem okresu ważności połączeń wychodzących miałem tam około 150 zł. Tu drobny lifehack - część pieniędzy (około 33%) można odzyskać w gotówce na konto przy pomocy serwisu Korzystny SMS (uwaga, nie dla wszystkich sieci działa, polecam doczytanie informacji na stronie!). Linkuję, bo znalazłem go z trudem, a problem co zrobić ze środkami na koncie prepaid jest dość częsty. Konkursy - nie działa - zwykle trzeba kupić produkt i wysłać SMS albo do wygrania są drobiazgi. Darowizny - nie znalazłem niczego, co chciałbym poprzeć i co oferowałoby płatność SMS. Z innych metod wykorzystania pieniędzy na koncie prepaid - jest jeszcze zakup usług typu Skype, serwisy z pobieraniem plików wróżki i sex telefony. Jakoś nie byłem zainteresowany. W każdym razie - przeniosłem. Słyszałem, że operatorzy robią problemy z rejestracją numeru. W moim przypadku - zupełna nieprawda. Dało się zarejestrować numer w salonie Plusa w sobotę, bez żadnych problemów, szybko, sprawnie i w miłej atmosferze. Play reklamuje, że przeniesienie jest w jeden dzień. Trochę nie wierzyłem, bo kołatały się po głowie dwa tygodnie. Wizyta w punkcie Play i dowiedziałem się, że nie ma znaczenia, ile czasu pozostało do końca ważności doładowania (czy robiłem na ostatnią chwilę? ależ oczywiście) i że faktycznie przenoszą w jeden dzień. W niedzielę (w końcu nie było kolejki - niestety, wcześniej zawsze były 2-3 osoby w kolejce, a jakoś nie chciało mi się czekać) złożyłem dyspozycję przeniesienia. W poniedziałek numer był Play, dokładnie tak, jak powiedziano w instrukcji. Totalnie nie mam się do czego przyczepić. Jedyne co, to mogłoby nie być fizycznej wymiany karty SIM i wypełniania sporej ilości papieru (ekologia), ale zapewne decydują odpowiednio względy technologiczne i formalno-prawne. Moim zdaniem, na tym przykładzie, przenoszenie jest totalnie bezproblemowe. Najbardziej problematyczne jest dwukrotne udanie się do punktów obsługi i ew. kolejki w nich. Same formalności to po 10-15 minut w punkcie. UKE proponuje, by operator do którego przenoszony jest numer, ponosił koszt (proponowane jest 25 zł). Mam świadomość, że koszt ten zostanie przeniesiony na klienta przenoszącego numer, ale samą opłatę popieram (do dyskusji jej wysokość). Sytuacja, że bardziej opłaca się kupić starter u innego operatora i przenieść do innego (zwykle są bonusy, w Play w tej chwili 60 zł na rozmowy do wszystkich sieci), generując przy tym śmieci (papier, plastik) i koszty po obu stronach, jest IMHO chora. PS. W końcu będzie backup telefonu i okazja do porównania na żywo ofert i poziomu usług w PlusGSM i Play. :-)
sobota, 18 czerwca 2011
Chcąc nie chcąc udało mi się zdobyć nową sprawność na wyjeździe - ratowanie zalanego telefonu. Okazało się, że nie wszystkie plecaki są wodoszczelne. Ten, który pożyczyłem wykazał się praktycznie zerową ochroną przed deszczem. W przeciwieństwie do firmowego "laptopowego" plecaka, który zaskakująco dobrze chroni przed deszczem i do którego przywykłem. W każdym razie deszcz był spory i po otwarciu kieszonki z kluczami od auta i telefonem okazało się, że w środku jest bagno telefon jest totalnie zalany. I to zalany nie tak trochę, że wilgotny, tylko praktycznie pływa i kapie z niego. Co prawda wyglądał, że działa, ale już wyświetlał, że włączone są jakieś dziwne opcje zestaw słuchawkowy, którego przecież nie mam. Co prawda moja Nokia 3110c ma już 3 lata (ależ ten czas leci...), czyli telefon jest stary i należało by go wymienić, ale w sumie działał i prawie wystarcza. W zasadzie do pełni szczęścia brakuje mi - najchętniej wbudowanego - GPS, bo ostatecznie nie kupiłem zewnętrznego i minimalnie większego ekranu do przeglądania Internetu. Po paru dniach wygląda, że zalanie telefonu nie zaszkodziło mu, więc może komuś też się opis przyda (za efekty nie ręczę, mi pomogło):
Po tym włączyłem telefon i okazało się, że na tyle, na ile używałem, funkcjonuje normalnie. I w sumie mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony fajnie, że uratowany, z drugiej nie ma pretekstu do kupna czegoś z Androidem. UPDATE: Mimo pesymistycznej prognozy z komentarza, telefon ma się dobrze. Głośnik, mikrofon, klawiatura - bez zarzutu po około pięciu miesiącach.
wtorek, 25 stycznia 2011
Zmiany tylko wewnętrzne, nie wpływające na użytkownika. Pozbycie się brzydkiej zależności od zewnętrznego wget - teraz jest 100% Perl. Poza tym, projekt wyjechał na github - chyba będzie łatwiej utrzymywać. Strona domowa SMSsender.pl bez zmian (póki co). W ramach standaryzacji zaczynam zmianę języka na angielski. Ostatnie dwie zmiany także po to, by potencjalnie zwiększyć feedback.
środa, 19 stycznia 2011
Linuksa widzieliśmy już we wrocławskich automatach biletowych, na gdańskich wyświetlaczach rozkładu jazdy. Jakiś czas temu w Poznaniu w jednej z galer(ii) handlowych pojawiło się dziwne urządzenie. Nie widziałem, by ktoś z niego korzystał, z opisu miała to być stacja do ładowania i dezynfekcji(?) telefonów komórkowych. Postało jakiś czas, potem się zepsuło (albo nigdy nie zostało uruchomione - te kabelki zawsze tak na wierzchu były - żadnego zamknięcia...), ujawniając, że pod spodem działa Linux. Takie zepsute postało jeszcze parę dni i... zniknęło. Czyżby nie było biznesu w ładowaniu i dezynfekcji telefonów komórkowych? W sumie nie zdziwiłbym się, gdyby w mieście nie było - do ładowarki blisko, a miejsce nie wygląda na pewne. Ja bym nie zostawił telefonu GSM tak bez nadzoru... W każdym razie, dowód, że pod spodem Linux (sorry za jakość, komórką klikane szybko):
I zbliżenie ekranu - GRUB z komunikatem błędu w całej okazałości:
wtorek, 15 czerwca 2010
Na urlopie byłem - z premedytacją - odcięty od sieci. Kontemplacja szumu wiatru i fal to Dobra Rzecz, ale co za dużo, to i świnia nie zje, więc w pewnym momencie zapragnąłem sprawdzić, co się na świecie dzieje. Tradycyjne gazety, które były pod ręką, to niezupełnie było to, o co mi chodziło, więc postanowiłem nadrobić trochę zaległości, oraz dopracować sposób korzystania z internetu w komórce. Wszystko będę opisywał na podstawie nienajnowszego, ale IMO nadal funkcjonalnego (kategoria "po pierwsze ma dzwonić", nie "all in one" ) telefonu komórkowego Nokia 3110c (o, równe 2 lata temu już opisywałem, jak ten czas leci...) - rozmiar ekranu to tylko 128x160 pikseli, 1,8 cala oraz Opery mini w wersji 5 z włączonym mobile view (nic lepszego do przeglądania stron na komórce póki co nie znalazłem i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie coś miało dorównać Operze mini). Co prawda, jak pisałem, niby mój telefon nie wspiera oficjalnie wersji 5, ale jak pisałem, działa (także wersja stabilna), i to działa dobrze. Na bardziej współczesnych telefonach z większym wyświetlaczem może się to nieco różnić i choć raczej nie drastycznie, to wypada zaznaczyć te warunki. Do przeglądania stron WWW przez komórkę przy niewielkim zużyciu transferu Opera mini 5.0 świetnie się nadaje dzięki kompresującemu proxy - strona najpierw trafia na serwery opery, tam jest dostosowywana, kompresowana i dopiero wysyłana na telefon, dzięki czemu zużywa znacznie mniej transferu. Domyślne ustawienia Opery mini są dobre, ale przy większej ilości przeglądanych stron kilobajty nieubłaganie lecą. Czy można jeszcze jakoś zmniejszyć zużycie transferu? Wydaje mi się, że tak. Grafika zużywa stosunkowo dużo transferu, a czy jest tak naprawdę potrzebna? Szczególnie taka w niskiej jakości i na małym ekranie, gdzie TBH niespecjalnie cokolwiek widać? W sytuacji, gdy koncentrujemy się na informacji zawartej w tekście? Jasne, co innego, gdy ktoś robi zakupy w internecie, czy przegląda np. takie blogi, na jakich zdjęcia są istotne (ale get real, wariant z obrazkami w niskiej jakości, na małym ekranie też wtedy nie bardzo wchodzi w takim wypadku w grę). No to można wyłączyć ładowanie obrazków w ogóle... Pewnie mi było łatwiej, bo lubię typowo tekstowe narzędzia, ale IMO nawet użytkownik, który na co dzień używa grafiki w aplikacjach na komputerze niespecjalnie odczuje w komforcie użytkowania brak grafik na telefonie (zakładam, że przywykł do wyglądu stron w komórce w ogóle - "lekko" się to jednak różni, przynajmniej z włączonym mobile view i na tak małym ekranie), bo Opera ładnie zaznacza, gdzie była grafika na stronie (z uwzględnieniem jej rozmiaru) i pokaże podpis (o ile webmajster ustawił). Przyznam, że całkiem zacnie to wygląda, więc chociaż nie robiłem dokładnych pomiarów zmniejszenia pasma ("na oko" - warto), to uważam, że i tak warto spróbować wyłączyć także ładowanie grafiki w Operze mini, nawet, jeśli komuś niespecjalnie zależy na zmniejszeniu transferu danych. Jedyny tak naprawdę zauważony minus to brak wyświetlania captchy na blogach, ale kto pisze komentarze z klawiatury innej niż pełnowymiarowe qwerty?
niedziela, 14 marca 2010
Kolejna wersja SMSsender.pl - tym razem dodana obsługa paru błędów. Szczególnie 105 był męczący, a częsty. Myślę o autosplicie (definiowany w pliku, nadpisywalny parametrem)...
niedziela, 14 lutego 2010
Wczorajszy dzień jakoś tak obfitował w wydarzenia związane z bezpieczeństwem, że postanowiłem to podsumować. |
Ostatnie wpisy
Staty
Nawigacja
O mnie
Kontakt
Linkownia
SMSsender - skrypt do wysyłania SMSów
Przydatne polecenia Linux
Filtry Adblock by rozie
Zasady
Blogroll
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||