|
wtorek, 08 maja 2012
No to dziś pierwszy raz przejechałem się rowerem z wypożyczalni nextbike.pl. Akurat wybierałem się pod jedną ze stacji, i miałem nieco czasu wolnego, więc postanowiłem przetestować system wypożyczeń w praktyce. Na początku odstałem chwilę w ogonku, bo jedna osoba próbowała wypożyczyć rower, a kolejna oddawała. W końcu moja kolej. Wprowadzam numer telefonu, który wyświetla się wielkimi wołami, widocznymi z kilku metrów na ekranie, następnie PIN. Na klawiaturze, której przysłonić nie sposób. Hell, yeah. Po wprowadzaniu danych system podał mi PIN do zapięcia. Oczywiście tylko na ekranie, żeby nie było za łatwo. Ale OK, przyjmijmy, że zapamiętanie 4 cyfr jest wykonalne, także między stacjami. Odwracam się do mojego roweru i widzę, że właśnie kończy go odpinać osoba, która stała jako pierwsza w kolejce. Chwila wyjaśnienia i okazuje się, że wybraliśmy ten sam rower. A system pozwolił mi wypożyczyć już wypożyczony rower. Hell, yeah! Zwracam niedostępny dla mnie rower (na szczęście się udało) i wybieram kolejny. Tym razem nikt go nie zwija sprzed nosa, ale... nie zauważyłem, że rower ma bonus w postaci przypiętego do niego kolejnego roweru. Kolejny zwrot. Hell, yeah! Podejście trzecie. Numer telefonu, PIN i... system pyta o kartę kredytową. I tak parę razy. W końcu udaje mi się uzyskać kod do zapięcia i wypożyczyć rower. Tak nawiasem, kod był już ustawiony, wystarczyło pociągnąć. A jeden z rowerów był w ogóle nieprzypięty (ale też niedostępny do wypożyczenia). Taka uwaga do wpisu o zabezpieczeniach rowerów miejskich. Jadę. Siodło jakieś twarde, dziwnie się jedzie z nieruchomym koszykiem na kierownicy (dałbym głowę, że powinno się skręcać). Może dawno nie jechałem, ale bardziej czuć go góralem, niż klasycznym miejskim z wysoką kierownicą typu jaskółka, do których przywykłem w Holandii. Mniejsza, jedzie do przodu, ma przerzutki, hamulce działają, dzwonek jest. Po chwili stresu, bo jazda po Poznaniu po ulicy nie należy do przyjemności, docieram na miejsce. Powtarzamy grę w podawanie numeru telefonu i PINu parę razy, przeplataną o numer karty kredytowej. W końcu udaje mi się zwrócić rower. Uff... Podsumowując: wypożyczenie jednego roweru wymagało podania numeru telefonu i PINu jakieś 10 do 15 razy! Hardcore. Czy powtórzę wypożyczenie? W ostateczności... Jako alternatywa dla komunikacji miejskiej, a tak chciałem korzystać, raczej się to nie nadaje. Wypożyczenie i zwrot trwają zbyt długo. UPDATE: Dziś powtórzyłem wypożyczenie. Znaczy próbowałem, bo PIN, który został mi podany do danego roweru najzwyczajniej nie działał (i ponownie był ustawiony na zapięciu na stojaku). Wkurzyłem się, zrobiłem zwrot i poczekałem 2 minuty na tramwaj. Przy okazji wyszła kolejna niedziałająca rzecz: mimo zaznaczenia w panelu Przy każdym wypożyczeniu i zwrocie ze względu na bezpieczeństwo proszę pytać mnie o mój Wrocławski Rower Miejski (WRM) PIN. Po zameldowaniu otrzymasz PIN przez SMS, żadnego SMSa przy dzisiejszym wypożyczeniu nie dostałem. UPDATE2: Po namyśle, opcja z PINem przy wypożyczeniu i zwrocie nie działa tak, że dostaję SMS z kodem do przepisania przy każdym wypożyczeniu/zwrocie. Czyli nie jest to hasło jednorazowe (hm, to co za bezpieczeństwo większe to wprowadza?). Nie zmienia to faktu, że i tak nie działa, tylko w drugą stronę - pytało mnie o PIN nawet, gdy nie miałem zaznaczonej tej opcji, czyli zaznaczenie lub jego brak nic wg mnie nie zmienia.
sobota, 05 maja 2012
Będzie nietypowo, bo astronomicznie. W najbliższym czasie warto spojrzeć w niebo, gdyż będziemy świadkami dwóch interesujących zjawisk astronomicznych. Pierwsze, bliższe to dzisiejszy supermoon, czyli superksiężyc. Zjawisko polega na tym, że Księżyc będzie w najmniejszej odległości od Ziemi podczas pełni. Co za tym idzie, będzie większy i jaśniejszy niż podczas przeciętnej pełni. O jakieś 12%, czyli zauważalnie.
Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Supermoon (porównanie wielkości Księżyca w typowej pełni oraz superksiężyca). Drugie zjawisko to tranzyt Wenus i będzie widoczne w Polsce w dniu 6 czerwca 2012 przy wschodzie słońca. Polega ono na tym, że Wenus "zasłoni" Słońce, tj. będzie widoczna jako ciemna plamka na tle Słońca. Zdarzenie o tyle ciekawe, że po raz kolejny wystąpi w roku 2117, więc kto nie zobaczy teraz, ten raczej nie zobaczy nigdy. Oczywiście nie można patrzeć bezpośrednio na Słońce. Ostatnim razem do tego typu zabaw, czyli obserwacji zaćmienia Słońca używałem dyskietki 3,5". Albo dwóch - nie pamiętam. Niestety, prognoza pogody na dziś nie napawa optymizmem - wątpię czy uda się zobaczyć Księżyc z powodu chmur. W razie gdyby nie udało się zobaczyć na żywo, pozostają zdjęcia w sieci... Gdyby ktoś miał problemy ze zlokalizowaniem obiektów na niebie i kierunków, to polecam zainstalowanie programu Stellarium.
piątek, 04 maja 2012
Wczoraj po krótkiej rozmowe na kanale IRC zostałem przekonany do przejścia na unstable pełną gębą (plus odrobinka testing...). Do tej pory korzystałem ze stable plus backporty plus testing plus unstable, gdzie ok. połowy pakietów było ze stable. Upgrade przebiegł pomyślnie i w sumie dość bezproblemowo: przestała działać karta wifi (kwestia zdjęcia blacklist odpowiednich modułów), odinstalowało fglrx (nie patrzyłem jeszcze czemu, grafika Intela działała od kopa) i... znowu system przestał pozwalać na wyłączenie, wstrzymanie i hibernację. Piszę znowu, bo temat jest znany i stary, pamiętam odkąd używam Debiana z LXDE, że był z tym problem. Czyli chyba od Lenny'ego. Na pewno było w Squeeze. Do tej pory pomagało ubicie procesu /usr/lib/policykit-1/polkitd, albo, trwalej, usunięcie pakietu policykit-1. Mało eleganckie, ale proste i skuteczne. Zresztą na żadnym z moich desktopów nie potrzebowałem takich wynalazków. Problem z PolicyKit jest taki, że może i jest to fajne, ale wygląda na skomplikowane, a dokumentacja jest żenująca - wystarczy spojrzeć na opis PolicyKit na wiki Debina. No i co najgorsze, niespecjalnie są przykłady. Podobnie jest w wielu innych miejscach, a nawet jeśli coś jest, to często są to stare i nieaktualne dane. Ostatecznie pomógł ten wpis nt. PolicyKit i opis PolicyKit na wiki Arch. Po kolei, czyli najpierw wyświetlanie dostępnych w systemie akcji - polecenie pkaction. Jego wynik to u mnie: com.ubuntu.pkexec.gparted Jak widać uprawnienia odpowiedzialne za suspend i hibernację są w jednej grupie (czy też raczej gałęzi drzewa), a restartowanie i zatrzymywanie systemu - w innej. Ostatecznie utworzyłem plik /etc/polkit-1/localauthority/50-local.d/10-my-power-policy.pkla o zawartości: [Let rozie shutdown] Jak widać z wildcardem, bo - jak wspomniałem - niespecjalnie zależy mi na ograniczaniu samego siebie. Ale można podać konkretne uprawnienia, po średniku. Podobnie, można przyznać uprawnienia grupie użytkowników, a nie tylko pojedynczemu. Wówczas linia odpowiedzialna za przyznanie uprawnień dla usera rozie i dodatkowo grupy będzie miała postać: Identity=unix-user:rozie;unix-group:jakaśgrupa Na wiki Debiana jest pokazany screenshot policykit-gnome, ale jakoś nie udało mi się na to natknąć, choć pakiet mam zainstalowany. Może Gnome only i dlatego na LXDE nie działa? UPDATE: Skoro już o naprawianiu błędów po upgrade do unstable, to jeszcze jedna ważna rzecz, którą "zepsuł" upgrade - po odłączeniu zasilania dysk co chwilę zatrzymuje się i rozpędza. Czyli co kilkadziesiąt sekund spin down i spin up. Tradycyjne miejsca (hdparm, apmd itp.) okazały się niewinne, rozwiązaniem okazało się odinstalowanie upower dostarczającego upowerd, który wygląda na słabo konfigurowalny.
środa, 02 maja 2012
Pisałem już o rzucie oka na nowopowstałe wypożyczalnie rowerów miejskich w Poznaniu oraz słabych zabezpieczeniach poznańskich rowerów miejskich. Niestety, wygląda, że system stworzony przez nextbike.pl ma większego pecha, a przynajmniej źle to wygląda z mojego punktu widzenia. Po paru tygodniach od uruchomienia automaty wyglądają w ten sposób (tu: automat koło dworca w Poznaniu w dniu 01.05.2012):
Źródło: fot. własna. Jak widać oznaczenia, czyli farba/nadruk elegancko zeszły z przycisków na automacie. Zakładam, że w trakcie zwykłego użytkowania. Jeśli tak dalej pójdzie, to za parę tygodni będą totalnie niewidoczne, a automaty nie będą się nadawały do użytku, chyba, że ktoś zna układ przycisków na pamięć (fakt, w przypadku cyfr nie jest trudno zapamiętać, ale reszta?). Pieniądze wyrzucone w błoto. Ciekawy jest też sposób rejestracji w automacie. Bo nie ma co ukrywać, system kusi prostą rejestracją. Najpierw podajemy numer telefonu, następnie sześciocyfrowy PIN, a następnie... numer karty kredytowej. Czyli znowu dwa punkty wykonane na darmo. Nie zmienia to faktu, że sam pomysł rowerów miejskich bardzo mi się podoba. Jak widać, znowu próbowałem się zarejestrować - liczyłem, że rejestracja i wypożyczenie roweru pójdzie szybciej, niż czekanie na tramwaj i przejazd tramwajem. Ale ilość błędów w systemie mnie drażni, bo te błędy przekładają się na koszt. Czyli mogło być taniej albo więcej wypożyczalni i rowerów, zamiast naprawiania takich usterek. UPDATE: Zarejestrowałem się. 2. maja. Po rejestracji otrzymałem maila:
No i czekałem. I czekałem. I dziś chciałem wziąć rower. Ale nie wziąłem, bo konto nieaktywne. Ile można czekać na aktywację konta? Postanowiłem sprawdzić. Zalogowałem się tam i widzę:
Z jednej strony fajnie, że aktywne, z drugiej, gdzie powiadomienie o aktywacji, hę?
wtorek, 01 maja 2012
Na wstępie wyjaśnienie, skąd ten wpis. Na forum Blox co jakiś czas pojawiają się osoby, które straciły dorobek paru lat życia. Znaczy takie, których blog - z różnych przyczyn - przestał być dostępny. I zniknęły cenne wpisy (pół biedy, bo to ludzie czasem mają zapisane lokalnie) oraz jeszcze cenniejsze komentarze. Widziałem narzekania na administrację Blox, gorzkie żale, próby wyciągania treści z cache Google itp. hardcore, na dodatek nie zawsze skuteczny. Wszystko niepotrzebnie, bo ww. opisanym tragediom[1] można w prosty sposób zapobiec. Oczywiście problem nie dotyczy tylko Blox, tak samo może zdarzyć się na innych platformach. Trzeba uświadomić sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, blog, a dokładnie jego zawartość jest treścią tworzoną samodzielnie, przez długi okres czasu, trudno odtwarzalną. Szczególnie, jeśli uwzględnimy komentarze. Po drugie, żaden serwis, a już na pewno nie darmowy, nie daje specjalnych gwarancji na to, że dane nie znikną. Jasne, zwykle nie znikają. Co więcej, jeśli nawet znikną, to zwykle administracja serwisu ma backup, który może przywrócić. Jednak awarie i błędy ludzkie (samodzielne skasowanie notki lub bloga) się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać. Przed takimi sytuacjami można w prosty sposób się zabezpieczyć robiąc samemu bakcup swojego bloga. Szansa, że nastąpi awaria krytyczna awaria w dwóch różnych miejscach, jest pomijalna. Tak naprawdę samo jednorazowe skopiowanie to jedno polecenie, jeśli chcemy zautomatyzować, warto skorzystać z prostego skryptu. Wybrałem wariant najprostszy, z użyciem programu [i]wget[/i], dostępnego w każdej dystrybucji Linuksa[2], który powinien działać na każdej platformie blogowej (udostępniającej wszystkie wpisy bez logowania), a tworzy backup, który można bezpośrednio wgrać na dowolny serwer WWW i treść będzie od razu dostępna i wyglądająca praktycznie identycznie, jak na blogu. Oczywiście po takim przywróceniu działać będzie tylko odczyt, bez możliwości dodawania komentarzy itp. Co prawda średnio da się z tego automatycznie przywrócić w pełnej formie czy przenieść na inny silnik blogowy, ale najważniejsza rzecz, czyli treść, jest zachowana. Backupowane są strony z wpisami (i oczywiście komentarzami), hostowane lokalnie zdjęcia i skrypty JS. W przypadku Blox także te strony statyczne, do których jest "przejście" przy pomocy linków. Nie są bacupowane strony, do których nie ma przejścia, linkowane strony, materiały umieszczone na zdalnym hostingu (np. muzyka umieszczona na soundcloud). Najlepiej i najprościej uruchomić i samemu sprawdzić, co się pobrało. Przy zmianie szablonu i linkowań może rzecz jasna dojść do zmiany zawartości nowych backupów. Koniec tego przydługiego, ale koniecznego moim zdaniem wstępu. Prawda jest taka, że najsłabszym ogniwem jest człowiek i jeśli nie uruchomi się automatycznego backupu, to w najpotrzebniejszym momencie danych nie będzie. A samo się nie włączy. Czyli klasyczne ludzie dzielą się na tych, którzy robią backupy i tych, którzy będą je robić. Do rzeczy. Aktualnie korzystam z polecenia: wget -q -m -p -E -k http://rozie.blox.pl Opcje (krótko): q - brak wyświetlania wyjścia, m - mirror, p - ignorowanie poziomu rekursji, E - konwersja plików do HTML niezależnie od rozszerzenia, k - konwersja linków na lokalne. Bardziej szczegółowy opis każdej opcji w pomocy programu. Cały skrypt dla Linuksa, który można dodać do crona, żeby raz na jakiś czas się uruchamiał - poniżej. Wersja moja, trzeba sobie dostosować. Łatwo daje się przerobić na backupowanie kilku blogów. Mam nadzieję, że będzie parę tragedii mniej. Chętnie usłyszę uwagi do tego sposobu i propozycje poprawy. Jakby ktoś chciał popełnić dokładny opis dla Windows, to zapewne ludziom się to bardziej przyda. Przydatne linki (stąd wiem, że działa także dla Blogspot i Wordpress, a także podpatrzyłem kilka opcji): Automatyzacja backupu bloga Blogspot Automatyzacja backupu bloga Wordpress [1] Tak, nabijam się. Zawartość bloga, konta na FB czy µbloga nie jest dla mnie tak ważna. Ale wiem, że niektórzy podchodzą do tego inaczej. [2] Jest też wersja wget dla Windows, kiedyś używałem i działała. Oczywiście cały skrypt wymaga przepisania na platformę Windows, co nie jest trudne. Przydadzą się zapewne gzip dla Widnows oraz tar dla Windows, chyba, że od razu skorzysta się z jakiegoś natywnego archiwizera plików typu rar, zip itp.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Źródło: fot. własna. Niedawno dowiedziałem się, że znajomy ma konto do wypożyczania rowerów miejskich w Poznaniu. Porozmawialiśmy trochę, ponarzekaliśmy trochę na procedury (np. konieczność posiadania minimum 10 zł na koncie, żeby cokolwiek wypożyczyć) i doszliśmy do momentu, kiedy stwierdziłem, że chętnie bym się przejechał rowerem, choć bez upierdliwego zakładania konta. No i okazało się, że dodatkowo nie da się bez telefonu, bo na telefon jest przysyłany kod do zapięcia. A już miałem nadzieję, że wystarczy PIN do systemu pamiętać, bo przecież chyba jest budka z terminalem... Co sprowokowało do zastanowienia się nad tematem jakby tu obejść te głupie wymagania. No i wyszło mi, że praktycznie zabezpieczenia są żadne, bo albo zabezpieczenie z kodem jest przywiązane do stacji, albo do roweru (z tego co wiem, to drugi wariant). Czyli każdy, kto wypożyczył dany rower zna do kod do jego zapięcia. Przynajmniej przez jakiś czas (zakładam, że co jakiś czas kody są zmieniane, choć pewnie niezbyt często, bo wygląda to na dość skomplikowaną akcję). Zresztą na kradzież roweru miejskiego nie trzeba było długo czekać. Jako główne zabezpieczenie w artykule wymieniany jest - słusznie - charakterystyczny wygląd roweru. Zastanawiam się, czy mógłby w takim razie zadziałać system oparty na dobrowolnych opłatach: charakterystyczne rowery, można je wziąć i zostawić w dowolnym miejscu, płatność podobnie jak dotychczas, czyli prepaid. Oczywiście wiem, że coś podobnego było kiedyś w Amsterdamie (tyle, że bez opłat) i wtedy nie wyszło. Teraz można by dorzucić trochę techniki i wyposażyć rower w GPS i modem do przesyłania pozycji (prąd by się znalazł, skoro rower jeździ), żeby można je było odnaleźć, gdy ktoś odstawi w dziwnym miejscu. Tylko czy GPS i modemu nie ukradną? :-/
niedziela, 22 kwietnia 2012
Dawno, dawno temu, w czasach, gdy Internet nosiło się w wiaderkach[1] i kosztowało to sporo, korzystałem z grup news. Obok WWW i email była to główna forma aktywności w Internecie, perwersje typu portale społecznościowe, blogi i µblogi zwyczajnie nie istniały. Nawet mam skonfigurowany czytnik news (XPN), który powiedzmy, że daje radę. Ale newsy umarły, na rzecz innych form komunikacji. Ludzie przenieśli się na ww. formy platformy (tak, naprawdę sporą część ludzi widzianych na blogach i µblogach kojarzę z news)... Dziś na IRC (który jakoś tam nadal żyje) padło pytanie czy subskrybuje ktoś z was newsy, bo coś dziwnego mi się dzieje. Do subskrybcji średnio się poczuwam (raz na parę tygodni odpalę czytnik, od dawna nic nie piszę), ale postanowiłem zerknąć, bo w sumie mój klimat. Otóż nie wysyłają się posty przez serwery news.onet.pl i news.gazeta.pl. Klik, klik, telnet na 119 - nic. Ping - nic. Wejście na niusy.onet.pl i wszystko jasne. Potem poczytałem pl.news.admin i poza ww. serwerami wyłączony został jeszcze news.lublin.pl. Ale bolą głównie te dwa, były chyba najpopularniejszą metodą wysyłania postów dostępną za darmo i dla wszystkich (po zalogowaniu), bez względu na ISP. Tak, wiem, to jeszcze temat z zeszłego roku, ale dopiero teraz się dowiedziałem. Co też o czymś świadczy. [1] Serio. Były narzędzia do ściągania news w jednym miejscu i przenoszenia do komputera, na którym się je czytało. Albo narzędzia pozwalające na pobranie skompresowanych (i IIRC przefiltrowanych) postów. I płaciło się za każdą minutę/sekundę połączenia, nie za ilość pobranych danych. Potem TPSA (obecnie działająca pod marką Orange - kolejny znak czasów) wprowadziła pakiety i w końcu stałe łącza do domu. UPDATE: Wygląda, że pogłoski o wyłączeniu news.gazeta.pl były przesadzone. Faktycznie przed chwilą nie odpowiadał, ale teraz: 200 news.gazeta.pl InterNetNews NNRP server INN 2.3.5 ready (posting ok).
środa, 18 kwietnia 2012
Źródło: fot. własna. Dziś niemal skorzystałem z usług Poznańskiego roweru miejskiego, czyli nextbike.pl. Czemu prawie? Otóż tak wyszło, że wylądowałem na przystanku, przy którym znajduje się stacja niedawno uruchomionej wypożyczalni rowerów i czekałem na tramwaj. Spojrzałem na rowery i skojarzyłem, że tam, dokąd jadę, także jest stacja rowerów. Skoro nie ma tramwaju, to po co czekać, skoro można wziąć rower i przejechać? Tym bardziej, że kojarzyłem, że pewien okres czasu jest za darmo, a napis zachęcał zadzwoń i jedź. Skoro to takie proste, to postanowiłem przetestować usługę i zadzwoniłem. Oczywiście z komórki. IVR był jakiś powolny - długie pauzy itp., a menu nie znałem, bo pierwszy raz dzwoniłem. W końcu dotarłem do momentu, gdzie powinien zgłosić się konsultant i... czekałem. I czekałem. I zdążył pojawić się w zasięgu wzroku mój tramwaj, więc dałem sobie spokój, tym bardziej, że mam sieciówkę. To byłby w zasadzie koniec historii, ale... W domu wszedłem na stronę i okazało się, że dobrze, że się nie doczekałem, bo nic by z tego nie było i tak. Trzeba się zarejestrować wcześniej, wpłacić pieniądze i dopiero wtedy można korzystać. Rozmieszczenie wypożyczalni i cennik też nie zachęcają (przynajmniej mnie). Wypożyczalnie są raczej blisko siebie i raczej w mało ważnych/atrakcyjnych miejscach (może poza Starym Browarem i dworcem PKP). Pierwsze 20 min gratis - OK i miłe (szczególnie, że dzwoniąc i tak ponosi się jakiś koszt). Kolejne 40 minut za 2 zł - OK. Każda następna godzina 4 zł - WTF?! Progresywny, zniechęcający do dłuższego korzystania cennik? Regulamin też nie jest ani specjalnie jasny, ani prosty, ani spójny. Choćby 50. Opłaty na poczet wypożyczeni (kwota doładowania) nie podlegają zwrotowi w połączeniu z Opłata inicjalna (zwrotna) - minimalny stan konta 10 zł ze strony ZTM oraz wpłać minimum 1 pln opłaty inicjacyjnej ze strony nextbike.pl. To w końcu 10 zł czy 1 zł? I zwrotne czy bezzwrotne? Tabela opłat na stronie nextbike zawiera pozycje nie występujące w regulaminie (powiadomienia SMS, telefoniczne, listowne). No i 2 zł za SMS, który może być wysłany... no właśnie nie wiadomo kiedy, to trochę sporo. W każdym razie pomysł może i fajny, ale wykonanie zniechęcające, przynajmniej dla mnie. Chyba nie tylko dla mnie, bo stojaki są cały czas pełne rowerów. No i pytanie, czemu skoro ZTM bierze w tym udział, to czemu nie ma wsparcia dla komkarty i nie ma zniżek dla jej posiadaczy?
piątek, 13 kwietnia 2012
O Rockbox 3.11 nie napisałem nic, bo wcześniej napisali inni w polskiej sieci, a i dopiero niedawno go wgrałem na moje urządzenie, bo wielkich zmian (dla mnie) nie było, więc donoszę o wersji 3.11.2, która zawiera wyłącznie poprawki błędów, w tym naprawia radio dla Sansa e200 i c200. Czyli dla mojego playera. Nie żebym z radia korzystał... ;-) Tradycyjnie pełna lista zmian dla Rockbox 3.11.2.
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
Jeśli ktoś posiada Debiana w wersji 32bit (architektura i386) i korzysta z niewolnego pluginu flash (pakiet flashplugin-nonfree), to niech uważa z aktualizacją flasha do wersji 11.2.202.228. Wygląda, ze jest bug i po aktualizacji do ww. wersji flash przestaje działać i to we wszystkich przeglądarkach (sprawdzone w Iceweasel, Opera, Chromium). Problem objawia się tak, że sam plugin jest widoczny w przeglądarce, ale po prostu obiekty flash nie są uruchamiane. Sprawdzone na 2 niezależnych systemach, z czego jeden to praktycznie czysty Squeeze, a drugi "mieszaniec" (Squeeze + backports + unstable). Pierwotnie podejrzewałem kombinację Iceweasel 11 + upgrade flash, ale nie o to chodzi. No i z kanału #debian wiem, że nie jestem jedyną ofiarą błędu. PS Dla architektury amd64 błąd nie występuje - wszystko działa poprawnie, można spokojnie aktualizować. Jak będę znał rozwiązanie, to pojawi się aktualizacja. UPDATE: Z tego co widzę w sieci, problem dotyczy wszystkich dystrybucji Linuksa i tylko architektury i386: https://bugbase.adobe.com/index.cfm?event=bug&id=3154276 https://bugbase.adobe.com/index.cfm?event=bug&id=3161034 http://forums.gentoo.org/viewtopic-t-918560-postdays-0-postorder-asc-start-0.html Adobe nie spieszy się do naprawy, jako, że plugin dla Linuksa oficjalnie nie jest wspierany. W którymś wątku pojawiła się sugestia, że wyłączenie akceleracji video rozwiązuje problem (nie weryfikowałem). UPDATE: Widzę w pytaniach do wyszukiwarki pytanie o alternatywy dla flash, więc dla porządku: jest GNU Gnash, który działa średnio, że tak to ujmę (mało wydajny przede wszystkim z tych paru chwil, kiedy korzystałem) i jest Lightspark, z którym zupełnie nie miałem styczności, a który może być bardziej wydajny, bo przepisany od zera z myślą o wydajności na współczesnym sprzęcie. |
Ostatnie wpisy
Subskrybcja RSS (wpisy)
Staty
Nawigacja
O mnie
Kontakt
Linkownia
SMSsender - skrypt do wysyłania SMSów
Przydatne polecenia Linux
Filtry Adblock by rozie
Zasady
Blogroll
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||