Menu

Pomiędzy bitami

Techno, porno i duszno. Blog niezupełnie technologiczny.

Braki w ofertach operatorów GSM.

rozieblox

Zmiany na rynku GSM niby są. Niby na lepsze. Ale tak naprawdę ciągle nie widzę dla siebie idealnej oferty prepaid.

Tradycyjnie operatorzy GSM walczą o klienta tańszym abonamentem, tańszymi połączeniami i lepszymi telefonami w promocji. Abonament mnie nie interesuje, bo prepaid wychodzi taniej, cena połączeń nie gra specjalnie roli - aż tyle nie dzwonię, a i tak u większości operatorów trzeba często doładowywać telefon, by mieć możliwość wykonywania połączeń wychodzących (wyjątek na dzień dzisiejszy to Play). Zresztą teraz chyba wszyscy mają już ofertę z poniżej 30 gr/minuta... Telefon to telefon - nie wzbudzam się specjalnie sprzętem (no chyba, że da się na tym Linuksa postawić ;-)), jak już mam go w rękach, to lubię wycisnąć wszystko, co się da (java, bluetooth), ale nie napalam się przed zakupem.

Jakie są dodatkowe ficzery, których marketingowcy nie biorą pod uwagę, a które mają dla mnie znaczenie? Przede wszystkim wspomniany okres połączeń wychodzących po doładowaniu. Jeśli jest odpowiednio krótki, to de facto przeradza się w abonament. Przykładowo w Simplusie, by dzwonić z telefonu przez cały rok, muszę wydać minimum 200 zł - doładowanie za 100 zł przedłuża ważność połączeń wychodzących o 6 m-cy. Ideałem na tą chwilę byłby wspomniany Play, który wymaga w tym samym celu wydania jedynie 5 zł. W moim przypadku i tak nie ma obaw, że nie dam zarobić - biorę jakiś pakiecik internetowy (na potrzeby Mobiletu oraz dostępu przez Operę mini spokojnie starcza 20MB za powiedzmy 5 zł), plus wydzownię trochę (albo kupię pakiet minut za 5-10 zł).

Skoro przy pakiecikach jesteśmy, to drażni podwójne ograniczenie - z jednej strony ileś minut, a z drugiej strony trzeba wykorzystać w zadanym czasie (zwykle 30 dni). Jasne, to dodatkowy zysk dla operatora, ale ukłon w stronę klienta przez zdjęcie okresu ważności pakietu byłby miły. Dla mnie przykładem totalnego bezsensu i bełkotu marketingowego jest 100 SMSów na dzień w Play - kilka to wysyłam na dzień, nie godzinę.

Czemu zatem zostaję w Simplusie, mimo jego wad, z nieprzyjaznym BOK i upierdliwymi procedurami udowadniania, że nie jestem wielbłądem (tu: że nie wyrażałem zgody na SMSy z reklamami od operatora; w sumie miałem to opisać, może kiedyś...)? Powód jest prosty, za to kompletnie pomijany w reklamach i ofercie. Chodzi bramkę SMS, która jest dostępna dla każdego, bez logowania, bez captchy i pozwala wysłać SMS ze strony WWW każdemu, kto wyraził na to zgodę. Co w tym fajnego? Otóż tak samo można wysłać SMS z wiersza poleceń, co jest genialną sprawą, jeśli ktoś chce sobie zrobić jakieś powiadomienia z serwerów (ale nie polecam powiadamiać w ten sposób o braku połączenia internetowego ;-))... AFAIK żaden inny operator nie ma czegoś takiego w tej chwili. Proste i wygodne pisanie SMSów z normalnej klawiatury (jakieś 100 razy szybsze, niż z klawiatury telefonu, w moim przypadku) to już zupełny - choć miły - dodatek. Tak czy inaczej bramka to dla mnie killer ficzer.

Ostatnią miłą rzeczą, z której Plus niestety AFAIK zrezygnował, była możliwość przelewania środków między kontami prepaid. Czemu miłe (i czemu zrezygnowali), chyba oczywiste. W każdym razie mam nadzieję, że inni operatorzy zaczną dostrzegać i oferować takie nisze, jak wolna bramka...

UPDATE: Nie ma to jak coś pochwalić. Wczorajsze SMSy nie doszły. Dzisiejsze śledztwo ujawniło, że zmieniło się API bramki i sms-pl z którego korzystałem do wysyłania SMSów z CLI już nie działa. Zmiany miały miejsce jakieś 3 dni temu z tego co się na blipie dowiedziałem.

Korzystając z chwili

rozieblox

Korzystając z chwili tego, że blip leży, więc krótkiej notki nie będzie, będzie notka długa.

Korzystając z chwili tego, że leci Happysad, napiszę, że bardzo mi blisko klimatem do tej kapeli, a terminu rock regresywny w stosunku do muzyki używałem już w 1999. Teraz to bez znaczenia. Nie gram. Niestety, nie gram. Te czasy już nie powtórzą się. Chyba, bo niczego nie można wykluczyć.

Korzystając z chwili namysłu nad sensem istnienia: zasadniczo żyję sobie z dnia na dzień. Zmiany. Radykalne zmiany są nieodłącznym elementem mojego życia. Lubię postrzegać je od zmiany do zmiany. Nie wiem czemu tak.

Korzystając z chwili napadu ekstrawertyzmu: nie lubię niczego udowadniać. Nikomu. Zresztą ciężko cokolwiek udowadniać, bo i tak prawda jest jak dupa - każdy ma własną.

Marne ficzery Opery.

rozieblox

Fani Opery zwykli pisać, jaka to wspaniała i bogata w ficzery przeglądarka jest. Że praktycznie wszystko, co w Firefoksie robi się za pomocą rozszerzeń, tu jest wbudowane. Cud miód. Dziś chciałem sprawdzić, jak wygląda jedna rzecz pod Operą, w tym celu musiałem się przetunelować. Tradycyjnie robię to po SSH, bo najwygodniej - zestawienie tunelu to jedno polecenie, potem Edit -> Preferences -> Network -> Settings, a następnie wybranie konfiguracja SOCKS host. I już.

To oczywiście wersja dla Firefoksa bez dodatków. W Operze patrzę, szukam... Nie ma. No dobrze, szybki gógiel... Lekkie zdziwienie, bo znajduję wyłącznie rozwiązania oparte o zewnętrzne programy (już nawet nie rozszerzenia). Następnie dowiaduję się, co piszą autorzy Opery o wsparciu SOCKS (dead link)...

Podsumowanie zamieszczone na forum Ubuntu idealnie oddaje sprawę: Its hard to believe that a major browser like opera does not support socks

Opowiedz nam o sobie, dostaniesz spersonalizowaną ofertę.

rozieblox

Po tym, co wczoraj usłyszałem, zupełnie nie wierzę w slogan Google. Korzystasz sobie spokojnie z usług jednej firmy. Mają Twoje maile, kalendarz, podpinasz sobie ich geolokalizator. Znają imiona rodziny, zainteresowania jej członków. Wiedzą, czego szukasz w sieci, pewnie co kupujesz/planujesz kupić, dokąd jeździsz. Mogą wiedzieć, jakie masz wydatki, zarobki (nie robiłeś czasem arkusza z tymi danymi?)... Jak bardzo spersonalizowaną ofertę są wówczas w stanie dostarczyć? Bardzo.

Pytanie, czy komuś będzie się chciało powiązać te wszystkie dane, połączyć dane z kalendarza, geolokalizatora itd.? Czy takie połączenie w ogóle jest możliwe? Jak najbardziej. I to nie są spekulacje, to się dzieje teraz, już. Warto więc zadbać trochę o swoją prywatność. Najprościej po prostu nie korzystać z usług jednej firmy do wszystkiego.

Debian jest nudny.

rozieblox

Autentycznie, Debian potrafi być nudny. Zwłaszcza w wersji stabilnej. O ile przy instalacji nowych programów, czy też systemu na nowym sprzęcie jest jeszcze dreszczyk emocji, to po uruchomieniu i skonfigurowaniu działa. I działa. I ciągle działa. Czasem pozostaje poznanie jakiegoś nowego programu (przydaje się subskrybcja Debian Package of the Day - niestety, nie codziennie się pojawiają nowe), czy dopieszczenie istniejącego, ale poza tym - nuda.

Nuda do tego stopnia, że zainteresowałem się, czemu deborphan zgłasza qca-tls do usunięcia, mimo wykonania wajig install --reinstall qca-tls i apt-mark unmarkauto qca-tls, które teoretycznie powinny to rozwiązać. A to już przy upgrade z Sarge do Etch IIRC występowało. Nie, nie przeszkadza specjalnie mi zgłaszanie do usunięcia. Pielęgnuję perfekcjonizm. Jakby ktoś znał rozwiązanie, to poproszę.

Oczywiście, działający system ma swoje zalety. Tak tylko narzekam na lekki brak drobnych wyzwań. Czasem się przydają...

Masz DD-WRT? Masz problem.

rozieblox

A raczej, możesz mieć problem, jeśli skonfigurowałeś router tak, by serwer WWW (zarządzania przez WWW) słuchał na zewnętrznym interfejsie. Jakiego typu problem? Zdalne wykonanie kodu z prawami roota. Bez konieczności jakiegokolwiek uwierzytelniania.

Niestety, nawet ci, którzy skonfigurowali swój router tak, by serwer WWW nie słuchał na zewnętrznym interfejsie nie mogą spać spokojnie. Powodem jest niezałatana możliwość ataku przez CSRF.

Co robić? Jeśli nie chcemy/możemy zmienić softu na Tomato czy OpenWrt - co byłoby najlepszym rozwiązaniem, bo brak doniesień o podobnych problemach w tych firmware'ach - to na pewno wyłączyć zarządzanie przez WWW na zewnętrznym interfejsie i unikać podejrzanych stron (mogących być źródłem ataku CSRF). Przynajmniej do czasu opublikowania poprawionej wersji firmware'u przez DD-WRT. Jeśli to możliwe, należy wyłączyć serwer WWW całkowicie, wtedy i CSRF nie będzie groźny.

Źródło: DD-WRT (httpd service) Remote Command Execution Vulnerability

UPDATE: Jeszcze link do wątku na forum DD-WRT nt. tej luki oraz link do poprawionego firmware'u.

NTFS i Linux - nie tak różowo.

rozieblox

Nie tak różowo, a w zasadzie całkiem źle. Postanowiłem dodać mojej miłej możliwość korzystania z dysków w kieszeniach. Podczas instalacji nie były podłączone, więc o nich zapomniałem. Sprawa wydawała się prosta - zwykłe montowanie po UUID, dopisać do fstab i tyle. Znaczy 3 minuty roboty.

Niestety nie ma tak dobrze. Jeden z dysków okazał się być sformatowany z NTFS (próba automontowania przez HAL zakończona fiaskiem). Oczywiście pamiętam, że jest świetny NTFS-3G, który pozwala na zapis, więc nic nie wróżyło problemów - ot, następne 3 minuty roboty. Tymczasem ten driver nie pozwala na montowanie zasobów przez zwykłego usera. Szybki gógiel (liczmy 3 minuty) i... oczywiście problem jest opisany w dokumentacji i jest na to rozwiązanie, a raczej obejście.

Szybkie (3 min) wdrożenie i już mogę z poziomu użytkownika montować i odmontowywać dysk. Z CLI. Prawie jak sukces, bo przecież nie każę kobiecie na "prostym i łatwym" systemie babrać się z wierszem poleceń. No i ogólnie przydał by się jakiś wskaźnik, czy aktualnie jest zamontowane, czy też nie. No i jest coś takiego w KDE, z tego co pamiętam...

Szybkie dodanie ikonek typu dysk twardy na pulpit. Kliknięcie montuje. Ikonka się nie zmienia, niezależnie od tego, czy jest zamontowane, czy nie, opcja "odmontuj" się nie pojawia. W systemowych "urządzeniach przechowywania danych" z kolei są wymienne nośniki, ale coś HAL nie daje rady ich zamontować. Może kwestia tego, że próbuje do /media (i nie pozwala tego zmienić), a we fstab mam wpisy dla /mnt?

Na tym się skończyło wczoraj - właścicielka też chciała skorzystać z laptopa... Konkluzja: w zasadzie działa, ale nie w zadowalający sposób. Jeśli macie gotowe przepisy na eleganckie, graficzne montowanie (i odmontowanie) dysku wymiennego z NTFS pod KDE przez użytkownika bez praw roota, z możliwością zapisu (tu: Debian Lenny, ale pewnie niespecjalnie jest różnica), to chętnie je poznam. Chodzi mi o pomysły samodzielnie sprawdzone, googlać umiem i mam parę pomysłów, łączenie z wyczyszczeniem wpisów we fstab, użyciem ntfsmount (dead link) itp.

W miarę posuwania się naprzód, wpis będzie aktualizowany (ew. zamieszczę info o nowym wpisie, jeśli szczególnie długie miałoby być). Bo tylko bitwa przegrana, nie wojna. ;-)

UPDATE: Sprawa okazała się prostsza, niż myślałem. Po prostu - jak się spodziewałem - przekombinowałem. Wystarczyło dodać usera do grupy plugdev i usunąć wszystkie wpisy z fstab. Wówczas HAL pięknie sobie radzi z montowaniem i odmontowywaniem (z użyciem ntfs-3g), a user ma prawa RW. Identyfikacja następuje nie po UUID, a po LABEL. Czyli brakowało "tylko" obecności usera w grupie plugdev (mój ewidentny błąd) i zainstalowanego ntfs-3g. No ewentualnie jeszcze suid, jak opisano w FAQ.

Socjalistyczna Opera.

rozieblox

Jeśli wierzyć w pełni artykułowi Opera niezadowolona, a w szczególności temu fragmentowi „Niewielkie przeróbki kodzie nie wpłyną na zwiększenie konkurencji na rynku przeglądarek” – uważa Hakon Wium Lie, szef działu technologicznego w Opera Software., Opera ma niezłe socjalistyczne zapędy. Ich produkt nie radzi sobie w starciu rynkowym, więc próbują wymusić na rządach promowanie ich produktu.

Tymczasem równie niewspierany przez Microsoft Firefox ma - wg rankingu przeglądarek około 47%. Trudno Firefoksowi zarzucić monopol czy wsparcie ze strony MS, a tymczasem jego popularność nadal rośnie.

Moim zdaniem, dopóki określoną przeglądarkę (w ogólności: program) można w prosty sposób wyłączyć lub odinstalować, a następnie w równie prosty sposób zastąpić ją innym programem, to problem nie istnieje. Nie wiem jak pod Windows, ale pod Linuksem wymiana przeglądarki jest bardzo prosta.

Jeśli prawdą jest że przedstawiciele UE sugerują, aby Microsoft stworzył w ekranie powitalnym Windows możliwość wyboru kilku przeglądarek internetowych, które byłyby aktywowane to jest to IMO krok w bardzo złym kierunku. Po pierwsze, czemu tylko Microsoft ma coś takiego wprowadzać, a np. Apple nie? Po drugie, czemu niewolne (nie open source), mają być proponowane w wolnych systemach (np. w Debianie)? Konsekwentne wprowadzanie takiego rozwiązania dokładnie do czegoś takiego prowadzi.

Dla jasności dodam, że uważam Operę mini za świetną przeglądarkę na urządzenia mobilne. Wersji desktopowej Opery używałem kiedyś (okolice wersji 7.5) i nie jest była to zła przeglądarka (była zdecydowanie lepsza od IE w tym czasie), natomiast Firefox w chwili obecnej wydaje mi się lepszy (mimo paru wad, choćby tego, że przy domyślnych ustawieniach narusza prywatność użytkownika). Wydaje mi się, że państwo powinno trzymać się z daleka od czegoś, co - jak widać po popularności Firefoksa - rynek potrafi doskonale regulować sam.

Penumbra Collection - promocja - tylko 5 USD w ten weekend.

rozieblox

Z informacyjnego obowiązku: RPG utrzymane w klimacie horroru, czyli seria Penumbra po pierwsze dostępna jest teraz w natywnej wersji linuksowej, a po drugie tylko w ten weekend jest do kupienia za jedyne 5 dolarów. Z tego co piszą i co widać na filmach - świetny nastrój i niezwykle bogate możliwości interakcji z otoczeniem.

Jeśli ktoś nie jest przekonany, czy warto - można ściągnąć demo i wypróbować. Mnie powstrzymuje jedynie brak czasu.

Źródła: pierwsze (dead link) i drugie.

Jak wszyscy tracą - mBank i Piotr.

rozieblox

Kiedyś, dawno temu kominek popełnił wpis o budyniu Dr Oetker, dzięki któremu stał się znany. Przedwczoraj w jego ślady poszedł Piotr Konieczny pisząc o mBanku. Tyle, że jedna rzecz być pionierem, a zupełnie inna po prostu powtórzyć.

Jest też parę różnic między tymi wpisami: wpis kominka zapewne był spontaniczny, Piotra - wyrachowany. Kominek jednoznacznie padł ofiarą firmy (robił wg. przepisu, wyszło rzadkie g...), natomiast Piotr umówił się na pierwsze spotkanie i nie pojawił się (czemu spóźniająca się taksówka ma być usprawiedliwieniem, a brak pracownika - choćby z powodu choroby - czy restartujący się komputer nie?).

Potem już jednoznacznie wtopa mBanku, ale mam wrażenie, że podobnie sprawy by się potoczyły w dowolnej innej instytucji, gdzie PR rządzi, koszty się tnie, a rotacja pracowników jest spora (strzelam, ale zwykle takie są realia). Mam podobne przygody z PlusGSM (kontakty z ichnim BOK są naprawdę traumatyczne, a i tak kończy się na konieczności złożenia reklamacji pisemnie, XXI w. w końcu i dwa tygodnie mailowania psu w d...), moi dostawcy internetu również nieco mnie zirytowali w swoim czasie na różne sposoby (wyjątek obecny, ale zmiana miejsca świadczenia usługi dopiero przede mną...).

Ale do rzeczy. Czemu wszyscy przegrywają? mBank - oczywista antyreklama, zasłużona, dodajmy. Niestety, prawda jest taka, że ich obsługa klienta jest na niskim poziomie. Kontaktowałem się via livechat kiedyś, trwało to masakrycznie długo (godzinę), a ich pracownik nie zaproponował mi żadnej sensownej metody posiadania karty wysokiego ryzyka (ot, chciałem takie konto i kartę, gdzie mam mało środków i jak pójdę zabalować, to straty będą nikłe i kontrolowane w przypadku kradzieży/skopiowania karty). Sam sobie znalazłem rozwiązania... Żądanie zdjęcia logo itp. sytuacji nie poprawią - skończy się pewnie, tak jak w przypadku kominka, na wykopie. Ciała niewątpliwie dali, zaproponowali rekompensatę (IMO sensowną - wcale nie trzeba było dzwonić z komórki, a tłamszenie psychiki na własne życzenie było. Zamiast wywalać pieniądze na PR w celu magicznego przyciągnięcia klienta, zajmijcie się uczciwą pracą. Choćby szkoleniem pracowników, zwiększeniem ich ilości, poprawieniem sprzętu (tak, wiem, nie taki profil i priorytety, niestety). Przychodzi na myśl never argue with a troll, they bring you down to their level and beat you with experience.

Piotr - niewątpliwe duża odwiedzalność z okazji tego wpisu (swoją drogą ludzie mają dziwną tendencję lgnięcia do takich wpisów; normalnie przyszli czytelnicy Faktu), tylko bardzo to przypomina nieważne, czy mówią o nas dobrze, czy źle, ważne, żeby mówili. Poza tym, skoro ten mBank taki beznadziejny, to po co ma tam konto? Innych banków nie ma? Wyrafinowana forma masochizmu? Hipokryzja (to bardzo zły bank, dlatego go używam)? Nie rozumiem też wydzwaniania z komórki i chodzenia po punktach (chyba, że się lubi), skoro można skontaktować się przez net, pracownik może oddzwonić, a papiery załatwia się zdalnie (ostatnio kumpel zakładał konto - kurier przywiózł, kurier zabrał, konto działa). Piotrze, udało Ci się zaprezentować jako niepoważny (niestawienie sie na umówione spotkanie, nawet nie zadzwoniłeś powiedzieć, że nie dotrzesz), nieumiejący wybrać oferty (po co się potykać 4 m-ce, skoro od ręki można załatwić to samo gdzie indziej), wulgarny (oczywiste), nieskuteczny i niekonsekwentny. Naprawdę o to chodziło?

No i na końcu stracili czytelnicy - zamiast fajnego bloggera szykuje się kominek bis. Czyta się świetnie, napięcie ogromne, sprawa sensacyjna... Całkiem jak w Fakcie.

WiFi Intela w Linuksie z WPA i WPA2.

rozieblox

Koniec końców, mimo opisanych dawniej problemów udało mi się mieć nowy kernel, stabilne połączenie WiFi, i szyfrowanie WPA2 AES. Klucze do sukcesu były trzy, a winy ze strony fglrx - żadnej. Pierwszy, to odpowiednie opcje w kernelu (to udało się stosunkowo prosto, chociaż zmiany sposobu budowania modułów z wersji na wersję nie ułatwiały sprawy). Drugi, to odpowiednia konfiguracja wpasupplicanta. Trzeci, to wyłączenie ukrywania nazwy sieci w AP.

Ostatecznie konfiguracja WiFi w kernelu 2.6.30.1 wygląda dla 10:00.0 Network controller: Intel Corporation PRO/Wireless 3945ABG [Golan] Network Connection (rev 02) następująco:

#
# Wireless LAN
#
CONFIG_WLAN_PRE80211=y
CONFIG_WLAN_80211=y
CONFIG_IWLWIFI=m
# CONFIG_IWLWIFI_LEDS is not set
# CONFIG_IWLWIFI_RFKILL is not set
# CONFIG_IWLWIFI_SPECTRUM_MEASUREMENT is not set
# CONFIG_IWLWIFI_DEBUG is not set
# CONFIG_IWLAGN is not set
CONFIG_IWL3945=m
CONFIG_IWL3945_SPECTRUM_MEASUREMENT=y

Natomiast konfiguracja wpasupplicant wygląda tak:

ctrl_interface=/var/run/wpa_supplicant
ctrl_interface_group=0
eapol_version=1
ap_scan=1
fast_reauth=0

network={
  ssid="tussidsieci"
  scan_ssid=1
  key_mgmt=WPA-PSK
  proto=WPA2
  pairwise=CCMP
  group=CCMP
  psk="tutajtajnyklucz"
}

Żeby w ogóle działało z ukrytym SSID, konieczne jest dodanie opcji scan_ssid=1 (która w przypadku normalnego SSID w niczym nie wadzi i jest opisana w czeluściach /usr/share/doc/wpasupplicant, szkoda że nie w man...).

I jeszcze sieć ze zwykłym WPA i bez ukrytego SSID:

network={
  ssid="tussidsieci"
  key_mgmt=WPA-PSK
  proto=WPA
  pairwise=TKIP
  group=TKIP
  psk="tutajtajnyklucz"
}

Działa także dla karty Intel 2200 na dystrybucyjnym jądrze z Debiana Lenny. No i gorąco polecam wicd. Bardzo przyjemny, w pełni klikany manager WiFi pod Linuksa. Niestety, w Lennym nieobecny, ale łatwo się backportuje.

Otwieracz

rozieblox

Tym razem nie chodzi o przewrotnie zatytułowany Open'er, tylko o najzwyklejszy otwieracz. Do puszek. Otwieranie puszek nożem jest niebezpieczne, więc jednym z pierwszych nabytków po wyprowadzce był otwieracz do konserw. Padło na Koncis z Ikei - wyglądał solidnie - szczególnie ciężkie metalowe uchwyty sprawiały wrażenie solidności. No i był na miejscu.

Okazało się, że wyglądać to sobie może, ale tak prostą rzecz jak otwieracz też można skopać, mimo kilkudziesięciu lat praktyki z konstrukcją. Na dodatek po paru puszkach się rozpadł. Znaczy rozkręcił. Po naprawie trochę działał, ale do tego, czego oczekuję od otwieracza daleko mu było. Przy pierwszej okazji kupiłem następny.

Tym razem padło na Netto. Wczoraj miałem nieprzyjemność otwierać nim puszki - wymaga to niemałego wysiłku i nerwów ze stali. Może taka wymiana, bo blacha z której zrobiony jest ten otwieracz to raczej cyna, niż stal. Miękka i się gnie.

Potem odłożyłem oba razem do wyrzucenia i... to jest ten sam otwieracz! No dobrze, nie całkiem ten sam, ale główka i cała budowa jest ta sama. Różni się jedynie uchwytem. Z jednej chińskiej fabryki są. Podobnie jak otwieracz Ikea 365+ - warto porównać z Koncis. I w żadnym razie nie kupować.

Znaczy się: szukam otwieracza. Najlepszy z jakim miałem do czynienia, ciął nie denko, lecz brzeg puszki (w innej płaszczyźnie działał). Taki mały niepozorny plastikowy. Rewelacja. Drugi to tzw. turystyczny, z korkociągiem itp. Bez pokrętła - tylko nabijak i odpowiedni ruch ręką. Niezbyt szybki, ale bezpieczny, tylko zaginął. Polecicie coś?

UPDATE: Fiskars 838077 to też ten kształt główki. Węszę globalny chiński spisek otwieraczowy. Zamieszczam zdjęcie (tu: Fiskars), żeby przybliżyć charakterystyczną główkę.

Otwieracz Fiskars

Źródło: http://multizakupy.pl/Otwieracz_do_puszek_Fiskars_838077.html

Parę słów o pomysłach.

rozieblox

W czasie kiedy nie pisałem (bo nie miałem gdzie), przyszły mi do głowy dwa godne zanotowania pomysły.

Pierwszy, to projekcik tag-ego-rise, czyli moja próba do automagicznego tagowania wpisów (dowolnych). Projekt powstał podczas omawiania funkcjonalności dla folksr.com i - jeśli dobrze się rozwinie - to drugi Gógl z tego wyjdzie. ;) Póki co, jest wstępny algorytm zaimplementowany w Perlu, jest ogólna wizja całości, nauczyłem się korzystania z wątków w Perlu i całość może działać jako jeden skrypt, bez pomocy zewnętrznych programów typu lynx. Coś z tego będzie, tylko nie wiem, kiedy.

Projekt drugi, to anonimizujące distro oparte o Knoppiksa. Znaczy się liveCD z tym, że OOTB działa privoxy, wycinanie ciasteczek, tor, a przeglądarka tylko tak korzysta z netu. Wynikło za sprawą szumu związanego z Kataryną, przy okazji tego wpisu. Jest wstępny pomysł jak to dokładnie zrobić, łączenie z tym, że losowana będzie przeglądarka (tzn. sposób, jakim się przedstawi Firefox). Oczywiście ze zwykłego systemu też będzie można korzystać z tego rozwiązania. VMware OSLT i uruchomienie systemu z obrazu ISO.

Nowy blog.

rozieblox

Z braku czasu stanęło na tym, że nie odpaliłem Wordpressa. Głód pisania za duży, by nie pisać nigdzie, więc stanęło na gotowcach. Wordpress.com miał problem z dostarczeniem maila potwierdzającego aktywację. Serendipity miało problem z pl-znakami. Postanowiłem dać szansę blox.pl. Z jednej strony jest tu wiele ograniczeń, które przeszkadzały mi na starym blogu, z drugiej nie wygląda źle. No to na wstępie małe porównanie.

Wady: powiadomienia jabberem tylko na konto na jabber.gazeta.pl - nieporozumienie totalne, moim zdaniem. Brak mojego ulubionego szablonu (to się naprawi, kiedyś, na razie chwyciłem gotowca i tyle). Niski poziom wolności (ciągle nie jestem u siebie), ale ufam, że administratorzy gazeta.pl nie zejdą do poziomu piaskownicy, jak miało to miejsce na Jogger.pl. Chyba brak możliwości definiowania własnych RSS (per kategoria, na przykład). Brak możliwości dodawania wpisów przez jabbera (w sumie niekrytyczne). Z bardziej drażniących - Gazeta może wsadzić swoje reklamy. OTOH nie kojarzę, by na blogach z blox.pl, które czytam, były jakieś reklamy, więc taki wirtualny problem.

Zalety: edycja szablonów; naprawdę dużo różnych ustawień (znacznie więcej możliwości niż na Joggerze, jeśli chodzi o wybór edytora); pingery; moderowanie trackbacków (no w końcu). Ogólnie wygląda, jakby się nadawało (tylko szablon zmienić!). No, to zobaczymy, co wyszło.

UPDATE: Edycja szablonów jest nieco dziwna, że tak się delikatnie wyrażę. Ale OK, nie jestem webmajstrem, pewnie kiedyś się douczę. Na razie ładna różyczka i nieładnie umieszczone statystyki. Z kolejnych wad: brak eksportu (who cares, anyway? - treść sobie wgetem zrzucę...)

© Pomiędzy bitami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci