Menu

Pomiędzy bitami

Techno, porno i duszno. Blog niezupełnie technologiczny.

Metatematyka

Dlaczego wyłączyłem reklamy AdSense?

rozieblox

Z niewiadomych dla mnie powodów sporą popularność zyskał ten artykuł nt. wyłączenia reklam AdSense. Sprawdziłem fakty i niemal dwa lata temu pisałem o odchudzaniu bloga, w tym o wyłączeniu reklam Google. Przeczytałem jeszcze raz, skonfrontowałem z ww. artykułem i stwierdziłem, że warto dodać parę słów.

We wpisie poruszyłem tylko jeden aspekt - niskie zarobki (tak niskie, że trudno tu mówić o zarobkach - tu polecam artykuł, bo ja zupełnie niekomercyjnie i amatorsko podchodziłem do tematu), ale powodów było tak naprawdę więcej i uważam Google AdSense za bardzo słaby produkt. Po pierwsze, notoryczne problemy z pojawianiem się reklam w językach innych, niż polski i ew. angielski. Jeśli nawet nie robią detekcji języka, to deklaracja języka jest jasna czy to w samym HTML, czy w Google webmaster tools. O ile "międzynarodowy" angielski jeszcze bym od czasu do czasu zrozumiał, to notorycznie pojawiały się języki takie jak niemiecki, turecki czy jakieś skandynawskie. Nie pomagało ani blokowanie reklam, ani dostawców. Czyli z mojego widzenia wyświetlane były śmieci.

Druga sprawa, to niedostosowane tematycznie reklamy połączone z brakiem jakiegokolwiek uczenia się, których kategorii nie chcę widzieć na blogu. Oczywiście można wybrać kategorie wrażliwe, ale nawet przy wyłączeniu wszystkich notorycznie pojawiały się na blogu preparaty na łysienie itp. paramedyczne atrakcje. Jawnie zablokować tego nie sposób, przy blokowaniu pojedynczych żadna korelacja nie jest stosowana. Czyli znowu śmieci.

Kolejna sprawa to reklamy wprowadzające w błąd. Przede wszystkim chodzi o reklamy krzyczące na urządzeniach mobilnych o tym, że na urządzeniu są wirusy. Raczej nie widziałem tego u siebie, ale widać to zwykle na urządzeniach mobilnych, a tak raczej nie zdarzało mi się oglądać bloga, natomiast temat znam zarówno z innych stron, jak i aplikacji ze sklepu Play. Zupełnie nie wiem, czemu nie jest to blokowane na wejściu globalnie. Żeby było weselej, chyba korzystał z tego któryś bardziej znany producent antywirusa. Albo po prostu domena była podobna... Problem jest taki, że ktoś to w końcu kliknie (mi się zdarzyło) i zainstaluje jakiś syf na telefonie. Czy to świadomie, czy nieświadomie...

Z punktu widzenia Google, na krótką metę, nie ma znaczenia, czy reklamy wyświetlają z sensem, czy bez sensu. Bardziej opłaca im się wyświetlić reklamę zupełnie niedopasowaną, niż nic nie wyświetlić. Jeśli nikt nie kliknie, to nie płacą, jeśli ktoś kliknie, nawet przez pomyłkę to zarabiają. A że Internet wygląda coraz bardziej jak zawalone bez ładu i składu reklamami polskie miasta? Nie ich problem...

Planeta Joggera - About

rozieblox

Powstała strona about dla planety Joggera. Normalnie bym nie pisał o tym, ale prośba do linkujących do planety o... zmianę linkowania i kierowanie bezpośrednio na stronę O planecie.

Powód jest prosty - indeksowanie w wyszukiwarkach. Było poruszone w komentarzach, że ludzie szukający zamkniętego Joggera w wyszukiwarce nie mają szansy trafić na planetę i... faktycznie nie mają, bo indeksowanie treści na planecie jest wyłączone, żeby nie podbierać treści właściwym blogom. A na stronie Jogger.pl nie ma żadnej wzmianki o planecie (i nie mam na to żadnego wpływu).

Żeby wilk był syty i owca cała, strona about deklaruje, że chce być indeksowana, archiwizowana i w ogóle. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie ona - i tylko ona - widoczna w wyszukiwarkach. Zatem linkujemy bezpośrednio do niej.

Oczywiście aktualna wersja to raczej zalążek. Jeśli ktoś czuje się na siłach, pomoc w skleceniu sensowniejszego about mile widziana.

Komunikacyjne podobieństwa

rozieblox

Czasem patrzę na różne rzeczy i stwierdzam, że wszystko to jest do siebie bardzo podobne. Półtora roku temu napisałem:

Blog to zbiór stron z atrybutami author, date, title, body, comments (comment author, comment date). Pewnie jeszcze tags.

No dobrze, zapomniałem jeszcze o category. Przypomniało mi się to w związku z pytaniem, które dostałem na maila, a które dotyczyło eksportu zawartości bloga na Wordpressa i wynikającym z tym grzebaniem w skryptach różnych, starych i nowych.

Tyle, że jakby się dobrze zastanowić, to ta struktura jest powszechna w komunikacji. Weźmy takiego Facebooka - mamy wpisy, są tagi, jest treść, autor i data. Jedyne czego nie ma, to tytuł. Pod wpisami oczywiście są komentarze. Czyli w zasadzie blog.

Facebook oczywiście nie jest wyjątkiem, podobnie jest na Twitterze czy G+. A jakby się zastanowić głębiej, to początki sięgają pewnie NNTP lub emaili. Tam również były w postach data, autor i tytuł. Na komentarze trzeba by tam spojrzeć inaczej: każdy post mógł być komentarzem - decydowało o tym umiejscowienie w hierarchii. W pewien sposób rozwiązanie lepsze i bardziej elastyczne, niż to z blogów - tu protezą jest trackback lub linkowanie. Za to nie było tagów, które zapewniają komunikację/połączenia poziome pomiędzy wpisami.

Nie wiem czy pisałem już kiedyś o tym, ale zastanawiam się, na ile realne i sensowne byłoby użycie serwerów NNTP do komunikacji rozproszonej, niezależnej, powiedzmy "obywatelskiej". Coś jak Diaspora. Oczywiście z jakimś sensownym frontendem do czytania. I pewnie z tagami i kategoriami, które łatwo można by było uzyskać przy pomocy wprowadzenia dodatkowych nagłówków, np. X-Category oraz X-Tags. Po co? Cóż, wydaje mi się, że istnieje gotowy, dojrzały soft, sprawdzony w działaniu w sporej skali. Pytanie, czy soft ten przypadkiem nie jest już przestarzały. Ale mam wrażenie, że sporo pary projektów typu Diaspora idzie w pisanie istniejących rzeczy, zamiast w układanie flow i dopasowywanie istniejących narzędzi. Rozumiem, że tworzenie jest fajne, ale jeśli ma być to wymyślanie koła od nowa, to IMHO przestaje mieć sens.

I jeszcze jedna sprawa, pasująca do układanki. Jakiś czas temu został zamknięty serwis Delicious, grupujący linki. Znalazłem backup i co? Jest to link, pełniący rolę treści, jego tytuł, są tagi i data. W związku z tym bliski jestem eksportu starych linków do minibloga i napisania prostego skryptu do dodawania nowych wpisów. Oczywiście pelican jako silnik, a skrypt w Pythonie.

Żegnaj Twitterfeed, witaj dlvr.it!

rozieblox

Serwis Twitterfeed.com (nie linkuję, bo pewnie zaraz dead link będzie) ogłosił, że z końcem bieżącego roku kończy działalność. Zamknięcie wzorowe - jest dużo wcześniej, jest komunikacja mailowa i informacja na stronie. W mailu są wskazane alternatywy (buffer.com i dlvr.it).

Rzuciłem okiem na strony polecanych serwisów i stwierdziłem, że przenoszę się na ten drugi serwis. Strona wyglądała zachęcająco - wszystko przejrzyste, logicznie poukładane i dobrze opisane, więc się zarejestrowałem.

Pierwszy zgrzyt - wystarczy podać maila i hasło, by założyć konto w serwisie. Żadnego potwierdzania rejestracji mailem, klikania w URL. Z jednej strony fajnie, bo szybciej i łatwiej - klik, klik i już możemy dodawać feed. Z drugiej nawet hasła nie trzeba podawać dwa razy - ciekawe ile drugich logowań zaczyna się od przypomnienia hasła.

Drugi zgrzyt - podanie URLa do feedu, rozpoznanie i... wykryty tytuł to Pomiędzy bitami Hell, yeah, XXI w. Na szczęście tytuł można edytować (co nie jest standardem). Zobaczymy co będzie z treścią... Oczywiście to poniekąd wina Blox, który nadal nie korzysta z UTF-8, ale charset jest poprawnie zadeklarowany...

Trzeci zgrzyt - skracanie URLi nie jest już tak fajne jak kiedyś. IIRC Twitterfeed.com pozwalał na dodanie bit.ly tak po prostu. w dlvr.it nie ma tak dobrze. Bit.ly można dodać, ale tylko po zalogowaniu, a nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek zakładał tam konto. Ani rejestrować się tam nie chcę. Więc chwilowo wszystkie jajka blogowo-twitterowe lądują w jednym koszyku z napisem dlvr.it. Dobrze, że nie potrzebuję tego jakoś poważniej...

W każdym razie pora na test. Ten wpis powinien pojawić się na Twitterze dwa razy - po staremu i po nowemu. I zobaczmy jak to wygląda w praktyce...

Drobne zmiany na planecie

rozieblox

Tak jest zawsze. Wszystko może działać od wieków stabilnie, ale jeśli tylko zrobię restart maszynki, mając mało czasu, to wychodzą kwiatki. Tak było i wczoraj z routerem (o tym kiedyś...), tak było i dziś z planetą Joggera. Restart dedyka przed wyjściem do pracy (o dziwo wstał bez problemu), bo już trochę długo działał i kernel stary, a ciągle zapominałem, odpalam stronę w tramwaju w drodze do pracy i... już gdzieś to widziałem.

Okazało się, że skrypt zaciągnął stare wpisy z jednego z feedów[1]. Początkowo podejrzewałem czyszczenie cache planety, który leżał w /tmp albo cache lighttpd (w ramach motywacji: wkrótce przejście na nginx), ale szybko wykluczyłem tę drugą możliwość. Cache planety był w /tmp i z tym nic nie zrobię, bo /tmp jest czyszczony przy restarcie, więc pomyślałem, że trudno i wkrótce się wyrówna.

Ale po powrocie do domu siadłem jednak do debugu. Na oko dziwna struktura feedu, który lądował na początku, ale validatory mówią, że tak może być i generalnie feed poprawny. Jedyne co się rzuca w oczy to lastBuildDate równe z datą pobrania pliku. Nie wiem, czy błąd, czy home made SEO, w każdym razie w połączeniu z brakiem informacji o dacie publikacji poszczególnych postów skutecznie chwilowo popsuło planetę[2].

W ramach mitygacji (nie kalkując z angielskiego: łagodzenia) zrobiłem dwie rzeczy. Po pierwsze, liczba postów na planecie z danego feedu jest ograniczona do trzech. Po drugie (i tego w repo nie będzie), cache wylądował poza /tmp. Czy się sprawdzi? Pożyjemy, zobaczymy. Gdyby ktoś zauważył jakieś problemy z ilością wpisów z feedu - proszę o kontakt.

[1] Dokładnie http://karbownicki.com/rss.xml

[2] Jeśli to możliwe, proszę o poprawienie tej daty.

BlogDay 2016

rozieblox

W tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, pięć blogów, które polecam. Co ciekawe, sporo z nich to "nabytki" mojego czytnika RSS z ostatniego roku.

W ramach bonusu, podrzucę też czytelnikom linka do agregatora blogów, jakim jest Planeta Joggera, zrzeszająca blogi, których autorzy zaczynali na Jogger.pl. Więcej o genezie planety w tym wpisie. Pierwotnie w polecanych miały się znaleźć właśnie blogi z planety, ale tych spoza niej zebrało się na tyle dużo, że wolę w ten sposób.

Planeta Joggera

rozieblox

Jak było wspominane, Jogger się zamyka. Padł pomysł, żeby nie rozleźć się całkiem i jakoś zachować kontakt, tym bardziej, że część ludzi się przeniosła i nadal pisze. Poza tym, ma to być taki trochę pomniczek, czy też - dla wierzących/kultywujących - ołtarzyk.

Ponieważ jakieś tam doświadczenie z tworzeniem tzw. planet miałem, a niespecjalnie coś się, mimo zapowiedzi, działo ze strony oficjalnej i w ogóle pojawiły się głosy wątpiące, że coś się ruszy, to stwierdziłem, że zrobię planetę. W końcu to moment, bo gotowce gdzieś mam, wystarczy zebrać URLe. Z założenia miało być open source (GitHub coraz bardziej mi się podoba, wielowymiarowo, w końcu jakiś social network z sensem...), czyli jak się właścicielom spodoba, to skorzystają, więc powstało stosowne repozytorium na GH. A tymczasem może wisieć u mnie - serwer mam tak czy inaczej, zasobów wiele to nie potrzebuje.

Odgrzebałem stare skrypty i konfigi dotyczące planety. Zakląłem. Potem zainstalowałem planet venus i zakląłem wiele razy... Jakąś wersję udało się ostatecznie sklecić. IMO wygląda to nawet znośnie i estetycznie i robi swoją robotę, ale niesmak dot. planet venus pozostaje. Skrypt, który niby ma umieć skracać artykuły średnio chce działać, przynajmniej dla treści strony, przynajmniej z takim formatem template, jaki jest używany. A specjalnie grzebać przy frontendzie nie chce, jednak, szczególnie, że miałoby to być tak samo, ale inaczej. Chociaż troszkę pogrzebałem i mój skill dot. CSS gwałtownie wzrósł.

Mniejsza jednak nawet o ten skrypt. Ogólnie HTTPS zwykle działa, ale dla niektórych kanałów RSS... nie działa. Zresztą, jest jeden URL, z którym jest zawsze problem, czy to po HTTP, czy po HTTPS. A nic wymyślnego - WordPress. Jeden z wielu. Jeśli myślicie, że chce mi się debugować pythonowy kod, który ostanie commity na GH ma parę lat temu, to źle myślicie. Ogólnie być może warto zmienić silnik, ale ten po pierwsze już jest, po drugie jakoś działa, więc może kiedyś (czytaj: pewnie nie). Gdyby ktoś rozważał stawianie planety i nie miał doświadczenia z żadnym silnikiem, ani gotowców, to sugeruję raczej nie tracić czasu na testowanie planet venus, tylko przejść do innych rozwiązań. Chociaż planeta Debiana jest właśnie na tym oparta i jakoś działa...

Tak czy owak, bunkrów nie ma, ale i tak jest zajebiście i jestem zadowolony z efektu, który można zobaczyć tutaj. Można pomóc! Jest parę issues otwartych na GH, wiem, że może tego bloga czytać parę osób, które niekoniecznie zaglądają na Joggera, ale które miały tam blogi, albo chociaż czytały, więc drobny apel tutaj: przejrzyjcie czytniki RSS i jeśli znacie jakichś bloggerów, którzy zaczynali na Joggerze, a teraz piszą gdzie indziej, to dajcie im znać i zapraszam do dołączenia ich blogów do planety (pull request pls!). Planeta jest zrobiona maksymalnie tak, by nie kraść treści (noarchive, noindex), więc raczej nikt nie powinien mieć nic przeciwko obecności na planecie, ale zapytać wypada.

