Menu

Pomiędzy bitami

Techno, porno i duszno. Blog niezupełnie technologiczny.

Inne

Legimi

rozieblox

W okresie przedświątecznym Inpost zrobił promocję[1] dotyczącą Paczkomatów. Wystarczyło odebrać paczkę w ciągu dziewięciu godzin od powiadomienia o dostarczeniu i dostawało się[2] książkę w Legimi. Ze względu na okoliczności stwierdziłem, że będę miał czas to... posłucham. Bo główna zaleta jest taka, że obok ebooków dają - w większości przypadków - audiobooki.

Skusiłem się, bo tytułów z których można wybrać, było sporo i - sądząc po ocenach - niezłych. Jest choćby Król Szczepana Twardocha czy Konklawe Roberta Harrisa. Wybrać w promocji można trzy tytuły, a bez problemu mógłbym wskazać więcej, więc repertuar ciekawy.

Tyle dobrego, jeśli chodzi o promocję. Odbiór kodu to totalne nieporozumienie. Miałem trzy paczki, za każdym razem po wpisaniu numeru przesyłki dostałem komunikat o błędzie i żebym spróbował za dwie godziny. Niekiedy więcej, niż raz. Drażni i to mocno, bo jak wpisuję kod, to chciałbym od razu dostać możliwość korzystania z książki. Nie wiem, czy wina po stronie Inpostu, czy Legimi, czy obu, ale słabo.

Nieciekawa jest sama aplikacja Legimi. Gdy tylko zacząłem instalację przypomniałem sobie, że już kiedyś była podobna promocja i... nie skorzystałem wtedy, bo appka miała dziwne wymagania, typu dostęp do kontaktów. Jeśli dobrze doczytałem, jest to tylko na potrzeby kolejnej promocji (miesiąc dostępu do pełnej oferty Legimi), ale wtedy odrzuciło skutecznie. Tym razem wizja trzech książek przeważyła i zarejestrowałem się.

Oczywiście rozczarowało mnie to, że nie mogę po prostu pobrać plików z ebookiem lub audiobookiem na komputer i użyć w dowolnym urządzeniu. Jest przymus korzystania z aplikacji Legimi. Czytanie książek na smartfonie odrzucam z założenia - trochę za mały ekran, trochę za szybko ekran zużywa baterię, znaczy niewygodnie. Natomiast audiobooka najchętniej wrzuciłbym na mój odtwarzacz mp3, wygodniejszy do odtwarzania audio, niż smartfon, głównie ze względu na rozmiar. Nie wiem w imię czego to ograniczenie. Gdybym chciał zrobić pirata, to przecież nadal jest to trywialne, choć oczywiście trudniejsze od skopiowania pliku. Podobnie trudno posłuchać audiobooka w samochodzie - na kartę nie nagram, żeby odtwarzać przez samochodowe radio, odtwarzanie z telefonu przez kabel (lub BT) do radia niby jest możliwe, ale niewygodne. Zresztą telefon w samochodzie ma już zajęcie - robi za nawigację.

Sama aplikacja posiada sporo błędów i braków, choć szczęśliwie nie w obrębie podstawowej funkcjonalności. Interfejs jest prosty i intuicyjny, choć staroświecki, opcji - w przypadku audiobooków - niewiele. Ustawia się tylko prędkość odsłuchu (nie zmieniałem), o ile powinno cofać szybkie cofanie (domyślnie jest trzydzieści sekund i IMHO nie jest to zła wartość) i to, czy przy połączeniu przez wi-fi ma ściągać całą książkę. Są zakładki, ale w sumie nie trzeba z nich korzystać, bo aplikacja i tak zapamiętuje w którym miejscu skończyła odtwarzanie.

Jeśli korzystamy z Legimi, lepiej mieć dużo miejsca na urządzeniu. I sama aplikacja jest spora, i - przede wszystkim - zarządzanie miejscem jest... słabe. Nie ma bowiem możliwości ustawienia takich opcji jak automagiczne usuwanie już odsłuchanych fragmentów czy określenia, ile miejsca przeznaczamy na cache. Dlatego przy mniejszej ilości miejsca na urządzeniu możliwość pobrania przez wi-fi jest... teoretyczna. Chyba, że ktoś chce pamiętać i pobierać fragmenty ręcznie. Na szczęście pakiety internetu są na tyle duże, że można po prostu olać temat i zdać się na pobieranie przez sieć komórkową, w miarę potrzeb.

Brakuje też możliwości określenia, czy po wybraniu książki powinna się ona zacząć automatycznie odtwarzać (zaczyna). Wbudowane statystyki pokazują wartości totalnie z sufitu, do niczego niepodobne. Pewnie dam ocenę 2/5 w Google Play, bo da się korzystać, ale wydaje mi się, że powinni albo popracować nad aplikacją, albo nie wymuszać korzystania z niej. W tej chwili toporna appka raczej zniechęca do korzystania z serwisu, a szkoda, bo same audiobooki dobrze zrobione - o ile mogę coś na tak niewielkiej próbce stwierdzić.

W przypadku abonamentu Play nieograniczone korzystanie z oferty kosztuje 20 zł/m-c. Gdyby było luźniej, tj. nie było wymogu posiadania abonamentu w Play i appka nie była tak toporna, rozważyłbym subskrybcję, mimo tego, że tak naprawdę to tylko wypożyczenia, nie kupno książek i mimo braku możliwości pobrania plików na własne urządzenia. Ponieważ jednak appka jest, jaka jest i nie mam abonamentu w Play, ograniczę się do tego typu promocji. Licząc, że pojawi się możliwość kupna w podobnej cenie bez dodatkowych warunków.

UPDATE Im dalej w las, tym więcej drzew. Sprawa pierwsza: poruszanie się bez bookmarków i skomplikowana procedura ładowania/kasowania poszczególnych rozdziałów działają znośnie, o ile jakiś piękny umysł nie wpadnie na to, by wszystkie rozdziały miały taką samą nazwę. Tak jest w przypadku Stanu Idealnego i zdecydowanie robi się nieużywalnie.

Sprawa druga: nie posiadanie książki u siebie potrafi kopnąć w zadek. Wczoraj chciałem wieczorem posłuchać w łóżku przed snem i... nic z tego. Nie wczytywało rozdziałów, nie było czego odtwarzać. Nie debugowałem, pewnie jakaś awaria po stronie Legimi, bo net działał. Rano załadowało jak gdyby nigdy nic. Audiobooki Schrödingera...

[1] Nie promocja tak naprawdę, tylko skłonienie do szybszego opróżnienia paczkomatu. Słuszna zachęta, bo miejsc zwykle brakuje.

[2] Nadal można odebrać, do końca roku, jeśli ktoś spełnił warunki promocji - wystarczyło zmieścić się w czasie.

26. finał WOŚP - mBank podwaja wartość darowizny

rozieblox

Zalogowałem się dziś do mBanku i zobaczyłem jedną z wiadomości, traktującą o WOŚP. W skrócie: mBank podwaja wpłatę na WOŚP, czyli dorzuca od siebie[1] tyle, ile wpłacimy (dotyczy tylko predefiniowanych kwot!). Oczywiście bank się zabezpiecza i nie dołożą w sumie więcej, niż milion złotych, ale nadal uważam, że jeśli ktoś ma konto w mBanku, to warto wpłacić w ten sposób.

Dodatkowo, wpłata przelewem jest o tyle lepsza, niż wrzucenie do puszki, że możemy sobie odliczyć tę darowiznę od podatku, czyli wspierać bardziej WOŚP, mniej państwo. W przypadku wrzucania do puszki będzie to znacznie trudniejsze, o ile w ogóle możliwe.

Dodatkowo, jest możliwość zamówienia okolicznościowej karty debetowej z limitowanej edycji. Nie skorzystałem, bo nadal nie mam karty w mBanku z powodu opłat, które wprowadzili, ale jeśli ktoś używa, to pewnie warto, bo nawet ładne:

Karta debetowa 26. finał WOŚP

Źródło: https://www.mbank.pl/lp/wosp/nie-klient.html

W linku powyżej nieco więcej, oraz link do regulaminu promocji. Jeśli komuś zależy na karcie, to warto się pewnie pospieszyć, choć i tak fizycznie pieniądze trafią do WOŚP dopiero na koniec lutego.

[1] To oczywiście nadal pieniądze klientów, ale już będące zyskiem banku, czyli nazywajmy je pieniędzmi banku.

18. urodziny Allegro - darmowa dostawa do paczkomatów

rozieblox

Allegro obchodzi osiemnaste urodziny, w związku z tym jednym z wydarzeń jest darmowa dostawa do paczkomatów. Szerzej jest to opisane na stronie InPostu, a tak w skrócie trzeba szukać oznaczonych aukcji, przy czym chyba wszystkie przedmioty o wartości ponad dziesięć złotych u sprzedawców oferujących dostawę za pośrednictwem Paczkomatów są objęte promocją.

Uważam, że promocja jest ciekawa bo końcu można kupić te wszystkie drobiazgi, przy których normalnie koszt dostawy przekreśla sens zakupu, a które trzeba dostarczyć paczkomatem[1]. Albo i tańsze, o ile sprzedawca ma jakieś inne interesujące nas przedmioty objęte promocją. W moim przypadku była to m. in. trzecia ręka do lutowania - w przypadku mniejszych elementów bardzo mi jej brakowało. Tak, trochę pokłosie ostatniego zainteresowania się elektroniką (czyt.: miganiem diodą), a trochę po prostu mi brakowało ręki przy zwykłym lutowaniu też. ;-)

Słowo wyjaśnienia, bo uważni czytelnicy pewnie pamiętają, że zlikwidowałem konto na Allegro, po tym, jak odmówiono mi możliwości resetu hasła. Owszem. Tyle, że nie spowodowało to zupełnego zaprzestania zakupów - pewne rzeczy najwygodniej kupić na Allegro, albo wręcz ciężko znaleźć alternatywę, zwł. dla używanych. A wysyłanie żonie za każdym razem linka, żeby coś mi kupiła było średnio wygodne.

Poza tym, wszystko się zmienia, Allegro też. Na przykład procedura została poprawiona, w tej chwili nie można dodać konta w sposób uniemożliwiający reset hasła.

Owszem, są Chiny, ale... Czas oczekiwania w przypadku Allegro i paczkomatu to zwykle 2-3 dni. W przypadku dostaw z Chin typowo są to jednak 3 tygodnie. O produktach spożywczych (kawa, yerba) można zapomnieć, o produktach w języku polskim też. Wszystkie większe/cięższe rzeczy mają już słono płatną przesyłkę. Jedyne co uparcie ściągam z Chin to większa elektronika w postaci klonów Raspberry Pi (czyt.: Orange Pi, Banana Pi). I wybór w tym przypadku lepszy, i ceny.

[1] Paczkomaty trochę siadły z jakością w stosunku do tego, co było na początku usługi, bo i krótszy czas na odbiór, i samowolne zmiany paczkomatu do którego jest dostarczana przesyłka, ale nadal jest to IMO jedna z najlepszych form dostawy. Z podobnych form lubię jeszcze różnej maści odbiory w punkcie. Co prawda nie są 24/7, ale nie jest to krytyczne. Ostatnio jeszcze kurier wieczorową porą wygląda bardzo ciekawie.

Poznański Budżet Obywatelski i CAPTCHA

rozieblox

Jak co roku można było głosować na Poznański Budżet Obywatelski. Wszedłem na stronę, zobaczyłem CAPTCHA i... zaniemówiłem. Implementacja, którą zobaczyłem była prostsza do połamania (czyt.: rozwiązania automatem) niż opisywana kiedyś CAPTCHA Agory. Polegała na podaniu wyniku dodawania dwóch liczb, podanych słownie, z zakresu 1-10. Dla ułatwienia tekst był podawany jawnie, jako tekst w HTML.

Jak już podniosłem szczękę z podłogi i przetarłem oczy, to dziesięć minut później miałem skrypt, który bezbłędnie podawał wynik. Zgłosiłem podatność, wraz z sugestią, żeby skorzystać z gotowców, a nie własnej, wadliwej implementacji CAPTCHA i szybko otrzymałem odpowiedź, którą można streścić... it's not a bug, it's a feature:

Obecnie funkcjonujący mechanizm CAPTCHY został wprowadzony nie tylko w oparciu o bezpieczeństwo, ale również przystępność użytkowania, co w przypadku tak różnorodnej grupy osób jak grupa głosujących w Poznańskim Budżecie Obywatelskim, jest szczególnie ważne.

[...]

Zaproponowane przez Pana rozwiązanie - skorzystanie z usług zewnętrznych takich jak Google - jest niemożliwe do wprowadzenia, ponieważ musimy opierać się na własnych, niezależnych od firm zewnętrznych rozwiązaniach, co zapewnia nam pełną możliwość ingerowania w przypadku wystąpienia ewentualnych błędów czy problemów z usługą.

Wyciąłem opis dodatkowych mechanizmów weryfikacji osób głosujących, które na szczęście są obecne, ale, biorąc pod uwagę stawkę, o którą toczy się gra (nawet 2 mln za projekt ogólnomiejski), liczę, że w przyszłym roku zabezpieczenia będą lepsze. Rozważyłbym wręcz wykorzystanie Profilu Zaufanego, tak po prostu. W tym roku wygenerowanie dodatkowych głosów było dość proste, choć sam automat do łamania CAPTCHA nie wystarczyłby.

Tak w ogóle nie zagłosowałem w tym roku - pamiętałem, żeby czekać do końca października i... przypomniałem sobie o głosowaniu 31.10. Skończyło się dzień wcześniej. Mówi się trudno.

UPDATE Niewielka aktualizacja w celu doprecyzowania w czym rzecz wynikająca z rozmowy. CAPTCHA, której rozwiązanie jest możliwe automatycznie to... nie CAPTCHA. Spokojnie można ją pominąć. Gdyby ktoś miał złe intencje i dostęp do bazy danych z danymi paru tysięcy mieszkańców Poznania, to stosunkowo łatwo, automatycznie mógłby w tym roku zmienić wyniki głosowania. Przy czym problem jest głębszy i CAPTCHA, nawet działająca, nie ratuje tu sytuacji - skala kilku tysięcy głosów jest do obsłużenia ręcznie, nawet przez pojedynczą osobę.

Profil Zaufany jest podobno mało popularny, nie mam zatem pomysłu jak sensownie zabezpieczyć tego typu głosowanie przez internet.

Update

rozieblox

Na blogu cisza i pozornie nie dzieje się nic. Pozory jednak mylą, choć łapię się na tym, że nie chce mi się pisać osobnych wpisów o drobiazgach. Jest w tym zasługa Blox, który działa... tak jak działa. Statystki pokazują dostępność 99,9% dla obu blogów i... nie jest to przypadek. 502 Bad Gateway lata często. Zgłaszałem i mi się znudziło. Nie jest na tyle źle, żebym się spakował z miejsca, ale drażni i zniechęca.

W zasadzie wszystkie ważniejsze systemy podniosłem do Stretch. Większych problemów nie było. Jedyne co, to po upgrade przestała działać planeta Joggera. Paczka wyleciała ze Stretch, wersja z Jessie nie chciała działać. Postawiłem kontener z unstable i... też nie działało. Skończyło się kontenerem z Jessie, wszystko póki co działa, ale pewnie przy końcu aktualizacji Jessie będzie trzeba coś z tym zrobić. Być może zmienię silnik.

Z racji nowych zabawek (Orange Pi Zero) i średniego wsparcia nowych wersji Debiana dla różnych SoC zacząłem się bawić builderem Armbiana. Fajna zabawka, pewnie pobawię się nieco więcej w najbliższym czasie. Marzy mi się budowanie obrazów dla Stretch, zmiana powinna być prosta, choć toolchainy i ilość miejsc gdzie coś może pójść nie tak trochę przeraża - nie znam rozwiązania.

Bardzo spodobał mi się ESP8622 i MicroPython. Będę się bawił, już kupiłem - leży i czeka. Pewnie będą jakieś wpisy z tych zabaw, chociaż tak naprawdę wszystko jest do znalezienia w sieci. Imponujące jest niskie zapotrzebowanie na prąd, zwł. w deep sleep. Chociaż przy używaniu WiFi podobno znacznie rośnie. Niemniej, ma to szansę być autonomiczne jeśli chodzi o zasilanie przy użyciu jedynie niewielkiego panelu solarnego, czego o SoC pokroju RPi nie da się powiedzieć. Ogólnie są świetne projekty oparte o solary, ceny rozwiązań bardzo spadły. Sensu ekonomicznego czy ekologicznego z tego co widziałem w wyliczeniach jeszcze nie ma (i to dla San Francisco) ale niezależność energetyczna (światło, komputer, smartfon, dogrzewanie kawalerki) z jednego panela w cenie $200 za kompletne rozwiązanie robi wrażenie.

Trochę czasu schodzi na ogarnianie przemeblowań w domu. Trochę koniec prowizorek - połączyłem biurka i mam teraz narożne, co przekłada się na dobrą miejscówkę do psucia różnych zabawek. Po pierwsze sporo miejsca, po drugie w końcu jest dostępny prąd. Jeszcze muszę dopracować, ale kierunek mi się podoba. ;-)

Niezgoda na brak zgody

rozieblox

Ostatnio w okolicach ruchów pro- i antyszczepionkowych na Facebooku głośno o sprawie rodziców z Białogardu. Dla nieznających krótkie przypomnienie: przyjechali do szpitala rodzić; nie wyrazili zgodę na żadne czynności medyczne w tym podgrzewanie, szczepienie itp. Lekarz zareagował podaniem sprawy do sądu, który w trybie przyspieszonym, już po paru godzinach ograniczył prawa rodzicielskie w zakresie opieki zdrowotnej nad dzieckiem i lekarze mogli dokonać procedur. Rodzice zareagowali "kradzieżą" (zabraniem) dziecka ze szpitala i są poszukiwani.

Przyznaję, że kupy mi się to nie trzyma. I zupełnie nie będę tu dyskutował nt. "jak to jest w innych krajach" ani "czy szczepić". Sensu nie trzyma mi się to z innego powodu: jeśli się o coś kogoś pyta lub pozwala mu się nie wyrazić na coś zgody, to należy tę decyzję uszanować. Reakcja rodziców nie dziwi mnie w żaden sposób. I w sumie nie bardzo widzę podstawy do poszukiwania, nawet przy ograniczonym prawie do opieki zdrowotnej (co też uważam za bzdurę). Dziecko jest zdrowe, więc opieki medycznej nie wymaga.

Absurdalna jest też sytuacja, że czekano parę godzin na wyrok sądu, zapewne naruszając przy okazji prawo do obrony (sorry, ale nie widzę jakoś matki parę godzin po porodzie na sali). Ogrzewać dziecko można na kilka sposobów, skoro wytrzymało kilka godzin, to nie było bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia. A rodzice będą się opiekowali dzieckiem przez resztę życia. I nie przypuszczam, by chcieli dla dziecka źle.

Z pewnością utracono możliwość jakiejkolwiek kontroli zdrowia dziecka w szpitalu, niepotrzebnie stresowano rodziców i naraża się dziecko w tej chwili (skoro się ukrywają, to zapewne się przemieszczają, a to korzystne dla tak małego dziecka nie jest), a postawa siły gwarantuje, że druga strona pozostanie trwale nieprzekonana.

Zastanawiam się, gdzie rodzice zdecydują się rodzić kolejne dzieci. Przypuszczam, że nie w szpitalu, który, nawiasem, zdaniem niektórych jest średnio przyjazny w standardowych okolicznościach - to jednak obce środowisko. Chociaż oczywiście posiada odpowiednie wyposażenie na okoliczność komplikacji.

W każdym razie prezentowane podejście, zamiast łagodnego przekonywania i dialogu powoduje IMO tylko pogłębienie niechęci do służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości i szczepień.

UPDATE: Po namyśle doszły dwie sprawy:
Jakie są konsekwencje dla matek palących czy pijących w ciąży i co jest bardziej szkodliwe dla dziecka, picie i palenie, czy brak zabiegów higienicznych? O niezdrowym odżywianiu nie wspominam.
Jak można mówić o prawie kobiet do przerywania ciąży, skoro zabrania im się decydowania nawet o sposobie opieki nad dzieckiem?

ENEA i papierowe druki przelewu

rozieblox

Mój dostawca energii, ENEA, przysyła mi co pewien czas pocztą rachunek. Składa się on z trzech kartek A4. Na pierwszej jest zestawienie zużycia energii, na drugiej faktura, na trzeciej druk przelewu, taki do opłacenia na poczcie. Dotychczas nie zwracałem na to specjalnej uwagi, ale ostatnio się zastanowiłem, że dla tej ostatniej kartki mam jedno zastosowanie: niezadrukowana połowa (A5) służy mi do szybkich podręcznych notatek, a drugą część wyrzucam, bo przelewu za prąd inaczej niż elektronicznie nie zdarzyło mi się płacić.

Ponieważ i tak mam notesy, stwierdziłem, że zapytam się czy i jak można zrezygnować ze zbędnego mi druku przelewu, czyli bezsensownego generowania śmieci. Napisałem maila i szybko dostałem odpowiedź: nie da się, przynajmniej nie w tej formie, w której chcę. Można albo przejść na faktury elektroniczne, albo dostawać komplet.

Trochę dziwi mnie brak parcia na faktury elektroniczne. Wydaje mi się, że nie było na ten temat nawet żadnej informacji w przesyłanych materiałach, o zachęcie finansowej nie wspomnę. Za to wymagane jest założenie konta w eBOK (w siedmiu prostych krokach) i złożenie wniosku o fakturę elektroniczną (w czterech prostych krokach). W zamian stracę możliwość opłacania faktur i kontrolowania rachunków przez dowolną osobę z gospodarstwa domowego, bo zapewne adres mailowy do wysyłki faktury można podać tylko jeden...

Całkowite zaćmienie Słońca

rozieblox

Dzisiaj będzie rzadka okazja na obejrzenie pełnego zaćmienia Słońca. Co prawda niestety nie w Polsce, bo widoczne będzie ono w USA, ale dzięki odrobinie techniki możemy obejrzeć to zjawisko astronomiczne za pośrednictwem transmisji online. Czyli na żywo, ale zdalnie.

Tu strona NASA poświęcona zaćmieniu wraz z licznikiem czasu pozostałego do zaćmienia, a samą transmisję z pełnego zaćmienia Słońca będzie można zobaczyć na tej stronie. Gdyby ktoś miał ochotę obejrzeć, to powinien zarezerwować sobie trochę czasu około godziny 18:00.

Zasilaczowe perypetie cz. 1 - zasilacz do laptopa Dell

rozieblox

Na urlopie któregoś wieczora włączyłem laptopa (Dell Vostro 1440), a ten powitał mnie przy starcie komunikatem, że nie rozpoznał zasilacza. Dałem kontynuuj i myślałem, że na tym się skończy, ale szybko stwierdziłem, że to za mało. Laptop działał, ale bateria się nie ładowała. Dodatkowo, procesor działał z najniższym możliwym taktowaniem, czyli odpowiednik trybu powersave. Niezbyt komfortowe, delikatnie mówiąc. Sprzęt ma swoje lata (dokładnie pięć) i choć nie był zbyt intensywnie używany, to na urlopie po prostu wrzucałem zasilacz do plecaka, więc stwierdziłem, że może gdzieś się kabel złamał.

Próbowałem poruszać kablem w co bardziej newralgicznych miejscach, ale bez rezultatu. Ponieważ wiedziałem, że zasilacz jest sprawny, postanowiłem poczytać o wewnętrznej żyle, służącej do sygnalizacji. Z innych zabaw z zasilaczami do laptopów wiedziałem, że jest tam obecne napięcie. Liczyłem, że to tylko prosty dodatek i jest zmostkowane z plusem. Postanowiłem zapytać znajomych, czy tak jest faktycznie. Gdyby tak było, to plan był następujący - wziąć wtyczkę i gniazdo i zrobić przedłużacz, który jednocześnie będzie mostkował plus z tą wewnętrzną żyłą.

Niestety, szybkie rozpytanie i rzut oka w wyszukiwarkę ujawniły, że jest to nieco bardziej skomplikowane: wewnętrzna żyła służy do komunikacji 1-wire zasilacza z laptopem. Natomiast sama usterka faktycznie jest popularna. Na tyle, że można kupić gotowe kable do przylutowania w zasilaczu. Tyle, że wspomniana przejściówka byłaby wielokrotnego użytku i prostsza w montażu...

Postanowiłem zmodyfikować podejście i zobaczyć, czy da się tani zrobić oszusta, czyli przedłużacz jak wyżej, ale udający zasilacz. Czyli trzeba by doczytać o komunikacji 1-wire na linii zasilacz-laptop i układach, które ją realizują. Już rozmyślałem, kto ze znajomych ma oscyloskop, ale sprawa okazała się o wiele prostsza. Ktoś już sprawdził komunikację, opisał format, a nawet zamieścił kod źródłowy i schematy. Tutaj znajdziecie cykl bardzo interesujących wpisów nt. komunikacji laptopów Dell z zasilaczami (oczywiście po angielsku) oraz repo GitHub. Jak widać autor również wpadł na pomysł przejściówki, tyle, że motywowany nieco inną potrzebą.

A jak się sprawa zakończyła u mnie? Nie zależy mi na debugu i zabawie, więc powyższe rozwiązanie nie bardzo ma sens ekonomiczny. Stosowne chipy do komunikacji 1-wire co prawda nie są drogie, bo - jeśli dobrze pamiętam - wychodziło ok. 2 zł za sztukę, ale w paczkach po 5-10 sztuk i przy sprowadzaniu z Chin. Dodatkowo trzeba jeszcze je zaprogramować, programator jest dość drogi, a nikt posiadający takie urządzenie nie przychodził mi do głowy.

Ponieważ korzystanie z laptopa na najniższym taktowaniu było zauważalnie męczące, nie bylem pewny, czy uda mi się otworzyć zasilacz w taki sposób, że złożę go z powrotem, a także nie miałem pewności, czy faktycznie chodzi o kabel, czy też może o uszkodzony układ do komunikacji, szybko kupiłem zastępczy zasilacz oraz... dwa kable. Planuję spróbować zreanimować stary zasilacz przez wymianę kabla - przy odrobinie szczęścia na parę lat starczy, a przejściówka... może innym razem. Kable dwa, bo od sprzedawcy zasilacza, więc wysyłka gratis, a kosztowały niecałe 5 zł za sztukę.

Przy okazji: otworzyć zasilacz do laptopa można wkładając nóż w szczelinę i delikatnie pukając w niego młotkiem. Sposób jest niestety inwazyjny, bo są one klejone - po naprawie trzeba albo skleić klejem (wersja trwała/ładna), albo złożyć i brzydko skleić taśmą z wierzchu.

Dokładność zegarków kwarcowych

rozieblox

Jakiś czas temu w komentarzach pod wpisem u Boniego zeszło na dokładność zegarków kwarcowych. Było o tym, że są znacznie dokładniejsze od mechanicznych. Poszperałem w sieci i znalazłem informacje[1], że chronometry (certyfikowane) mechaniczne, to dokładność -4/+6 sekund dziennie, natomiast kwarc (dowolny) to -15/+20 sekund miesięcznie.

Ilość rowerów Nextbike na stacjach - reaktywacja

rozieblox

Dawno temu pisałem o monitoringu rowerów Nextbike na stacjach. Moja strona podająca aktualną ilość rowerów miejskich na stacjach Nextbike działała do kwietnia tego roku, po czym przestała odświeżać dane. Jest to o tyle niefajne dla mnie, że appka androidowa Nextbike i jej wyszukiwanie rowerów to jakaś kpina i zdecydowanie łatwiej i szybciej znajdowałem potrzebne dane u siebie. Albo po prostu I don't like the bugs but the bugs like me, czyli znowu mam pecha i u mnie nie działa. W ogóle o appkach na Androida, zwłaszcza polskich wypadałoby już popełnić osobny wpis...

Poczyniłem szybki debug i okazało się, że Nextbike zapytany o konkretne miasto zwraca od niedawna błędny XML, zawierający zawsze także dane dla Indii. Zgłosiłem błąd mailem, co wiązało się z zabawną sytuacją, bo po pierwsze zostałem przez centralę wzięty za pracownika (chyba raczej stażystę) firmy Nextbike i odesłany do innego pracownika, który może założyć ticket w systemie. Padło też pytanie, a skądże to ja mam namiar na ten URL (przypominam, mający official w nazwie). No cóż, URL lata w wielu miejscach w sieci...

W każdym razie błąd został zgłoszony, a dane się nie pokazywały. Próbowałem na szybko zreanimować skrypt w Perlu, ale albo zmian było więcej, albo nie do końca umiem korzystać z tej biblioteki. W każdym razie poległem, a na dłuższe grzebanie w Perlu nie miałem ochoty. Przy okazji niegdyś poukładany kod wydał mi się już nie taki fajny i w sumie można by go przepisać...

Wczoraj zrobiłem przymiarkę do napisania tego w Pythonie. Okazało się, że bez problemu jestem w stanie parsować XML. Przy okazji zrezygnowałem z pobierania danych dla każdego miasta oddzielnie - miast jest na tyle dużo, że szybciej jest pobrać plik XML raz. Skoro zapowiadało się tak fajnie, to od razu postanowiłem przerzucić konfigurację z hasha w programie do pliku YAML. A skoro szło tak fajnie, to zmieniłem "template", zaszyty w printach w skrypcie, na Jinja2, przy okazji mając pierwszy praktyczny kontakt z tym rozwiązaniem, bo wcześniej "korzystałem" z niego tylko w template'ach dla bloga opartego o Pelican. Bardzo fajne, rozbudowane bardziej, niż przypuszczałem i jednak rządzące się swoimi prawami. W każdym razie mniej oczywiste niż mi się wydawało do tej pory.

Skoro szło tak dobrze, to dorzuciłem pięć kolejnych miast (Pszczyna, Zgierz, Kędzierzyn-Koźle, Kołobrzeg i Tychy), bo tyle pojawiło się od kwietnia. Oczywiście już nie do skryptu, tylko do prostego w utrzymaniu pliku z konfiguracją. :-) Całość zapakowana w virtualenv oczywiście, dla przenośności.

Ze skryptu nie jestem w 100% zadowolony - pewnie można go jeszcze uprościć, ale... może kiedy indziej, tym bardziej, że mógłbym jeszcze uzupełnić dane o geolokalizacji i pewnie gdzieniegdzie zostało błędne kodowanie znaków. Póki co, strona z ilością rowerów znowu działa. Ciekawostka - wszystkie pliki (skrypt, konfig, dane o wymaganych modułach) mają tyle samo linii co oryginalny Perl (TBH żadne nie było specjalnie sprzątane czy optymalizowane pod kątem wielkości), a jest o niebo czytelniej i prościej.

Internet bez kabla

rozieblox

Raspberry Pi radzi sobie w połączeniu z modemem Huawei 3131 (stara wersja) zaskakująco dobrze jako router do Aero2 (wariant płatny). Przesiadka z Banana Pi nie była całkiem bezproblemowa - internet w domu co prawda działał, ale straciłem zdalny dostęp przy pomocy autossh. Diagnostyka była prosta - okazało się, że nie wystarczy skopiować skrypty i crony, warto jeszcze sprawdzić, czy autossh jest w ogóle zainstalowane...

Prawdopodobnie przez brak nawiązanego połączenia SSH zmienia się IP i przesyłanych (a w zasadzie zliczanych) jest więcej danych podczas okresowego (co 5 minut) wywoływania wget w ramach namiastki dyndns. Znaczy zamiast jednego pakietu 3GB po 5 zł sztuka miesięcznie schodzą dwa. Można kupić więcej od razu, więc żaden problem, zresztą i tak raczej się zdziwiłem, że na początku mieścili się w jednym.

Internet z GSM działa przyzwoicie. Nie zauważyłem ani specjalnych lagów, ani spowolnienia. Co prawda może to być kwestia porównywania ze starym pakietem, ale póki co skłaniam się ku teorii, że jestem w stanie przesiąść się w domu całkowicie na internet bezprzewodowy, po GSM. Przynajmniej technologicznie, bo ceny wyższych pakietów jeszcze nie zachwycają. Poza tym, LTE działa podobno jeszcze lepiej...

Pozostało dołożenie drugiego modemu z internetem od innego operatora, uruchomienie abcc do wybierania aktualnie lepszego (i działającego) łącza i... tyle. No, muszę przerobić jeszcze wywoływanie autossh, bo zrobiłem proste @reboot w cronie, co słabo się sprawdza w przypadku zerwania sesji - raz się jednak pakiet Aero2 skończył i trzeba było doładować, a jak się nie zrobi tego od razu, to się zapomina.

Oczywiście można kombinować jeszcze z wyniesieniem modemów GSM w lepsze miejsce, podpięciem anten itp. ale... po co komplikować, skoro działa? Z drugiej strony byłby pretekst do zabawy z antenami i potestowania wpływu siły sygnału GSM na prędkość działania internetu.

Rockbox 3.14

rozieblox

Nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę jeszcze coś w tym temacie, bo projekt Rockbox wyglądał na martwy, ale wczoraj dowiedziałem się, że blisko miesiąc temu, po ponad czterech latach od ostatniego wydania, ukazała się kolejna stabilna wersja alternatywnego oprogramowania dla odtwarzaczy mp3. Pełna lista zmian w Rockbox 3.14 dostępna jest tutaj, z ciekawszych IMO rzeczy: poprawki wydajności systemu plików i bazy danych, dostępna gra 2048 jako plugin oraz niemal podwojona(!) długość pracy na baterii dla AMS v2 devices (Sansa Clip v2, Clip+, Clip Zip, and Fuze v2).

Już zaktualizowałem urządzenia. :-)

Guetzli - lepsza kompresja JPEG

rozieblox

Przedwczoraj Google ogłosiło na blogu nowe narzędzie do kompresji JPEG o nazwie Guetzli, wydawane na wolnej licencji (Apache License). Ma dawać lepsze optycznie rezultaty przy mniejszym rozmiarze wynikowym (mowa nawet o 35% mniejszych plikach). Cena? Oczywiście czas kompresji.

Postanowiłem przetestować na szybko, co mogło by się zmienić, gdybym wykorzystał grafiki skompresowane przy pomocy Guetzli na blogu. W tym celu sięgnąłem po obrazki z backupu bloga i uruchomiłem program (domyślne opcje kompilacji, domyślne ustawienia jakości, czyli 90%) na moim laptopie (CPU: Intel(R) Core(TM) i3 CPU M 380 @ 2.53GHz). Zdziwiło mnie to, że aż przy 12 plikach nie udało się ukończyć działania - program zgłosił błąd:

Invalid input JPEG file
Guetzli processing failed

Udało się przetworzyć 66 plików, całość trwała prawie 17 minut (sic!). Czyli jest bardzo wolno. Kompresor wykorzystywał tylko jeden rdzeń CPU. Efekty są obiecujące, zarówno wizualne, jaki i objętościowe. Mimo, że algorytm jest zaprojektowany z myślą o działaniu na możliwie nieprzetworzonych obrazach wejściowych, a te na blogu raczej są już zoptymalizowane, to łączny rozmiar udało się zmniejszyć o 14% (z ok. 3,3 MB do ok. 2,8 MB).

Jeśli wezmą się za wykorzystanie i optymalizację duże firmy, a jest na to szansa po uwolnieniu programu, może to oznaczać mniej przesyłanych danych po sieci, czyli szybsze ładowanie się stron, widoczne zwłaszcza na komórkach. Chwilowo główną barierą jest czas działania, który wygląda na zależny bezpośrednio od wielkości pliku wejściowego.

Zrobiłem jeszcze jeden test - plik JPG bezpośrednio z aparatu, rozmiar 2560x1440, rozmiar wejściowy 1,2 MB. Po kompresji (trwającej kilka minut) brak zauważalnych zmian jakości, natomiast rozmiar zmniejszony aż o 50% (614 kB).

© Pomiędzy bitami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci