|
czwartek, 26 stycznia 2012
Dzisiaj w nocy Polska podpisała ACTA. Nie jest to dla mnie - i nie powinno być dla nikogo - żadnym zaskoczeniem, tym bardziej, że krok ten był zapowiadany przez rząd już wcześniej. Wielu ludzi uczestniczyło w protestach, zarówno tych w Internecie, poczynając od blokad czy podmian stron okołorządowych, przez komentarze, jak i manifestacje na ulicach (niektóre dopiero dziś...). Widziałem w komentarzach, że dużo ludzi, że jest poparcie. To wszystko prawda, poparcie protestów przeciw ACTA było spore. Tylko, moim zdaniem, te protesty w żaden sposób nie bolały rządu, który w związku z tym przyjął strategię na przeczekanie. Po prostu wyszedł z założenia, że "pokrzyczą, pokrzyczą, a za parę dni się uspokoją", a "późniejsze konsultacje społeczne" się zrobi tak, żeby wyszło, że ACTA jest cacy. Ew. postawi się obywateli przed faktem dokonanym "miało nie rzutować, no ale, wicie-rozumicie, jednak rzutuje i Polska musi się teraz dostosować". Strona ministerstwa nie działa? I co z tego? Dwa dni niewielkiego wstydu? I okazja do poprawy zabezpieczeń. Owszem, w pierwszej fazie, jako zwrócenie uwagi na problem, atak polegający na zablokowaniu stron miał sens. Natomiast przez dłuższy czas takiego pospolitego ruszenia utrzymać się nie da, a z obiektów ataków, że "och jak długo usuwali skutki" można się śmiać, ale oni też się uczą... Wczorajsze wieczorne demonstracje w miastach były IMO zupełnie nierzutujące na cokolwiek (poza poprawą nastroju protestujących i okazją do wrzucenia stosownej fotki na sieć). Ktoś się śmiał, czy w budynkach poza dozorcą ktoś był. To prawda. Godziny popołudniowe oznaczają, że nawet ruch w miastach nie jest blokowany, politycy mogą spokojnie zignorować, media mają temat do wiadomości, który mogą - ale nie muszą - pokazać. Co innego, gdyby wszyscy ci ludzie przyszli w dzień pod Sejm, jak górnicy. Albo zapowiedzieli codzienne, eskalowane protesty do skutku. Albo zapowiedzieli zablokowanie Euro, w skuteczny i realny do wykonania sposób. Wtedy może coś by to dało. Z innych rzeczy - Dziennik Internautów opublikował listę podmiotów, z którymi rząd konsultował podpisanie ACTA. Ciekaw jestem, ilu z protestujących zrezygnowało i zrezygnuje (czytaj: rozwiąże umowy) z wszystkich usług oferowanych przez podmioty z listy (szczególnie TVN i Polsat) i podmioty powiązane z nimi finansowo. Nie, nie tylko telewizji. Dane o spółkach są jawne, każdy może poczytać, czym jest TVN, a czym Polsat. I co? Jaki procent Polaków zagłosuje w sposób odczuwalny dla ww. firm finansowo? Tj. przestanie korzystać z usług tych podmiotów... A tymczasem skutek protestów jest taki, że - zirytowany niezgodnym z przeznaczeniem wykorzystaniem Tora - wyłączyłem dwa wolniejsze relay node Tora, a trzeci, szybszy, drastycznie ograniczyłem, jeśli chodzi o prędkość. Za to wraca temat Freenetu (szybki test kiedyś robiłem) - rozmawiałem ze znajomymi w sieci, jest spore (procentowo, bo rozmawiałem z paroma osobami) zainteresowanie. Znaczy, chyba powoli nadchodzi pora na zejście do piwnicy i osobną, izolowaną sieć. PS. Mimo, że jestem przekonany o nieskuteczności protestów w obecnej formie, wybieram się na dzisiejszy protest w Poznaniu, jeśli tylko czas pozwoli.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Jeśli chodzi o protesty związane z działaniami Anonymous przeciw wprowadzeniu ACTA, to jestem po obu stronach. Albo, raczej, jestem - jak większość administratorów sieci czy hostingu - pomiędzy młotem a kowadłem. Z jednej strony jak najbardziej jestem - podobnie jak większość administratorów, z którymi rozmawiałem na ten temat - przeciwny wprowadzeniu ACTA, z drugiej - protesty w formie DDoSów uderzają nie tyle w instytucje decyzyjne, co w ISP różnej maści. Często zupełnie przypadkowych. Politycy nawet ich nie zauważą, no może tyle, że w TV coś powiedzą. Dla administratorów jest to zupełnie realna awaria, którą muszą - z racji wykonywanych obowiązków - usunąć. Oczywiście reakcję, która gdzieś była sugerowana, że to cyberatak i prezydent powinien wprowadzić stan wyjątkowy uważam za totalne nieporozumienie. To tak, jakby stan wyjątkowy wprowadzać z powodu manifestacji przeciwko polityce rządu kilku lub kilkunastu tysięcy ludzi na ulicach. Więcej, uważam, że w dobie powszechnego dostępu Internetu zachowanie typu "często odwiedzam dane witryny, korzystając z domowego łącza w ramach protestu" powinno być absolutnie legalne. Oczywiście jeśli następuje z domowego łącza i przy zachowaniu zasady 1 człowiek - 1 urządzenie. I standardowe programy typu przeglądarka, nie specjalizowane narzędzia do DDoS, nie przejęte/wynajęte systemy itd. Taki fair play. Poza tym, tylko wtedy ilość protestujących jest odczuwalna i zauważalna. I - podkreślam - z domowego łącza. Chcesz protestować, to miej odwagę robić to ze swojego łącza. Ew. kup sobie starter GSM i rób to za swoje pieniądze, bez wykorzystywania narzędzi, które przeznaczone są do czegoś innego i udostępnione w innym celu za darmo. Piszę o tym, bo widzę dziś w nocy sporo wejść na ten blog z haseł wyszukiwarki typu: jak uruchomic loic w sieci tor, atak przez tor, loic jak zachować anonimowość, atak przez tor, tor a dos, loic sieć tor, czy tor zabezpieczy połączenie loic online, jak atakować torem. Wcześniej nic takiego nie było, owszem, zdarzały się pojedyncze wejścia dotyczące Tora, ale nigdy w połączeniu z LOIC. Jako prowadzący kilka węzłów Tora nie życzę sobie, by były one wykorzystywane do ataków. Niestety, z racji typu węzła (relay node), niewiele mogę - poza (tymczasowym) wyłączeniem węzłów - zrobić. Zresztą słabo się do tego nadają - sieć Tor jest mało wydajna. Prędzej atak prowadzony w taki sposób stanie się uciążliwy dla jej użytkowników, niż dla serwisów będących celem ataku. Dodatkowo, zapewne szybko spowoduje blokadę Tora (która trudna nie jest - lista węzłów, w tym exit nodes jest publiczna). A skoro raz i drugi były z powodu Tora problemy, to czemu ISP (hosting) nie ma zablokować dostępu trwale? Proste. Wykonalne. Narzędzia do takich automatycznych blokad (na różnych warstwach sieci) są równie trywialne do napisania, co program do DDoSu do uruchomienia. Gotowce celowo pomijam. Gdyby ktoś z atakujących miał złudzenia - druga strona nie jest totalnie nieświadoma. Widziałem dziś jakieś "wyciekłe" instrukcje dotyczące blokad open proxy i Tora, oraz minimalnych zabezpieczeń, które powinni podjąć administratorzy platform narażonych na atak. Cudzysłów na miejscu, bo nie są one tajne, zresztą żadnego rocket science tam nie ma - wszystko w zakresie wiedzy przeciętnie ogarniętego sysadmina od hostingu i powinno być dawno wdrożone (no może poza blokadą open proxy i Tor), ale widać różni ludzie adminują. Ew. mają co innego na głowie. Nie wnikam. Myśl przewodnia jest taka: protest jak najbardziej tak, tchórzliwy wandalizm przy użyciu cudzych środków - nie. UPDATE: Miałem napisać i zapomniałem - ludzie mają prawo być niezadowoleni i mają prawo protestować. Mają prawo czuć się przez rządzących oszukani, a nawet zdradzeni. Władza schowała ten akt prawny przed obywatelami w sposób, który przypomina ukrywanie jednostek wojskowych czy miast na mapach w poprzednim systemie. Żeby oszukać wroga. W tym przypadku: własnych podda^Wobywateli. Nie trzeba być prorokiem, żeby przewidzieć wynik nadchodzących "konsultacji społecznych". Już teraz można napisać, że okaże się ACTA jest nieistotna, nie stanowi zagrożenia ani powodu do zmian prawa polskiego (więc po co jest podpisywana?). Potem okaże się, że nie do końca, a obywateli znowu postawi się przed faktem dokonanym. Robi się przydługie, więc polecam ten wpis na temat ACTA - ciekawy i sporo dobrych odnośników.
niedziela, 22 stycznia 2012
Dawno nie było nic o statystykach na blogu - ostatni wpis w tym temacie prawie półtora roku temu. No to tak dla pamięci - systemy operacyjne. Windows XP - 36,5%, Windows 7 - 22,3%, Vista - 9,2%, czyli łącznie Windows łącznie 68%. Skutek większej ilości wejść z wyszukiwarki na niezwiązane z Linuksem frazy, zapewne. Linux prawie 26%, Mac OS X - spadek do 2,2%. Jeśli chodzi o przeglądarki to Firefox nadal trzyma się mocno - 51%. Nie jest niespodzianką przyrost użytkowników Chrome - 19%, lekki spadek Opery - 11,5%. Różne wersje IE - minimalne umocnieni, do 10,5%. Safari 2,5%, Mozilla/5.0 (Netscape) - drastyczny spadek do 4%. Rozdzielczość ekranu bez większych zmian - liderem pozostaje kategoria 1280x800 lub 1280x1024 z 32,5% (nadal spadek). Tradycyjnie Google zamieszało z pagerankiem. Tym razem pozytywnie, bo jest 5 dla tego bloga, natomiast zdziwił mnie wysoki pagerank moich pozostałych nowych tworów - zarówno mój blog muzyczny jak i blog będący fanpage Bez Krótkich Spodni mają aż 4. Czyli więcej od mojego starego bloga. Chyba aberracja. Zmieniło się trochę, jeśli chodzi o zabawę z reklamami. Pożegnałem AdTaily, próbowałem znaleźć polską alternatywę. Bez efektów. Koniec końców postanowiłem wrócić do ogólnoświatowego monopolisty w tym względzie, czyli Google. W sumie za wcześnie mówić o efektach, jedno co warto powiedzieć to fakt, że Google, mimo kreowania się na proste, wcale proste nie jest. Za dużo opcji, za dużo terminów. Cóż, taki standard, ale przydałby się widok uproszczony, przynajmniej na początku. ;-)
niedziela, 15 stycznia 2012
Jeśli korzystasz z systemu Debian, to zapewne przywykłeś do wygodnej sytuacji, że aktualizacje zwykle przychodzą w repozytorium security. Jest to wygodne, bo proste apt-get update; apt-get upgrade teoretycznie zapewnia aktualne wersje wszystkich pakietów w systemie, z aktualizacjami bezpieczeństwa. Prawda? Niestety, nie do końca. Po pierwsze, sama instalacja aktualnych wersji pakietów nie zawsze oznacza, że automatycznie zaczynają być one używane. Pomijając kernel, którego faktyczna aktualizacja wiąże się z rebootem, także inne programy niekoniecznie zaczynają być używane automatycznie w aktualnej wersji po ich instalacji. W określeniu programów do restartu przydatne bywa polecenie checkrestart z pakietu debian-goodies, o którym pisałem w ściągawce z przydatnymi poleceniami dla Linuksa. Ogólnie: próbuje ono podać procesy, których restart jest wymagany ze względu np. na aktualizację bibliotek. Ale i to nie wszystko. Jest kilka innych rzeczy, które nie aktualizują się, mimo zainstalowanych paczek, które spowodowały ich obecność w systemie:
Powyższe aktualne dla Debiana (głównie na desktopie, stąd nic o bazach wirusów, filtrach antyspamowych itp.), zapewne także dla pochodnych typu Ubuntu. Chyba, że tam jest to lepiej rozwiązane? UPDATE: Przeładować owszem, można, ale jeśli dokonywana jest aktualizacja, to przeładowanie jest automatyczne.
czwartek, 05 stycznia 2012
Wygląda, że WPS (włączony domyślnie w wielu routerach) jest w tej chwili porównywalnie słaby, jak WEP. Niezależnie od użytego WPA/WPA2 możliwe jest - przy włączonym WPS - stosunkowo szybkie poznanie hasła do sieci WiFi ofiary, dodatkowo są gotowe narzędzia do tego celu (np. reaver-wps spaczkowany niedawno dla Debiana). Spodziewać się można niebawem aktualizacji firmware'ów dla routerów z dodaniem/wydłużeniem czasu dla funkcji lock down, ale to nie jest rozwiązanie, tylko drobne utrudnienie. Do szczegółów, w tym czasu brute force na WPS odsyłam do krótkiego, ale treściwego pdf ze strony. Jak sprawdzić, czy sieć obsługuje WPS (czyli czy dana sieć jest podatna)? Najprościej (na Linuksie) przy pomocy wpa_supplicant - Przemek w komentarzach na tej stronie opisał jak, a wygląda, że da się prościej i wystarczy (Debian Squeeze z wicd jako helperem do WiFi): wpa_cli scan wpa_cli scan_results | grep WPS Jeśli okaże się, że mamy włączonego WPS, a go nie potrzebujemy, to wypadałoby zmienić hasło do sieci WiFi oraz poszukać, czy WPS nie da się wyłączyć. Często (zwykle?) się da, przynajmniej na Linksysach.
niedziela, 01 stycznia 2012
Niektórzy to chyba się nigdy nie zmienią. Przeglądam stare wpisy o zmianie pracy i mam wrażenie, że nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o moje podejście. Krótki opis sytuacji - jakieś dwa(? może nieco mniej, ale tak to odbieram; półtora roku przynajmniej) lata temu większość udziałów w obecnej firmie wykupiła inna firma. Wywołało to w owym czasie spore zamieszanie u nas, bo nikt nie wiedział, co będzie, jak będzie itd. Po jakimś czasie się sytuacja się ustabilizowała, wiele się nie zmieniło, wszyscy przeszli nad tym do porządku dziennego, praca toczyła się po staremu. Ale jakieś ziarno niepewności zostało. Niedawno czynnie pojawiła się we władzach firmy osoba z firmy, która wykupiła większość udziałów. Kilka(naście) tygodni temu miła pani z HR przeprowadziła wywiady z ludźmi w firmie. Co kto robi, co mu się podoba, co nie, kompetencje. Taka prawie rozmowa rekrutacyjna. W sumie jedyną informacją jaką dostałem, było, że jak przejmują firmy to nie zwalniają raczej pracowników. Ale tyle to już zdążyłem wywnioskować. Dodając jeden do jeden wyszło mi, że koniec jest bliski (wbrew temu, co niektórzy pracownicy u nas twierdzili). No i na początku grudnia dostałem oficjalną informację o wchłonięciu większej części obecnej firmy i propozycję bezproblemowego przejścia do firmy obok. Zmiana stanowiska, zmiana warunków pracy, z szansą na wyprostowanie pewnych upierdliwości, które tu od lat się nie zmieniły, a które z czasem stawały się coraz bardziej irytujące (głównie dyżury). Cóż, jak coś nie zmienia się od lat, to pewnie nie zmieni się nigdy... Wybór między niczym (bo nie dostaliśmy z firmy przejmującej żadnej informacji, jak widzą naszą pracę - stanowiska, warunki - po wchłonięciu) AKA czarną dziurą AKA chyba znowu zostanie po staremu, ale może coś się zmieni (pytanie czy na lepsze) a taką szansą był dość prosty. Została do załatwienia papierkologia i niefajny okres pracy poniekąd na dwa fronty. Żałuję rozstania z dotychczasową ekipą, bo była naprawdę rewelacyjna i dająca radę z różnymi dziwnymi rzeczami (ilość R'n'D w pracy była zacna, nowości też, trochę szkoda, że nie do końca się to - z różnych względów - na wdrożenia produkcyjne przekładało). Ale nową ekipę znam i też wygląda OK (nie chwaląc dnia przed zachodem słońca). Zresztą ze starą ekipą mam nadzieję utrzymać kontakt, nie tylko zawodowy. Jak będzie, zobaczymy za kwartał, może pół roku. W każdym razie coś się kończy, coś zaczyna. Zresztą, chyba coś dziwnego na rynku pracy się dzieje, bo prawda jest taka, że ostatnio (powiedzmy ostatni kwartał) wszyscy dookoła zmieniają pracę, a im bliżej końca roku, tym więcej ludzi zmienia. Poczynając od firm, z którymi współpracujemy, po znajomych z netu. Zresztą, właśnie niedawna rozmowa ze znajomym z netu zasiała spore wątpliwości co do sensu dotychczasowej sytuacji. Więc tak czy inaczej do końca stycznia (no, może do końca lutego) musiało się coś zmienić... I tyle zamiast podsumowania roku 2011 (ten wpis nie miał być w żaden sposób podsumowaniem roku), który był rokiem bardzo mieszanym - trochę plusów, trochę minusów. Jak zwykle. Generalnie nie oceniam go źle.
środa, 28 grudnia 2011
Test ultrabooka i konkurs to jedno, teraz pora na recenzję testu, czyli co mi się podobało w teście i konkursie, a co nie. Przede wszystkim, fajnie, że konkurs w ogóle miał miejsce - jest szansa na pomacanie sprzętu przed zakupem, zapoznania się na żywo, sprawdzenia, jak sobie Linux radzi (tylko teoretycznie niestety, patrz niżej) itp. I żadna recenzja czy parę minut klikania w sklepie tego nie zastąpią, niestety. Dowiedziałem się, że nadal nie lubię ekranów glare, że klawiatura przy 13,3" to pełen wymiar i może być zupełnie wygodna i że touchpad może być nie tylko używalny, ale nawet wygodny. Co prawda mysz jest wygodniejsza i pewnie na biurku podłączę, ale przy dobrym touchpadzie mogę ją sobie darować przy korzystaniu mobilnym. Sprawa druga to to, co było podkreślane od początku przez wiele osób - jeden dzień to stanowczo za mało na test. Zwyczajnie mało czasu, żeby dokładnie przeklikać wszystko i poużywać, jeśli pojawią się problemy, żeby je rozwiązać itd. Do tego dochodzi kwestia konieczności poświęcenia jednorazowo sporej ilości czasu, wypadających niespodziewanych rzeczy niezwiązanych z testem itp. Jakby do tego dodać czas na synchronizację danych (żeby móc używać komputera w takich samych warunkach, jak dotychczasowy), to robi się dramat. Kolejna sprawa - zakres grzebania w sprzęcie i odpowiedzialności. Jak pisałem w komentarzu pod wpisem konkursowym, istnieje coś takiego jak ubezpieczenie od zepsucia sprzętu, poczynając od jego zrzucenia, zalania, aż po naprawę po np. nieudanej aktualizacji BIOSu (to ostatnie kumpel niedawno sprawdzał w praktyce). Zdecydowanie warto wydać parę zł i skorzystać, dając testującym więcej komfortu. Tak samo zmiana systemu operacyjnego w urządzeniu - to tylko komputer, komputery pracują pod różnymi OS. W przypadku tak krótkiego testu co prawda zmiana OS średnio ma sens, ale przy dłuższym teście na pewno warto zezwolić na taką zmianę, a grzebanie w partycjach to wręcz konieczność. Kolejna kwestia, czyli bezpieczeństwo. Czyli główny powód, dla którego zrezygnowałem z testu smartphone'a. Miałem opory przed podaniem haseł do serwisów na "niepewnym" (czytaj: nie moim) systemie, który na dodatek za moment ode mnie wyjeżdża nie wiadomo dokąd (a weź tu wyczyść dokładnie Windowsa...). Ostatecznie jedynym hasłem, które podałem było to do wifi. Zakładanie testowych kont jest pracochłonne i nadal nie korzystamy z systemu identycznie, jak normalnie. A jeszcze jakbym miał swoje dane skopiować na taki system? W żadnym razie. Możliwość postawienia swojego systemu, wyczyszczenia (wyzerowania) partycji to minimum. Jak rozwiązać sprawę przywrócenia oryginalnego systemu? Prosto: pendrive przywracający domyślny system i bootowanie z USB załatwią sprawę, niezależnie co się stanie z oryginalnym systemem na dysku. Proste, wygodne, bezpieczne i działa. Organizacyjnie: trochę do życzenia pozostawiała komunikacja dotycząca konkursu. Papiery, które miały przyjechać przed przekazaniem sprzętu, a nie przyjechały (z tego co czytam, nie tylko ja nie dostałem umowy wypożyczenia przed otrzymaniem sprzętu), trochę zamieszania z terminami. Fajnie by było, jakby w przypadku przybycia kuriera ze sprzętem, a bez umowy można się dodzwonić do kogoś i wyjaśnić (no ale ostatecznie nie mój problem, że dostaję komputer bez umowy, prawda?). Fajnie też, żeby kurier przywożąc "upominki na otarcie łez" (dziękuję, zgrabny pendrive o słusznym rozmiarze, przyda się pod linuksowe live'y) i papiery do podpisania (umowa wypożyczenia po oddaniu sprzętu? po co?) zapowiedział wcześniej, co wiezie. Albo ktoś, kto wysyła, żeby zapowiedział. Bo osoba zdatna do odbioru przesyłki może być dostępna, ale nie musi być jednocześnie osobą mogącą podpisać umowę. Pewnie jakby konkursy tego typu się powtarzały, to się warunki dotrą i będzie lepiej. Na co - w nadchodzącym roku - liczę. ;-)
czwartek, 15 grudnia 2011
Testowany sprzęt
Źródło: http://blox.blox.pl/2011/11/Zaproponuj-oryginalny-sposob-na-przetestowanie.html Nie chcę przepisywać dokumentacji technicznej, więc krótko: testowany - na potrzeby tego konkursu - był ultrabook Acer Aspire S3, z 4GB RAM, Intel Core i5, 320 GB HDD. RozpakowaniePierwsze, co rzuca się w oczy po wyjęciu z pudelka to niewielka grubość sprzętu. W porównaniu z tradycyjnymi laptopami, ultrabook Acera jest cieniutki i odruchowo łapie się go jedną ręką. Drugie, co widać porównując z innym laptopem, to fakt, ze jest stosunkowo szeroki - przy 13,3" jest szerszy od mojego starego laptopa z czternastocalowym ekranem. Zasługa panoramicznego ekranu. Jest jednak płytszy, przez co wygodnie trzyma się go na kolanach (bardziej: kolanach i brzuchu, bo łóżku siadam w pozycji półsiedzącej oparty o ścianę, co pewnie jest niezdrowe dla kręgosłupa, ale za to wygodne), a i na biurku zajmuje niewiele miejsca. Wierzch ma aluminiowy, wygląda to solidnie i estetycznie. Niestety, laptop nie składa z samego wierzchu, a spód jest z plastiku. Co prawda wygląda on solidnie, ale jednak to plastik. Na spodzie cztery spore, gumowe, solidnie wyglądające stopki. Zdecydowanie pozytywne pierwsze wrażenie. Przez zupełny przypadek, już pakując laptopa do oddania zauważyłem lekkie przesunięcie/niespasowanie klapy ekranu względem dołu. Z lewej strony było jakieś 1-2 mm przerwy, a z prawej na styk lub nawet ekran odrobinę wystawał poza obrys dolnej części. W niczym nie przeszkadza, praktycznie niezauważalne i być może kwestia danego egzemplarza, ale z kronikarskiego obowiązku piszę o tym. GniazdaNa prawym boku slot na karty SD, na lewym gniazdo na słuchawki i... tyle po bokach. Z tyłu gniazdo zasilania, HDMI oraz dwa gniazda USB. Umieszczenie gniazd USB nie podoba mi się - włożony pendrive czy modem będzie niewidoczny i wydaje mi się, że trzymając laptopa na kolanach łatwo o nim zapomnieć i wyłamać gniazdo, szczególnie przy dłuższym urządzeniu. Tak samo trudno będzie zerknąć na diody na takim urządzeniu. Na dodatek gniazda umieszczone są blisko siebie i może być problem z włożeniem dwóch pendrive'ow naraz (moje nie weszły, choć raczej przeciętne są). Popularny problem w wielu laptopach, niestety. Natomiast pendrive i zwykła wtyczka powinny zmieścić się bez problemu. Nie ma tez napędu optycznego (i dobrze, uważam napędy optyczne montowane w laptopach za nieporozumienie) - w końcu to ultrabook. System operacyjnyRzut oka na dostępne gniazda i już wiedziałem, że raczej Debiana nie potestuję - brak portu ethernet, a ze sterownikami do wifi Atherosa wiedziałem, że raczej będę miał problem (nie mam ich na moim live). Wg strony z opisem Atheros na Debianie karta wifi powinna działać bez problemu na Wheezy. Niestety, z budowaniem (a raczej uruchamianiem) live Wheezy'ego miałem problem - zapewne uroki wersji testowej. Dodatkowo, warunki testu zabraniały zmiany systemu operacyjnego na dysku, dwa pendrive'y nie wchodziły jednocześnie do gniazd, a czas testu (i mój czas na testowanie) był mocno ograniczony, więc także podanie sterowników na kluczu USB nie wchodziło w grę i skazany byłem tylko na posiadaną wersję live. Żałuję, że nie pomyślałem wcześniej o karcie ethernetowej na USB lub pożyczeniu napędu optycznego na USB (odkryłem, że - z niezrozumiałych dla mnie przyczyn - większość dystrybucji Linuksa live daje tylko w wersji iso). Cóż, mea culpa, testerem się nikt nie rodzi, a wszystkiego przewidzieć nie sposób. Udało mi się wyciągnąć trochę informacji spod Linuksa i zamieszczam odnośnik do nich na końcu wpisu, ale wszystkie testy robiłem na Windows 7, który przybył zainstalowany na sprzęcie, na domyślnych ustawieniach. Na pierwszy rzut oka wygląda, ze sprzęt powinien być w miarę bezproblemowy pod Linuksem, a największym problemem prawdopodobnie będzie wspomniana karta wifi (obsługiwana jednak w nowszych kernelach). StartPora włączyć sprzęt. Pierwszym prawdziwym zgrzytem jest przycisk power - jakiś taki luźny, plastikowy, latający na boki. Zdecydowanie sprawiający mało solidne, wręcz tandetne wrażenie. Nie wygląda to, niestety, na cechę pojedynczego egzemplarza. Może się czepiam, bo żonie nie przeszkadzało, nawet po zwróceniu uwagi na ten szczegół. System był już zainstalowany i wystartował szybko (nie mam porównania z aktualnymi Windowsami), tylko trochę nękając mnie tradycyjnymi windowsowymi alertami o aktualizacjach itp. EkranJeśli chodzi o ekran - po przygodzie z tym ultrabookiem nadal pozostaję zdecydowanym zwolennikiem ekranów matowych. Zapalona lampa w pokoju wieczorem wyraźnie się odbijała. W dzień też widać odbicie i to nawet na stosunkowo jasnych tłach. O ustawieniu laptopa tyłem do okna należy zdecydowanie zapomnieć. Latem, na zewnątrz itp. chyba bym się zwyczajnie denerwował. Mam też wrażenie, że piksele są za duże przy tej wielkości ekranu, albo że natywna rozdzielczość ekranu jest zbyt niska. W każdym razie trzymając laptopa na kolanach (kolejna możliwa przyczyna - zwykle mam większą odległość od ekranu) widziałem kanciki liter i miałem wrażenie, ze pojedyncze piksele też. Nie wiem, czy to kwestia antyaliasingu w systemie, przyzwyczajenia z ekranów matowych, odległości czy samej matrycy, ale "coś tu nie gra". Ekran 13,3" wcale nie wydaje się za mały. Może trochę za mało miejsca w pionie, ale to cecha chyba każdego panoramicznego ekranu. Trzymając Acera na kolanach pracuje się równie wygodnie, co na 15,6" przy biurku. Przy pracy przy biurku też nie czuć, że brakuje miejsca. Znaczy: 13,3" daje rade do normalnego korzystania z komputera. Celowo nie piszę nic o kątach widoczności w poziomie i pionie - nie zwracałem uwagi zbytnio uwagi, bo to raczej sprzęt pomyślany dla jednej osoby. Jak dla mnie - wielka szkoda, że ekran nie matowy i ew. nie w wyższej rozdzielczości. KlawiaturaKrótko mówiąc, klawiatura jest OK. To mój pierwszy dłuższy kontakt z popularnymi ostatnio klawiaturami, gdzie każdy klawisz jest oddzielnie. Acer Aspire S3 ma drugi w kolejności z moich ulubionych układów klawiszy w laptopach (patrz zdjęcie na początku wpisu). Zdecydowanie logiczne rozmieszczenie klawiszy (zwłaszcza najczęściej używane ciszej/głośniej i jaśniej/ciemniej są na kursorach, razem w bloku razem z pgup, pgdn, które z kolei, użyte wraz z klawiszem Fn dają odpowiednio home i end), wielkość nieodróżnialna od pełnowymiarowej. Jedyne co mogłoby być lepsze, to większe kursory, bo są pomniejszone, ale - trzeba przyznać - takie jakie są nie przeszkadzały mi w żaden sposób, choć nie muszę być wyznacznikiem - mam raczej chude palce. Klawisz enter stylizowany optycznie na odwrócone L, ale tak naprawdę górna, nieoddzielona optycznie część to backslash. Przy pisaniu tego tekstu na piratepad.net i jednoczesnym słuchaniu muzyki na YT nigdzie się wyraźnie nie nagrzewa. Podobnie po kilkuminutowym dociążeniu procesora na OK 80%. Przeciwnie, znalazłem biegun zimna w okolicy klawiszy F2, 2, F3 i 3. Prawdopodobnie efekt działania wiatraczka. Niepożądany, rzecz jasna. Ogólnie klawiatura fajna i pisało mi się bardzo miło, co widać po długości tego wpisu. ;-) WiatrakSkoro już o wiatraku mowa, to pracuje praktycznie cały czas, przynajmniej w przypadku pracy na kablu. Bez kabla zresztą tez włącza się często. Nie jest to specjalnie uciążliwe, bo jest cichy, niemniej słyszalny z odległości obsługującego komputer, jeśli nie gra muzyka i nie ma hałasów zewnętrznych. Po włączeniu czegoś, co bardziej obciąży system, wiatrak staje się jeszcze bardziej słyszalny i zaczyna już trochę przeszkadzać. Niezbyt szczęśliwe jest umiejscowiony wylot ciepłego powietrza - tył, okolice lewej strony. Jeśli weźmiemy go do łóżka, to lewa noga będzie lekko zasłaniać wylot. Jeśli dodamy do tego koc albo kołdrę (tak, wiem, nie powinno się tak korzystać z komputera, ale jednak od ultrabooka wymagałbym większej swobody w tym względzie, niż od typowego laptopa), chłodzenie najprawdopodobniej będzie mocno upośledzone. Mogło być lepiej. TouchpadMoim zdaniem OK, a piszę to ja, który nie cierpię touchpadów, praktycznie na nich nie pracuję i jeśli tylko można, podpinam mysz. Czułość OK, nic samo się nie klika. Intuicyjne działanie scrolla, kliknięcia itp. Może to po części zasługa Windowsa i jego ustawień? W każdym razie touchpad bardzo mi się podobał - dało się wygodne pracować. i nie tęskniłem za podłączeniem myszy. GłośnikiPo uruchomieniu YouTube bardzo niemiło się rozczarowałem. Dźwięk zwyczajnie słaby i jakiś przytłumiony, pierwsze skojarzenie z komórka w autobusie. Niewielkie szczeliny stanowiące wyloty głośników umieszczone są po bokach na dole. Szczególnie słabo przy trzymaniu laptopa na kolanach - na stole zachowywał trochę lepiej. W trakcie trzymania na kolanach już podstawienie otwartych dłoni w okolice głośników w celu umożliwienia "odbicia" dźwięku poprawia wrażenia odsłuchowe. Po porównaniu z innym laptopem musiałem złagodzić ocenę. Acer nie brzmi gorzej, pewnie po prostu za bardzo przywykłem do słuchawek lub muzyki odtwarzanej z komputera przez wieżę z normalnymi głośnikami. WyważenieRozmieszczenie środka ciężkości OK, przynajmniej trzymając Acera na kolanach nie miałem wrażenia, ze chce się przewrócić itp. Po postawieniu na biurku przy mocniej odchylonym ekranie jednak łatwo "leci" do tyłu. Na podstawce do laptopa (wersja minimal, czyli dwa korki od wina - korzystam tak "od zawsze"), lekko podnoszącej tył nie ma już takiego wrażenia. AkumulatorAkumulator wystarczał na lekko ponad 3h słuchania muzyki z YouTube i pisania (tego) tekstu na piratepad na wifi, przy minimalnie tylko zmniejszonej jasności ekranu (dla komfortu - nie lubię zbyt jasnych ekranów, rozkręcenie jasności na maksa od razu mnie odrzuca). Nie wiem jak ma się to do deklaracji producenta, ale na coś, co miało by być bardzo mobilne - raczej niewiele. PodsumowanieCiężko jest pisać coś konkretnego przy tak krótkim okresie testu (miał być 1 dzień, trafiłem weekend, ale rodzina też ma swoje prawa, w praktyce testowałem, czyli klikałem, parę godzin w sobotę i parę godzin w niedzielę...), na dodatek na niedostosowanym pod siebie systemie operacyjnym. Bardziej jest opisane pierwsze wrażenie. Nie testowałem (w ogóle) kamery, a wifi - tyle, co przeszedłem się po domu - zasięg bdb, także okolicznych sieci, więc karta wygląda na czułą. Szybkość powrotu z hibernacji - cóż, nie miałem za bardzo czasu się tym bawić. Zahibernował/wszedł w stan uśpienia parę razy po zamknięciu ekranu, gotowy do pracy był faktycznie w chwilę po otwarciu, ale na czas (i sposób wyłączenia) nie zwróciłem uwagi. Jeśli chodzi o naprawdę mobilny sprzęt, do użycia w ruchu, to wydaje mi się nienajlepszym wyborem. Za dużo wad - biorąc pod uwagę kwestię gniazd z tyłu, wylotu wiatraka i głośników raczej wymaga podstawki przy korzystaniu. Czyli jako zamiennik tableta, tyle, ze z klawiatura, raczej się nie nadaje. Czas pracy na baterii nierewelacyjny. W gorszych warunkach oświetleniowych problemem będzie ekran. Za to raczej dobrze nadaje sie do - nawet częstego - przenoszenia z miejsca na miejsce i - po przeniesieniu - korzystania "stacjonarnie". W takim przypadku mamy lekki, w pełni funkcjonalny, wydajny komputer. Na dodatek, z uwagi na pomniejszony rozmiar i wagę, znacznie łatwiejszy do przeniesienia od typowego laptopa. Gabarytowo bliżej mu do zeszytu A4 w twardej okładce, niż laptopa. Jeśli nie potrzebujemy pendrive'a i nie będziemy trzymać go na kołdrze/kocu, to na sprzęt "do łóżka" prawdopodobnie też się nada. A link do zrzutów danych spod Linuksa - niebawem, po napisaniu stosownego wpisu (i poza konkursem). Obiecane dane Acer Aspire S3 spod Linuksa.
piątek, 09 grudnia 2011
Rockbox 3.10 wydany. Zmniejszone (ponoć znacznie) zużycie pamięci, ulepszony mikser, poprawki dotyczące działania ze sprzętem audio w samochodzie i poprawienie wydajności dekodowania Ogg/Vorbis to moim zdaniem najważniejsze zmiany. Pełna lista zmian dla Rockbox 3.10. PS. O wersji 3.9.1 nie pisałem celowo - za małe zmiany były.
niedziela, 04 grudnia 2011
Przyznaję, że mój udział w tegorocznej Poznańskiej Imprezie Wolnego Oprogramowania był drastycznie ograniczony. Na początku wypadek spowodował, że musiałem zrezygnować z wystąpienia jako prelegent. Konkretniej, porzuciłem decyzję o zgłoszeniu wystąpienia, w sumie może i lepiej, bo to się bardziej na lightning talk nadawało... Następnie, z innych przyczyn losowych, musiałem zrezygnować z wysłuchania większej części wykładów. I zwyczajnie odpuściłem sobie afterparty wybierając alternatywną imprezę z kumplami, którzy nie dali rady dotrzeć na P.I.W.O. Zresztą, trochę daleko dla mojej dobitej nogi było, zwł. po wcześniejszym bieganiu. Cóż, życie, trzeba się przyzwyczajać, może następnym razem się uda. W przeciwieństwie do zeszłorocznej edycji - słaba frekwencja, dodatkowo podkreślona ogromem auli wykładowych. Szczególnie na pierwszym wykładzie było drastycznie pusto. Potem było lepiej (mało pustych rzędów), ale jednak nadal optycznie pusto. Znajomy z którym rozmawiałem obwinia - zapewne słusznie - organizatorów, którzy późno ogłosili agendę. Za to nie było duszno. Niemniej organizacja OK, na tyle na ile mogłem stwierdzić biegając z i na imprezę i słuchając wykładów w jednej sali. Wykłady rozpoczynały się punktualnie, zaplecze techniczne OK i działające, informacja - jak dla mnie - OK, ale ja miejscowy jestem, więc jakby z dnia na dzień mogę podjąć decyzję. W tym roku aż dwa wykłady otrzymały ode mnie maksymalną ocenę w ankiecie. Naprawdę fajnie poprowadzone, ciekawe, przejrzyste, z (działającymi i bez nudnego rzeźbienia!) przykładami live, przynajmniej w zakresie przewidzianym prezentacją. Mówię o Debian@Kindle Michała Madziara oraz Open source w służbie wytwarzania oprogramowania, czyli przygotowujemy środowisko pracy dla zespołu. Nie ukrywam, że pierwszy był najbardziej interesujący mnie wykładem z agendy i jedynym "must see", natomiast drugi to niezupełnie moja działka developerocentryczny, ale bardzo miła niespodzianka. Wiem, że były ciekawe lightning talks, ale niestety nie zdążyłem dotrzeć. Będę obserwował strony projektów, jak dorwę. Zwł. nigmalabs.org wygląda interesująco. A o czym chciałem mówić? Ano o tym, że istnieje coś takiego jak GNU Polish Translation Team, który zajmuje się tłumaczeniem strony i artykułów GNU i że potrzebuje kolejnych aktywnych osób. Znajomość angielskiego nie jest konieczna na stanowisku recenzenta (choć jak najbardziej wskazana) - wystarczy dobra znajomość języka polskiego. W przypadku tłumaczy jak najbardziej jest wymagana, ale jest miejsce na poprawianie znajomości angielskiego. Więcej o narzędziach, obiegu pracy itp. na stronie głównej GNU PTT. W prosty sposób, niewielkim nakładem czasu można pomóc w popularyzowaniu idei GNU i wolnego oprogramowania. Zapraszam do przyłączenia się do projektu. :-) |
Ostatnie wpisy
Staty
Nawigacja
O mnie
Kontakt
Linkownia
SMSsender - skrypt do wysyłania SMSów
Przydatne polecenia Linux
Filtry Adblock by rozie
Zasady
Blogroll
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||