Wpisy z tagiem: prywatność
piątek, 07 października 2011
Niedawno znajomy napisał, na Facebooku zresztą, coś w stylu "wygląda, że Facebook chce przejąć rolę LinkedIn". Chodziło o to, że można dodać swoje miejsce pracy i wskazać, kto ze znajomych też tam pracuje. Czyli, upraszczając okrutnie, posocjalizować się na temat pracy. Jest to oczywiście prawdziwe, ale IMO niepełne. Facebook to, moim zdaniem, praktycznie państwo w państwie, Internet w Internecie. Nisza trochę na wzór wewnętrznych serwisów tworzonych przez Tora czy Freenet, z tą różnicą, że dostępna w prosty sposób, skrajnie nieanonimowa i... powszechna. Dodatkowo, co chyba najważniejsze, publiczna. O ile Tor czy Freenet tworzą wewnętrzne, separowane sieci, to FB wręcz przeciwnie - jest otwarty na wszystko i wszystko chce wchłonąć lub przyłączyć. Szybki przegląd serwisów/usług, które występują w wersji Facebookowej.
Coś pominąłem? Zapewne tak. Niezależnie od tego Facebook to taki Internet cyferka.zero (modna numeracja, mylę się w numerkach, nie wiem który dać ;-)) - wszyscy są zalogowani, monitorowani, uwierzytelnieni (zgodnie z regulaminem nie można mieć konta na nieprawdziwe dane, odpada problem multikont), bezpieczni... Wszystko pod pełną kontrolą - wiadomo dokładnie, który użytkownik co klika, kiedy klika, co pisze itd. Oczywiście najwięcej wiadomości ma sam Facebook - zna zainteresowania, wie, czym chcemy się z kim dzielić, z jakich IP i urządzeń się łączymy, dzięki widgetom na stronach WWW wie, jakie strony WWW odwiedzamy i to niekoniecznie w momencie, gdy jesteśmy zalogowani do Facebooka. Prywatność cierpi okrutnie, ale... chyba większości ludzi to nie przeszkadza. W komentarzach do wpisu na temat śmierci Steve'a Jobsa zasugerowałem, że Mark Zuckerberg już zasługuje na stawianie w szeregu z najlepszymi. I moim zdaniem dokładnie tak jest. Już w tej chwili, bo już tej chwili jesteśmy bliscy sytuacji, kiedy nowi użytkownicy mogą zacząć korzystać z Internetu właśnie przez Facebooka. I wyłącznie przez Facebooka (oczywiście także logując się do innych serwisów, pytanie na ile świadomie). Podobnie, jak kiedyś utożsamiano Internet z przeglądarką. Tylko o poziom dalej. Polecam też dzisiejszy ciekawy artykuł na Antyweb o Facebooku, o którym dowiedziałem się praktycznie po napisaniu tego wpisu (OK, zainspirował drobne zmiany).
środa, 07 września 2011
Niedawno, po węźle gordyjskim z odzyskiwaniem hasła do konta Allegro, zamknąłem konto w tym serwisie. Chwilę później dostałem maila o treści: Informujemy, że w dniu 2011-08-14 08:35:07 konto o nazwie [cenzura] zostało zamknięte, a dane osobowe przypisane do tego konta nie są dostępne innym użytkownikom. Dane użytkowników będą w dalszym ciągu przetwarzane i archiwizowane w zbiorze danych osobowych administrowanych przez Grupa Allegro Sp. z o.o. mimo rozwiązania w/w umowy, w trybie i zakresie przewidzianym przepisami ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych (Dz.U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn.zm.) W sumie standard i miło, że informują. Ale skoro są, a przynajmniej starają się być tak przepisową i trzymającą się procedur firmą, postanowiłem skorzystać z prawa do wglądu w moje dane, tym bardziej, że ciekawi mnie, co tak naprawdę mają o mnie, że nie było możliwości w oparciu o to zweryfikowania tożsamości. Oczywiście na podstawie art. 24 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 roku o ochronie danych osobowych, czyli: Art. 24. 1. W przypadku zbierania danych osobowych od osoby, której one dotyczą, administrator danych jest obowiązany poinformować tę osobę o: Najpierw dostałem standardową, szablonową odpowiedź, w której zawarta była jedynie podstawa przechowywania. Dowiedziałem się też, że przechowywanie będzie trwało 5 lat. Po zwróceniu uwagi, że nie taka jest treść mojej prośby/pytania, otrzymałem odpowiedź, że nie ma możliwości dokonania edycji danych na zamkniętym koncie. OK, rozumiem, ale nie chodzi mi o edycję, a o wymieniony w ustawie wgląd. I tu Allegro ewidentnie się z jednej strony podkłada, z drugiej IMO szokująco narusza prawo, odmawiając mi prawa do wglądu w dane, bowiem odpowiedź, którą uzyskałem to: Tak jak pisałam wcześniej, nie ma takiej możliwości. Złożył Pan wniosek o zamknięcie konta i usunięcie danych. Decyzji tej nie można cofnąć, co oznacza, ze nie ma Pan już dostępu ani do konta, ani do danych. Zupełnie jakby posiadanie aktywnego konta było warunkiem prawa do wglądu. Cóż, ja, biedny żuczek z koniem kopać się osobiście nie zamierzam. Złożenie skargi do GIODO kosztuje raptem 10 zł, napisanie i wysyłka pisma kolejne tyle. A urzędowej interpretacji jestem niesłychanie ciekawy... C.D.N.
piątek, 02 września 2011
Nie tak dawno operator Play rozpoczął kampanię Testuj smarfona. W skrócie jest to tak, że sprzedajemy swoje dane, wyrażamy zgodę na otrzymywanie reklam na podany email i przez podany numer telefonu, a w zamian dostajemy na 14 dni smartfona Huawei od zabawy i kartę SIM od Play (na zawsze). Teoretycznie sprawa idealna dla mnie (podać spamowy numer telefonu i email, za free pobawić się dłuższy czas Androidem, do którego od dawna się przymierzam, ale nie mogę przekonać), ale w praktyce jak pomyślę, że dostałbym wychuchany i wymacany przez większą liczbę obcych ludzi telefon, to jakoś mnie chęć na testowanie odchodzi. Tym bardziej, że stracę czas na ustawienie wszystkiego pod siebie tylko po to, by zaraz zaorać, żeby mniej lub bardziej prywatne dane nie wyciekły. No właśnie, tu sedno. Telefon przychodzi (i odchodzi) z kartą pamięci. AFAIK Android sam z siebie zapisuje tam dane z prywatnymi informacjami. A dodatkowo pewnie trafią tam choćby mniej lub bardziej prywatne zdjęcia. Zastanawiam się, ilu użytkowników w ogóle wyczyści ustawienia. Optymistycznie: 30%. Pomijam fakt, że zwykłe usunięcie plików czy sformatowanie karty niewiele pomoże - dowolny program do odzyskiwania plików (będąc linuksiarzem czytaj: photorec) pozwoli odzyskać większość z nich. Nie wiem, co robi Android przy formatowaniu karty/przywracaniu do ustawień domyślnych, ale nie sądzę, by robił pełne zerowanie. A może ktoś, kto uczestniczy w programie i dostał po kimś telefon bawił się już pod tym kątem? W każdym razie warto pomyśleć trochę o bezpieczeństwie i swojej prywatności i zaorać kartę przed oddaniem telefonu. Pod Linuksem najprościej skorzystać ze shred, albo zwykłe dd if=/dev/zero of=/dev/sdX (gdzie sdX to oczywiście urządzenie pod jakim system widzi czytnik z kartą). Z mniej inwazyjnych, prostszych i działających na wszystkich systemach metod: telefon można podłączyć do komputera w takim trybie, że karta jest widziana jako urządzenie pamięci masowej. Wtedy wystarczy skasować dane i nagrać jakieś śmieci do pełnej pojemności (np. jakieś mp3). Następnie wystarczy bezpiecznie odłączyć urządzenie i ew. jeszcze raz skasować mp3 (tylko je będzie w stanie odzyskać potencjalny ciekawski). Ciekawe, czy w wewnętrznej pamięci też coś zostaje po przywróceniu telefonu do ustawień fabrycznych (dane z karty nie są przy tym usuwane!) i na ile skomplikowane jest dobranie się do tych danych... Gdyby kogoś bardziej interesowała recenzja samego telefonu, to swoje wrażenia z Testuj smartfona opisał tutaj Jakub Rusinek (niestety po angielsku). UPDATE: Zaktualizowane o parę informacji od osoby, która ma smarfona na testach.
środa, 29 czerwca 2011
Po projekcie rozporządzenia w sprawie retencji danych, wejściu tego rozporządzenia w życie oraz pomyśle na minimalną prędkość Internetu, przyszła kolej na kolejny genialny pomysł pomysł rządzących. Chodzi o projekt rozporządzenia dotyczącego wymagań i sposobu zapewnienia przez przedsiębiorcę telekomunikacyjnego warunków dostępu i utrwalania. Znaczy - normalnie mówiąc - podsłuchu i rejestracji rozmów telefonicznych i transmisji internetowych. Czemu projekt jest fatalny? Po pierwsze, czasy reakcji. W wariancie najbardziej ręcznym są 2h w dzień od 6 do 22 i 4h od 22 do 6. W wariancie najbardziej automatycznym (odpowiednio 15 i 30 minut w wariancie najbardziej automatycznym). Od czasu zgłoszenia zapotrzebowania do umożliwienia podsłuchu/nagrywania. W piątek, świątek, niedzielę. Proponowałbym, żeby miłościwie nam panujący autorzy projektu zapoznali się z czasami reakcji obowiązującymi w branży. I może z prawem pracy jeszcze. I policzyli, ile potrzeba osób, by obsadzić w ten sposób 24/7 jeden "slot". Po drugie, ilości ludzi. W najgorszym, czyli najmniej zautomatyzowanym wariancie jest to 1 pracownik na 1500 numerów telefonicznych oraz adresów IP. Przydzielonych ISP. Czyli taki dostawca sieci, który ma nieszczęście mieć IPv6 (minimalnie /48, mniej się nie przydziela) ma - mówiąc kolokwialnie, ale inaczej się nie da - przejebane. Bo klasa /48 to 2 do potęgi 80, czyli 1208925819614629174706176 (1,209 razy 10 do potęgi 24, będzie czytelniej). Nawet ten z pełną automatyką i tylko jednym pracownikiem na 45000 adresów IP będzie musiał mieć 2,68 razy 10^19 pracowników. Nie wiem, czy wymagana na maturze powinna być bardziej matematyka, czy geografia, bo nie wiem czy rządzący nie orientują się, ilu jest ludzi na świecie, czy po prostu nie policzyli tego. W każdym razie ten wariant likwiduje bezrobocie na Ziemi na parę wieków. Obawiam się jednak, że mają świadomość, co czynią, bo w uzasadnieniu (wpływ regulacji na rynek pracy) piszą o korzystnym wpływie na rynek pracy... Nawet, jeśli zmienią powyższe z przydzielonych ISP na przydzielone klientom końcowym - niewiele to wnosi. Przy IPv6 klient końcowy dostaje /64 czyli 1,8 razy 10^19 adresów IP... Zresztą, nie potrzeba IPv6. Nawet nędzne 1,6 do 2,5 mln klientów Neostrady w TPSA (znalezione przy okazji tego wpisu, pewnie się zmieniło) to - najbardziej optymistycznie - minimalnie 35 do 55 osób. W samej tylko TPSA, do samej tylko Neostrady. Licząc po klientach, nie IP przydzielonych ISP, czyli bardzo, ale to bardzo skromnie (na to w projekcie nie wpadli jeszcze)... Najbardziej martwi mnie to, że prawo jest z założenia martwe, niespecjalnie potrzebne (chyba, że u nietypowych ISP pracowałem - pytanie do adminów sieci - jak często u was robią zrzuty/zapisy transmisji, licząc na 1k abonentorok?), daje spore pole do nadużyć (konkurs bez nagród: kto może zlecić w Polsce założenie podsłuchu tego typu?) i będzie służyło zapewne głównie ochronie rządzących, czego przykład mieliśmy podczas użycia ABW do interwencji w sprawie z strony ośmieszającej(?) prezydenta. Aha, gdyby ktoś miał wątpliwości, to Kowalski za góra 5 euro miesięcznie obejdzie to wszystko przy pomocy VPN i silnej kryptografii, podobnie jak przy pomocy ustawy antyhazardowej. Inne ciekawostki z dokumentu: przedmiot projektowanego aktu prawnego nie jest objęty prawem Unii Europejskiej. Faktycznie, bardziej pachnie Białorusią. PS Czuję, że na pl.internet.polip znów będzie wrzało...
czwartek, 17 lutego 2011
Jeden obrazek wart więcej niż tysiąc słów, zatem zdjęcie grafitti z tegorocznych wakacji, które bardzo mi się spodobało i które od dawna chciałem zamieścić. Grafika na murze, IIRC Nowy Sącz.
piątek, 11 lutego 2011
Dawno temu pisałem o pomyśle na dystrybucję anonimizującą. Miało to działać na zasadzie liveCD uruchamianego - głównie dla wygody - z maszyny wirtualnej, wyposażonego w domyślne ustawienia utrudniające identyfikację użytkownika i domyślnie wysyłającego wszystkie dane WWW za pośrednictwem sieci TOR. Już samo użycie liveCD w znacznym stopniu utrudnia identyfikację - po uruchomieniu gubione są wszelkie informacje zawarte w ciasteczkach, LSO, historii odwiedzanych stron, cache, jak również cechy charakterystyczne systemu/przeglądarki są wspólne dla wszystkich instancji systemów bootowanych z jednego obrazu. Projekt Anonymix nie wyszedł poza fazę planów (żaden build nie był w pełni działający i nie został opublikowany), ale znalazłem coś, co nie tylko jest praktycznie dokładnym odpowiednikiem tego, co chciałem realizować, ale bardzo ładnie rozwija tę ideę. Mowa o T(A)ILS, czyli The (Amnestic) Incognito Live System. T(A)ILS to dystrybucja rozpowszechniania w postaci liveCD i liveUSB skonfigurowana tak, by cała komunikacja odbywała się przez sieć TOR i aby nie zostawiać żadnych śladów użycia danego systemu i przeprowadzanych operacji na dyskach (dopóki wyraźnie o to nie poprosimy). Oczywiście w przypadku uruchomienia z poziomu maszyny wirtualnej tak dobrze nie będzie - przykładowo dane mogą zostać - i zapewne zostaną - przekazane do hosta gospodarza i mogą zostać zapisane na dysku np. w pliku swap, ale dokładnie taką samą wadą obarczony był Anonymix. Warto podkreślić, że tak naprawdę nie wpływa to na anonimowość - jeśli chodzi o identyfikację zdalną jest to bez znaczenia. Klasyczne bezpieczeństwo vs. wygoda - bootowanie fizycznej maszyny z liveCD jest mniej wygodne, ale bezpieczniejsze. Warto zauważyć, że T(A)IlS nie tylko pomaga zachować anonimowość, ale pomaga zabezpieczyć przed przechwyceniem danych na różne sposoby - od zabezpieczenia przed keyloggerami za sprawą wirtualnej klawiatury, przez zapewnia komunikację Jabberem z użyciem OTR i szerokie wsparcie dla GPG. Do tego T(A)ILS wyposażony jest narzędzia do obróbki dźwięku, skanerów obróbki obrazów, wspólnej edycji tekstów i wykonywania tłumaczeń... Wygląda na niezłe zaplecze dla Wikileaks czy Anonimowych. Projekt wygląda na aktywnie rozwijany, więc nie pozostało mi nic innego, jak definitywne pogrzebanie Anonymiksa, przekazanie pomysłów (o ile już nie są wdrożone; patrząc na listę błędów - większość jest) i ew. pomoc przy rozwoju T(A)IlS. Na tę chwilę dostępna jest wersja 0.6.2 oparta na Debianie Lenny, więc z testem poczekam raczej na coś opartego o Squeeze, bo sporo się pozmieniało.
piątek, 08 października 2010
Jakoś tak się złożyło, że wpis Zala przypomniał, że zarzuciłem zabawę z Gnunetem (którego po prostu nie udało mi się w 5 minut na czuja uruchomić). Postanowiłem przyjrzeć się Freenetowi, który powinien być prostszy i popularniejszy. I którego do tej pory skreślałem ze względu na Javę. Z prototą bym nie przesadzał - nie wiadomo, który plik wybrać (a w Debianie nie ma tego pakietu). Na stronie projektu plików do pobrania jest wiele, nie wiadomo, która wersja jest stabilna. Ostatecznie podążam dosłownie za wytycznymi z przykładu, tym bardziej, że liczba pobrań też jest największa. Instalator brzydki, ale instaluje bez problemu. Z niefajnych rzeczy - bez pytania dodaje usługę Freenet do uruchomienia po reboocie. @reboot "/home/rozie/programs/Freenet/run.sh" start 2>&1 >/dev/null #FREENET AUTOSTART - 8888 Irytujące, szczególnie, że może warto wyrzucić na osobnego usera. Oczywiście, przeniesienie nie jest problemem, ale IMHO powinien zapytać, czy może dodać wpis. Na zakończenie drobny fail - pisze An uninstaller program has been created in: (tak, potem pustka). Brak informacji o tym, czy demon zostaje automatycznie włączony (tak, zostaje). Niezły wizard. Prywatność. Widać, że twórcy dbają o prywatność w sieci - użytkownik proszony jest o korzystanie z oddzielnej przeglądarki do łączenia z demonem Freenetu. Jak najbardziej zasadne, bo w przypadku wspólnej przeglądarki nie będzie żadnego problemu z wywołaniem zwykłego URLa ze strony freenetowej, co w połączeniu z dostępem do ciasteczek itd. jest oczywistą metodą pozbawienia anonimowości. Tylko zwiedzam, więc olewam i poprzestaję na wywaleniu ciasteczek (w tym flashowych), ale jak najbardziej zasadne. Następnie określa, na ile zależy mu na ochronie przed rządem, ISP oraz (wybieram opennet i normal)... osobami określonymi jako przyjaciele. Domyślnie mają oni (lub malware na ich komputerach) sporą możliwość naruszenia prywatności (wybieram high). Kolejne pytanie jest o pliki tymczasowe i pobrane. Do wyboru 4 poziomy zabezpieczenia, w tym takie, które wyglądają na bezpieczne (oczywiście jeśli nie ma błędów w implementacji/backdoorów) nawet bez szyfrowanego systemu plików/katalogu. Najbardziej paranoidalny tryb oznacza trzymanie klucza tylko w pamięci (do testu wystarczy normal), czyli dane tracone są bezpowrotnie chwilę po wyłączeniu maszyny (modulo wejście na swap, modulo bruteforce). Na koniec testu wybieram 5GB przestrzeni dyskowej do wykorzystania. No i tu zaczyna się jazda. Zużycie procesora (PIII 1 GHz) utrzymuje się od tego momentu na ok. 40-50%, a pamięci RAM na 8,7% (z 1GB) i rośnie (maksymalnie widziałem 20%). Program pozwala ustawić limit RAM - domyślny limit RAM to u mnie 192 MB. W praktyce oznacza to, że procesor nie ma wytchnienia i będzie się włączał wiatrak. Do not like. Wychodzi, że łącze 32 KB powinienem wybrać, co czynię. Szybkość działania jest tragiczna. Nawet prostą wiki otwierał długo. Kolejna rzecz, którą sprawdzam (i która otwiera się nieco szybciej, ale skojarzenia z modemem i wczesnym dzwonieniem na 0202122 silnie wskazane) to Freenet TEXTlink Index. Tu zdziwienie. Nawet sporo linków jest po polsku. Nie wiem na ile to zbieg okoliczności, a na ile odwzorowanie stanu faktycznego. Tematycznie dominuje metatematyka (tu: wolność, libertarianizm, linki freenetowe) oraz polityka i... chrześcijaństwo (zwł. polskie strony), które często pod politykę podpada. Bliższe przyjrzenie się treści i okazuje się, że śmierdzi trupem - większość stron aktualizowana w 2008, 2010 to święto. Do testowania pobierania plików nie dotarłem - skoro wolniejsze, niż wbudowane strony, to nie chcę nawet sobie tego wyobrażać. W sumie nie wypada to za ciekawie. Bawiłem się około godziny - możliwe, że potem zużycie procesora spadnie (pobierał do lokalnego cache dane cały czas i szyfrował je), a prędkość wzrośnie, ale IMHO cały projekt dla hobbystów. W zwykłym użytkowaniu Tor znacznie szybszy, bardziej użyteczny (dostęp do wszystkich treści, nie tylko wydzielonego, osobnego skrawka Internetu), choć mniej bezpieczny i trochę inne zastosowanie, jednak. Deinstalacja: katalog Uninstaller w głównym katalogu programu Freenet i java -jar uninstaller.jar Działa ładnie, usuwa wpis z crona i cały katalog. I w sumie to jedyny element programu, do którego nie mam zastrzeżeń.
czwartek, 20 sierpnia 2009
Wszystkie portale trąbią o zagrożeniu dla prywatności, aparat państwowy oczywiście zaprzecza, ale wiadomo o co chodzi. Chcą więcej kontroli. I oczywiście zaraz będą trąbić o tym, że to chroni obywateli i że tylko przestępcy się ukrywają. Nieprawda. Nie zgadzam się z chęcią aparatów państwowych do bezzasadnej (bez wyroku sądu) ingerencji w prywatność, podsłuchiwania rozmów, "namierzania" ludzi w internecie itp. W sumie dobrze się stało, że to wynikło - będę miał dodatkową motywację do pracy nad projektem, o którym pisałem w zeszłym miesiącu. Mała dystrybucja typu liveCD, uruchamiana w wirtualnej maszynie zapewni w prosty sposób anonimowość przy dostępie do usług przez przeglądarkę. TODO leżało nietknięte ponad miesiąc, więc teraz - w ramach wzmocnienia motywacji - oficjalnie otwieram stronę domową projektu Anonymix. Liczę na pomysły/uwagi/komentarze. |
Ostatnie wpisy
Subskrybcja RSS (wpisy)
Staty
Nawigacja
O mnie
Kontakt
Linkownia
SMSsender - skrypt do wysyłania SMSów
Przydatne polecenia Linux
Filtry Adblock by rozie
Zasady
Blogroll
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||