Blog roku 2015

rozieblox

Logo Blog Roku 2015

Trochę za sprawą zamknięcia Joggera i uświadomienia sobie, że bloguję ponad 10 lat, bardziej za sprawą zachęty ze strony Blox, postanowiłem zgłosić tego bloga do konkursu Blog Roku 2015. Bez złudzeń[1]. ;-) Ale zawsze jest to szansa na dotarcie do paru nowych czytelników, a "kosztuje" tyle, co wypełnienie zgłoszenia, więc niech będzie.

Fun fact: grafika promująca z oficjalnej strony (602x452 px, PNG) waży 389 kB. Zmiana formatu na JPG (85%) powoduje spadek rozmiaru do 94 kB. Blogerzy, dbajmy o mobilki!

[1] Znaczy jak ktoś wyśle SMS, to bardzo mi miło, choć osobiście uważam, że są lepsze sposoby spożytkowania tych pieniędzy. Choćby WOŚP. Doczytałem, że środki uzyskane przez organizatora z głosowania SMS zostaną przekazane Fundacji Dziecięca Fantazja, więc głosując robicie dwa dobre uczynki w jednym. ;-)

Chcesz zagłosować? Wyślij SMS o treści E11332 na numer 7124. Koszt SMS 1,23 zł (z VAT).

UPDATE Głosowanie zakończone, wynik nienajgorszy: etap SMS 1 głos.

Zamknięcie serwisu jogger.pl

rozieblox

Wczoraj przeczytałem ogłoszenie o planowanym zamknięciu serwisu jogger.pl. Mimo wszystko smutno, bo było to miejsce, gdzie znalazłem wiele ciekawych blogów (czyt.: ludzi), a przede wszystkim miejsce, gdzie zacząłem przygodę z blogowaniem. Więc trochę wspomnień jest. Nawet myślałem o tym niedawno, bo nie dalej jak parę dni temu wpisałem w CV w zdolnościach komunikacyjnych ponad dziesięć lat pisania blogów... No i cała otoczka sieciowa, od składni HTML przez Markdown i jakiekolwiek pojęcie o standardach dotyczących stron WWW, zawdzięczam Joggerowi.

Tak czy inaczej, wiadomo było, że ten moment nastąpi. Żaden serwis nie może stać w miejscu - albo się rozwija, albo - prędzej czy później - umiera. Widać było, że czasu i chęci na rozwój i utrzymanie brakuje coraz bardziej, a autorzy mają opory przed opublikowaniem kodu as is. Była co prawda propozycja przepisania Joggera, czyli wersji 3.0, ale jak pisałem, i za późno, i nie tędy droga.

Dawno temu porównywałem Joggera i Blox, nawet dwa razy. Pod wieloma względami Jogger miał bardzo ciekawe rozwiązania (integracja z jabberem, poziomy wpisów, możliwość dynamicznych feedów RSS, ciekawy, dający bardzo dużą kontrolę nad blogiem, system szablonów). Udało się też przyciągnąć ciekawie piszących ludzi. TBH nadal regularnie czytam parę osób z Joggera. W pewnym momencie coś nie wypaliło/coś się posypało (tak pobieżnie patrząc, to stała pięta achillesowa Joggera, czyli kontrola nad komentarzami i spamem...). IMHO ciekawy temat do analizy, swoją drogą.

Pisałem już o tym w komentarzu (podkreślam, nie negując w żaden sposób praw właścicieli do kodu i domeny), ale powtórzę, bo to nie jest IMO dobre zamknięcie, a stamtąd zaraz zniknie:

  1. Mało czasu na wyniesienie się. Pięć tygodni przy braku narzędzi i planu, to niewiele. Nie widać powodu, czemu akurat teraz i tak nagle (oczywiście może być coś, o czym autorzy nie chcą/nie mogą pisać), więc można by ten czas wydłużyć.
  2. Można było rozważyć przejście do wersji archiwalnej - read only, bez możliwości komentowania. Przypuszczam, że całość obecnie dostępnej treści to raptem małe kilkaset GB, więc koszt utrzymania i nakład pracy są minimalne, podejrzewam, że aktualnie używający chętnie się zrzucą.
  3. Można w końcu uwolnić kod źródłowy - jest tam parę osób technicznych, może ktoś się skusi na kontynuację, może pohostuje innym...
  4. Można sprzedać serwis bez danych osobistych. Wystarczy nie eksportować/usunąć wpisy na poziomie 3 i wyższych.
  5. Nieszczęśnikom, którzy nie korzystali z własnych domen można udostępnić subdomeny na prawach domeny.
  6. No i w końcu: można było zapytać ludzi, jakie widzą rozwiązania.

Tak czy inaczej, kolejny serwis z którego korzystałem umiera (wcześniej zniknął blip.pl), i trochę żal. Szeroko rozumianej ekipie z Joggera dziękuję za wszystko.

UPDATE Administratorzy Joggera jednak nie planują po prostu trzasnąć drzwiami, a kwiecień nie jest datą ostateczną, po prostu kod jest stary, utrzymanie pracochłonne stąd pomysł wyłączenia serwisu w dotychczasowej formie. Prawdopodobnie zostanie zachowana jakaś forma statyczna strony, archiwum i zbiór linków do miejsc, w których autorzy będą utrzymywać swoje blogi.

UPDATE2 Statyczny mirror bloga na Joggerze można zrobić przy pomocy opisywanego kiedyś sposobu na backup bloga przy pomocy wget. Efekt działania wersji statycznej można zobaczyć tutaj.

Wattmeter - nowy projecik

rozieblox

Dawno temu kupiłem sobie watomierz. Wykonałem też pracowicie kilkanaście pomiarów energii, różnych urządzeń w różnych konfiguracjach, których wyniki wylądowały w pliku na dysku i... nikomu się nie przydają. Od dawna chciałem podzielić się wynikami, tym bardziej, że są ciekawe i przynajmniej zastanawiające.

Z drugiej strony kupiłem sobie domenę i... nic na niej nie było uruchomionego. No i od dawna chciałem pobawić się statycznym generatorem bloga (jednym z bardzo wielu), czyli Chronicle. Najbardziej przeszkadzały mi dwie rzeczy: brak sensownych, gotowych szablonów i brak możliwości komentowania.

Odpaliłem as is, szablon tylko minimalnie zmodyfikowany i na pewno będzie wymagał poprawek. Komentowanie niby jest w nowej wersji Chronicle, ale uruchomiłem też w bardzo okrojonej i minimalnej wersji starej. Pewnie będę musiał poeksperymentować albo i pogrzebać w kodzie, chwilowo nie mam ochoty (bardziej niż czasu). Chyba przez ten upał.

Język angielski z paru powodów. Po pierwsze, Chronicle słabo wspiera polski, po drugie, przyda się większemu gronu, po trzecie, raczej zrozumiałe jest. Po czwarte, trochę poćwiczę angielski (są błędy i źle mi się czyta moje stare teksty, ale zwykle nie poprawiam, bo w mało uczęszczanym miejscu).

Zabawna obserwacja: bardzo fajnie pisze mi się w czystym HTML. Składanie bloga z szablonów (których są cztery sztuki: index, czyli główna strona, entry, czyli pojedynczy wpis, month, czyli widok miesiąca oraz tags, dla pojedynczego tagu) i bardzo prostych - póki co - CSS też mi się podoba. Mocno przypomina Joggera, którego niedawno użyłem i wydał mi się strasznym ogórem, ale... ma to swój urok. Główne zalety Chronicle to 100% kontroli i szybkość działania strony (w końcu statyczna...).

Druga obserwacja, niezupełnie związana z tym projektem, ale związana z Google, Blogspot, Wordpress i ogólnie blogami: czym tak naprawdę jest blog? Blog to zbiór stron z atrybutami author, date, title, body, comments (comment author, comment date). Pewnie jeszcze tags.

To nie jest wersja docelowa, to się będzie zmieniało, ale już teraz prezentuję projekcik ile to zużywa energii, czyli watomierz w akcji. Sugestie i uwagi tradycyjnie mile widziane. