|
piątek, 10 maja 2013
Czytam o maturze z angielskiego i nóż mi się w kieszeni otwiera. Afera o to, że podsumowania miały być umieszczone nad fragmentami, których dotyczą. A CKE twierdzi, że błędu nie ma, ale zaliczy błędne odpowiedzi. Zaliczyłem głęboki facepalm. Tutaj treść zadania (taka jaką była):
Źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,13881419,Blad_w_maturze_z_angielskiego_.html A tu jedyny cenzuralny komentarz, który mi się nasunął:
Źródło: http://demotywatory.pl/4057815 Myślałem, że z tym drwalem to żart, ale jak widać - niekoniecznie.
środa, 08 maja 2013
Od pewnego czasu pożegnałem moBILET i korzystam głównie z KOMkarty, czyli sieciówki w Poznaniu. Różnica taka, że wyrobienie nieco upierdliwe, ale za to doładować można wszędzie na mieście, bez kolejki. W teorii. Było fajnie, do czasu. Otóż w pewnym momencie biletomat, w którym zwykle doładowywałem kartę przestał działać. Dokładniej, przestał widzieć kartę. Zgłosiłem awarię (nagranie na sekretarkę) i... nic. Ani potwierdzenia, że ktoś odsłuchał, ani naprawy. A przecież mogła się karta uszkodzić (niby nie powinna, bo noszona z innymi, które mają się dobrze, ale któż ją tam wie?). Po trzech dniach straciłem przestałem liczyć, stwierdziłem, że już nie opłaca mi się doładowywać, bo planowany wyjazd się załapie, ciepło się robi, więc można do pracy zacząć chodzić pieszo, tym bardziej, że można robić ciekawe rzeczy w drodze do pracy. A awaryjnie zawsze jest moBILET.
Źródło: http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/562708,mpk-nowe-komkarty-ze-strefami-dla-studentow,id,t.html Niedawno stwierdziłem, że znowu warto by doładować sieciówkę. Poszedłem do innego biletomatu i... zonk. Biletomat nie widzi KOMkarty, choć wkładałem na wszelki wypadek na wszystkie możliwe sposoby. Akurat byłem ze znajomymi i usłyszałem, że to częste. No, ale może kolejny zepsuty automat? Spróbowałem w jeszcze innym i... to samo. Czyli raczej karta. I tego bym się trzymał, gdyby nie to, że zapomniałem sprawdzić, jak postępować z uszkodzoną KOMkartą. Zupełnie przez przypadek włożyłem do biletomatu, który zgłaszałem niedawno jako uszkodzony i... działa! Teraz zastanawiam się, co jest winne - moja karta, czy np. słabnące z czasem czytniki w biletomatach. I jakoś mam przeczucie, że jeśli to pierwsza opcja, to będzie ubaw z kanarami, chociaż w sumie mam potwierdzenie na papierze. Ale stawiam raczej na drugą. Jeśli tak, to pogratulować ZTM Poznań wyboru rozwiązania stosowanego w biletomatach.
wtorek, 30 kwietnia 2013
Od jutra, tj. od 1.05.2013, w Poznaniu nie będzie można korzystać z moBILETu. Przyznaję, że jestem rozczarowany, bo mimo tego, że generalnie przesiadłem się na sieciówkę, zdarzało mi się korzystać. Bardziej dla znajomych czy dzieci, ale jednak. System - mimo paru wad i paru miejsc, które można było poprawić - był całkiem niezły (c'mon, zawsze w razie potrzeby masz bilet, nie musisz szukać kiosku/biletomatu, poza tym, masz ten bilet w wielu miastach) i polecałem go znajomym. Z oświadczenia na stronie moBILETu wynika, że wygasła umowa, a ZTM ogłosił nowy przetarg. W sumie trochę późno sprawa wyszła na jaw (czyżby negocjacje do końca?), ja po raz pierwszy usłyszałem o tym jakiś tydzień-dwa temu, a niedawno robiłem doładowanie... Pieniądze można odzyskać, ale prościej było nie doładowywać. Jest szansa, że system wróci do Poznania. Liczę na to, bo wygodny był, a i tak zamierzam z niego korzystać w innych miastach, choćby w Szczecinie. PS Wpis się pojawił, bo właśnie dostałem SMS od moBILETu w tej sprawie. Co prawda późno, ale i tak szacun za podejście do klienta. UPDATE: Wyżej linkowany wpis zniknął, w jego miejsce pojawiła się informacja o przedłużeniu funkcjonowania moBILETu w Poznaniu do końca czerwca (czyli zakończenia przetargu).
poniedziałek, 29 kwietnia 2013
Ponieważ na dniach ma pojawić się nowe stabilne wydanie Debiana (Wheezy), postanowiłem zrobić upgrade na tym desktopie, gdzie jeszcze z niej nie korzystam. Przy okazji postanowiłem skorzystać z dobrodziejstw p2p i odświeżyć sytuację związaną z opisywanym kiedyś apt-p2p, tym bardziej, że nowe wydania są doskonałym momentem na wykorzystanie p2p do aktualizacji systemu (możliwe obciążenie mirrorów z uwagi na ilość zainteresowanych, sporo peerów). Tym bardziej, że pojawiło się trochę głosów na Twitterze/ideni.ca promujących apt-p2p. Wpis jest w założeniu tylko szczegółowym howto dotyczącym konfiguracji i użycia apt-p2p, bez samego opisu aktualizacji do Wheezy. Po co to wszystko?Krótko w punktach, czemu idea p2p do dystrybucji pakietów mi się podoba:
To oczywiście przy większej ilości węzłów. Przy mniejszej może być wręcz wolniej, ale apt-p2p ma zaimplementowany mechanizm fallbacku do tradycyjnego pobierania, więc nawet przy niewielkiej ilości węzłów nic nie przestaje działać. Wymagania:
Krok 1 - przekierowanie portów na routerzePrzekierowanie portów jest wymagane. Bez tego nie będziemy w stanie udostępniać pobranych pakietów, a taka jest idea p2p. Przekierowujemy zarówno protokoły TCP, jak i UDP. Krok 2 - instalacja apt-p2pwajig install apt-p2p Domyślna konfiguracja jest OK, jedyne co warto zrobić, to pomyśleć nad zmianą portu na inny, niż domyślny 9977, jeśli mamy taką potrzebę. Paranoicy mogą wyłączyć zdalny podgląd statystyk. Uwaga: jeśli chcemy, aby nasz apt-p2p posłużył jako proxy dla większej ilości maszyn w LAN (działa bez problemu, także dla różnych architektur na pojedynczej instancji apt-p2p), należy, zgodnie ze zgłoszonym bugreportem, zmodyfikować linię w pliku /usr/share/pyshared/apt_p2p/HTTPServer.py[1]: na gdzie 192.168 to początek (pierwsze 2 oktety) adresacji z naszej sieci LAN. Krok 3 - edycja plików z repozytoriami (/etc/apt/sources.list)Załóżmy prosty przypadek (jeśli ktoś grzebał w /etc/apt/preferences, lub ma więcej repozytoriów to zakładam, że wie, co zrobił i umie się dostosować), czyli, że mieliśmy wpisy: deb http://http.debian.net/debian/ squeeze main contrib non-free zmieniamy je na deb http://localhost:9977/ftp2.de.debian.org/debian/ wheezy main contrib non-free Uwaga: jeśli zmienialiśmy port z domyślnego 9977, lub łączymy się do maszyny w sieci LAN, na której działa apt-p2p, to stosownie modyfikujemy localhost:9977 Zauważmy, że nie korzystamy z http.debian.net, tylko podajemy wprost adres repozytorium. Niestety apt-p2p nie działa za http.debian.net, wkrótce zgłoszę buga. Krok 4 - sprawdzenie działania apt-p2pŁączymy się przeglądarką z hostem, na którym działa apt-p2p i sprawdzamy statystyki. W przypadku uruchomienia lokalnie wpisujemy w pasku adresu http://localhost:9977/ Sprawdzamy czy adres IP w Contact jest taki sam, jak adres IP, z jakiego jesteśmy widoczni w sieci. Jeśli jest, to OK. W DHT statistics sprawdzamy wartość Reachable. Jeśli poprawnie przekierowaliśmy porty, to będzie True. Ostatnia rzecz do sprawdzenia w statystykach to Number of nodes. Wiadomo, że im więcej, tym lepiej (domyślnie apt-p2p nie pobiera przez p2p, jeśli ilość węzłów z danym plikiem jest mniejsza niż 3), po paru minutach powinniśmy widzieć tam ok. 30 węzłów (co nie znaczy, że wszystkie z nich mają potrzebne nam pakiety!). Wydaje mi się, że to minimalna sensowna wartość, by zacząć korzystać z apt-p2p. Na koniec możemy zrobić wajig update i zobaczyć, czy pliki są pobierane bez błędów ze wskazanego źródła[2]. Uwaga: jeśli jesteśmy za NAT i zmieni się IP, to pole Contact nie ulegnie zmianie. Nadal będziemy mogli pobierać pakiety (choć nie dam głowy, czy z użyciem p2p), natomiast nic nie wyślemy. Do odświeżenia wymagany jest restart demona apt-p2p. W tym momencie jesteśmy gotowi do aktualizacji systemu z użyciem technologii p2p. [1] Tak, brzydkie grzebanie na żywca w plikach przychodzących w paczce; okolice linii 266. [2] Stosunkowo często widziałem 500 internal server error w pierwszym przebiegu i poprawne działanie przy kolejnych. Proponuję najpierw wykonać aktualizację w trybie samego pobierania pakietów.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Dziś nieco się zdziwiłem, a raczej rozczarowałem. Okazuje się, że w nadchodzącym stabilnym wydaniu Debiana nie będzie Zabbiksa. W ogóle. Co prawda bardzo łatwo zrobić paczkę z publikowanych źródeł - i tak właśnie robię, bo serwer Zabbiksa czyli zabbix-server warto mieć w najnowszej wersji - ale wersja zabbix-agent ma już niewielkie znaczenie, gdyż starsze wersje agenta zwykle współpracują ze znacznie nowszymi serwerami bez żadnych problemów. A jednak jest wygodnie było mieć agenta dostępnego w oficjalnym repozytorium pakietów. Rozwiązań jest kilka: można pakiety robić samodzielnie, być może pojawią się też w backportach, ale dziś dowiedziałem się, że istnieje też repozytorium pakietów prowadzone przez twórców Zabbiksa. Znaleźć w nim można wersje dla Debiana (tylko stable), Ubuntu oraz RHEL.
czwartek, 18 kwietnia 2013
Odbieram dziś pocztę, a tam:
Yay! Jest szansa, że akurat będę u rodziców, co oznacza... Upgrade na desktopie (jedyny desktop bez testing/unstable)! I może na Dockstarze też! I oczywiście wpisik na ten temat. Nie mogę się doczekać. ;-) Z innych ciekawych rzeczy, opisywany kiedyś wajig rozwija się w interesujący sposób. Pojawiły się na przykład opcje update-pciids oraz update-usb-ids, o których wspominano w komentarzu do wpisu o 3 rzeczach, których nie aktualizujesz w Debianie. Co prawda wolałbym mikrokod, ale pożyjemy, zobaczymy... Dotyczy wersji wajig dostępnej we Wheezy.
sobota, 13 kwietnia 2013
Netia dołączyła do grona największych[1] (wcześniej, jako pierwsza zrobiła to TPSA, potem - z większych operatorów - port 25 zablokował Dialog) i zablokowała port 25 dla użytkowników. Znowu późno się późno się zorientowałem, bo po blisko miesiącu i pewnie nie napisałbym o tym, gdyby nie to, że jest to zrobione... źle. Netia wprowadziła blokadę w najgorszy sposób dla użytkownika, tj. bez możliwości usunięcia blokady przez użytkownika. Nie da się jej usunąć ani samodzielnie, w sposób automatyczny (tak można to zrobić w przypadku Neostrady), czy w sposób zupełnie ręczny (telefon na infolinię), jak w Dialogu. Poza tym, blokowanie portu 25 miało duży sens parę lat temu. TPSA była 3,5 roku temu pionierem, była to reakcja na realny problem spamu (Polska była w światowej czołówce wysyłających spam) i były realne efekty. Taki okres w IT to niemal epoka. Obecnie (niestety) coraz więcej spamu jest rozsyłanych w inny sposób, w szczególności przez soft kradnący hasła do skrzynek pocztowych. Ale lepiej późno, niż wcale. Po drugie, blokada dotyczy tylko IP przydzielanych dynamicznie. Spam z łącz biznesowych będzie płynął dalej (a zmiana typu łącza na biznesowe to - zdaniem rzecznika - prosta sprawa[2]). Gwoli ścisłości, z tego co pamiętam, to samo zrobiła TPSA, bo - wbrew temu co pisze rzecznik Netii - blokada dotyczyła tylko Neostrady, ale już nie Internet DSL. Po trzecie, brak możliwości zdjęcia blokady przez użytkownika. Co prawda opinia UKE w tej sprawie była pozytywna (czyli, że wolno tak zrobić - kiedyś wysłałem pytanie; nie oznacza to, że użytkownik nie ma możliwości rozwiązania umowy - tu już powinien wypowiadać się IMO UOKiK lub sąd), ale nie dawanie wyboru użytkownikom, jest słabe (choć prostsze technicznie). Szczególnie, że technicznie jest taka możliwość. W połączeniu z argumentacją usługi z dynamicznym IP nie są stworzone po to, żeby na nich stawiać serwery pocztowe[3] jest żenujące[4]. Uważam, że TPSA podeszła do tematu o dwie klasy lepiej. [1] Przepraszam, ale ten zwrot mi się bardzo ostatnio spodobał, choć tu akurat bez podtekstu jest. Informacja o blokadzie portu 25 na blogu Netii. [2] Komentarz nr 18:
[3] Komentarz nr 29:
[4] Stawianie serwerów nie jest podstawowym przeznaczeniem takich łącz - tu zgoda. Ale idąc tym tokiem rozumowania za moment okaże się, że można zablokować możliwość jakichkolwiek połączeń przychodzących na dynamicznych łączach (nawiasem, Orange tak robi z mobilnym internetem), albo w ogóle dopuścić tylko WWW i pocztę (w końcu SSH to "biznesowe" zastosowanie, c'nie? jeszcze NTP by się przydało i DNS, żeby w miarę sensownie działało). A tymczasem coraz częściej w domach pojawiają się "serwery". Czy to gier, czy WWW. Często są one uruchamiane w taki sposób, że użytkownik nawet nie wie, że są, on po prostu udostępnia muzykę czy zdjęcia...
poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Wpisu miało nie być, bo i mało newsowe, i wszyscy już pisali newsy, i w sumie żadne wydarzenie godne uwagi, tak naprawdę. Ponieważ mój komentarz nie przeszedł przez moderację na niebezpiecznik.pl (chociaż moim zdaniem jedyny punkt regulaminu komentarzy, który mógłby naruszać to: są próbą (krypto)reklamy innego serwisu; tyle, że nie), a cenzury nie lubię, pozwolę sobie zamieścić go tutaj w takiej formie, w jakiej widzę go w mojej przeglądarce, z której dokonywałem komentarza: Twój komentarz pojawi się niebawem (po akceptacji przez moderatora) Tak chciałem napisać. Ponieważ nie widzę już oryginału na pastebin.com, a się do niego odnoszę, tu kopia treści, którą atakujący niebezpiecznik.pl zamieścili na pastebin (tu wazelina dla mnie za zrobienie kopii, ale po tym jak po trzech dniach miałem niejaką trudność ze znalezienia reklamy Heyah z Leninem, robię kopię wszystkiego, co potencjalnie może odparować w ciągu najbliższych paru dni - w końcu po coś te pojemne dyski są, c'nie?). Żeby nie przedłużać: uważam, że niebezpiecznik.pl daje radę PRowo (nawet bardzo; to też jest ważne), ale merytorycznie... jest to jakiś agregator, który warto mieć w czytniku, jeśli nie chce się mocno przegapić oczywistej popularnej dziury i tyle. Dlaczego taki tytuł wpisu i dlaczego nie miałem racji pisząc w komentarzu, że super danych nie ma można przeczytać we wpisie Niebezpiecznik.pl hacked.
wtorek, 02 kwietnia 2013
Wybór serwera DNS z którego korzystamy na urządzeniu końcowym jest ważny z kilku powodów:
Co warto zrobić w kwestii DNS?Jeśli posiadamy sieć lokalną z kilkoma (i więcej) komputerami, to prawie na pewno warto postawić lokalny cache DNS - dzięki temu powtarzające się nazwy będą rozwiązywane lokalnie. Dobrym i prostym rozwiązaniem dla małej sieci jest dnsmasq, dostępny także dla OpenWrt. Poza tym, warto wybrać te serwery DNS, które odpowiadają najszybciej. Zwykle nie popełnimy dużego błędu, jeśli wybierzemy serwery zalecane przez naszego dostawcę sieci lub wskazane automatycznie. Czy zawsze lokalny serwer DNS lub oferowany przez naszego dostawcę Internetu jest najlepszy? Niestety nie. Prawie zawsze będzie on najszybszy pod względem opóźnienia sieci, ale już zawartość cache bywa różna. Szczególnie w przypadku lokalnego serwera może się okazać, że jego cache jest pusty dla większości zapytań. Na szczęście zwykle narzut lokalnego serwera nie jest duży. Jeśli nasz komputer łączy się z internetem za pośrednictwem wielu sieci (wifi, połączenia GSM), można pomyśleć o postawieniu lokalnego cache DNS bezpośrednio na nim. Jak najprościej znaleźć najlepsze serwery DNS?Istnieje do tego darmowy i wolny program o nazwie namebench, służący do benchmarku serwerów DNS. Działa na wszystkich systemach, wersję dla Windows i Mac OS X można pobrać ze strony, w przypadku Linuksa zapewne jest w dystrybucyjnym repozytorium. Domyślnie działa z GUI, ale nie jest ono niezbędne - program daje się również uruchomić w konsoli. Ważne jest, żeby nie uruchamiać testu od razu, tylko najpierw przeczytać jak program działa i zastanowić się, co chcemy zrobić. Dlaczego? Ano dlatego, że pierwsze uruchomienie jest najbardziej zbliżone do rzeczywistych warunków ze względu na oryginalną, niezakłóconą poprzednimi testami zawartość cache testowanych serwerów DNS, czyli najbardziej miarodajne. Jak korzystać z namebench?W polu nameservers warto podać, oddzielone spacjami przynajmniej: DNS lokalny w sieci (jeśli posiadamy), serwery DNS naszego ISP. W przypadku Polski dodatkowo warto podać serwery DNS Orange (najpopularniejsze to 194.204.159.1 i 194.204.152.34) - kiedyś były dostępne tylko dla klientów TPSA, ale obecnie wyglądają na otwarte - działają z każdej sieci, z której testowałem - i osiągają dobre wyniki. W moim przypadku były szybsze, niż serwery DNS mojego ISP.
Poza tym, zaznaczamy globalne publicznie dostępne serwery cache'ujące oraz serwery regionalne. Można zaznaczyć sprawdzanie pod kątem cenzury i podzielenie się uzyskanymi wynikami. Lokalizacja to oczywiście Polska, query data source - możemy skorzystać z historii stron którejś z naszych przeglądarek, wyniki będą wówczas bardziej zbliżone do realnych. Następnie uruchamiamy test i na kilka-kilkanaście minut zostawiamy komputer w spokoju. Po tym czasie otrzymamy wyniki: propozycję trzech najlepszych dla nas - zdaniem programu - serwerów DNS (kolejność ma znaczenie) oraz szczegółowe dane i wykresy. Kluczowy dla szybkości działania sieci jest oczywiście średni czas odpowiedzi z serwera DNS. Na koniec uwaga: jeśli najszybsze serwery nie należą do naszego ISP ani nie są otwartymi, publicznymi serwerami, może się zdarzyć, że ich właściciel ograniczy za jakiś czas do nich dostęp.
środa, 27 marca 2013
Poprzednio był wegetariański kapuśniak, a teraz zupa ziemniaczana, czyli tytułowa wegetariańska kartoflanka, w wersji przeze mnie ulubionej. Składniki:
Przygotowanie:
Powinno stosunkowo łatwo adaptować się do wersji wegańskiej - tak naprawdę wystarczy użyć oleju przy podsmażaniu cebuli i zabielić na sposób wegański. Przepis jest zmodyfikowaną wersją z jakiejś książki. Na razie zamieszczam to co dostałem, jak nie zapomnę, to zaktualizuję o własne uwagi.
sobota, 23 marca 2013
Dla odmiany przykład reklamy, która mi się spodobała. Ogólnie lubię reklamy z fabułą. Polecam obejrzeć całość, a dopiero później czytać, bo spoilery. Gdy ekipa daje radę... Nie pytajcie jak dotarłem do tego filmu, ale przyznam, że mnie rozbawił, bo przypomniał mi parę scen z życia. Po pierwsze, miałem akcję z nocnym telefonem od kumpla. Co prawda nie o pierwszej w nocy, a o dwudziestej trzeciej z groszami, ale też wesoło. Odbieram, bo myślę, że jakaś awaria, której kumpel nie ogarnia, ale słyszę znietrzeźwiony głos, żebym ubierał się i schodził. Po co? Ano goni kolesia koło mojego domu. Czemu? Rzekomo ich zaczepili i chcieli kasę. Szybka wizualizacja i wiem, że komedia, bo w tym stanie pogoń to raczej za wężem. W dodatku jeszcze rozmawia przez telefon... No i nie bardzo mi się to spina - chcieli kasę a teraz uciekają? Kumpel pacyfistą nie jest, szczególnie po spożyciu. Szybka kalkulacja i wychodzi, że zanim ubiorę się i zejdę, to będą z pół kilometra dalej. Na wszelki wypadek jeszcze pytam, gdzie są i... koło mojego domu to jakieś dziesięć minut spaceru, na dodatek się oddalają. I dowiaduję się, że drugi kumpel (znacznie bardziej rozsądnie i pokojowo nastawiony) mu pomaga. OK, zatem raczej nie trzeba go ratować... przed policją. Nie zszedłem. Po drugie, nielegalne lokale. Co prawda nie gangsterka, ale było parę miejsc, które były zdecydowanie drugiego obiegu, a w których graliśmy koncerty. Zagraniczne piwo (i tylko zagraniczne) w bardzo przystępnych cenach (czyżby przemyt i brak licencji?), jedzenie "na oko" i na pewno obsługa bez książeczek zdrowia. Brak szyldu. W jedno z takich miejsc pojechałem ustalać możliwość zagrania koncertu. Po zapukaniu we właściwe drzwi otworzył archetypiczny bramkarz, podobny do tego z filmu i zapytał czego? Klimat dziwny, ale wspomnienia pozytywne. I bezpiecznie. W końcu naś klient naś pann! Na koniec - pewnie dałbym radę, czyli pojechał w takiej sytuacji. Ale nie cierpię takiego wołania wilk! wilk!
niedziela, 17 marca 2013
Niecały rok temu podniosłem fałszywy alarm o końcu grup dyskusyjnych (newsy, NNTP) w Polsce. Okazało się, że może stwierdzenie było przedwczesne, ale prorocze. Faktycznie, news.gazeta.pl został już wyłączony. Podobnie news.home.pl. Grupy dyskusyjne, które były wygodnym i popularnym środkiem komunikacji umierają. Przypuszczam, że działanie istniejących serwerów wynika raczej z tego, że wszyscy (decyzyjni) o nich zapomnieli, niż ze świadomych decyzji. Można się zastanawiać, czemu tak się dzieje. Pewnie trochę bariera wejścia. Pewnie trochę beton wśród userów/adminów i stare reguły. Pewnie brak dostępności online (newsreadery to raczej stacjonarne twory). I w końcu pewnie brak możliwości monetyzacji. Gdyby policzyć dane przesyłane w postaci graficznej na stronach WWW, to wydaje mi się że newsy, z całym ich spamem (który z kolei stosunkowo łatwo dało się odfiltrować) miały niezły stosunek sygnał/szum, w porównaniu ze stronami i reklamami graficznymi różnej maści. Już napisałem na FB, że nie rozumiem dramy związanej z zamknięciem Google Reader. Nie jest to ani jedyna, ani pierwsza, ani najbardziej popularna usługa zamknięta przez Google (i nie tylko Google zamyka - pamięta ktoś "zamknięcie" Delicious?). Wiadome jest, że oprogramowanie jako usługa oznacza pełną zależność od dostawcy tejże usługi. RMS, który niedawno był w Polsce i który zawsze ma przy sobie jedzenie - 34 minuta, a którego słowa tak wielu ignoruje i traktuje go przynajmniej jako dziwaka, mówi o zagrożeniach płynących z braku kontroli od dawna. W tym także o SaaS czyli Software as a Service, choćby w zaleceniach dla rządów w zakresie wolnego oprogramowania. No ale przecież po co tak utrudniać, wolne oprogramowanie takie mało błyszczące, funkcjonalności też bywają gorsze i w ogóle wygodniej jest czytać ze wszystkich urządzeń, a trzeba by coś swojego postawić, więc po co to wszystko, wezmę czytnik od Google, w dodatku za darmo. Przecież zagrożenia są przesadzone i jeszcze nie jest tak źle (cytat oczywiście z filmu Nienawiść). Jestem pewien, że ci, którzy mówią, że Google straci, że nie wzięło pod uwagę, że grupa, której zabierają narzędzie jest specyficzna, opiniotwórcza itp. nie mają racji. Odzyskają pieniądze przeznaczone na utrzymanie bezpłatnej usługi, plus trochę więcej ludzi czytających bez RSS, które w porównaniu z tradycyjnymi stronami WWW znowu mają więcej informacji w szumie. Na stronach wyświetli się reklamy i bilans wyjdzie na zero, albo i lekko do przodu. W sumie dobrze, że stało się, jak się stało. Może do ludzi dotrze, jak bardzo są zależni od Google. Choćby w przypadku Androida. Zresztą tu Google też się złapało za kieszeń i... usunęło z Google Play AdBlock+. No ale jeszcze nie jest tak źle, prawda? Śmieszy mnie też podział korporacji na "gorsze" (Microsoft) i "lepsze" (Apple, Google). Wszystkie mają dokładnie taki sam cel, a ewolucja metod jest jedynie kwestią czasu. W tym przypadku dane nie zniknęły, można się przenieść. A parę miesięcy temu z podobnych przyczyn odparował kawałek dorobku - było nie było - kulturalnego/artystycznego w postaci mp3.wp.pl. |
Ostatnie wpisy
Subskrybcja RSS (wpisy)
Staty
Nawigacja
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||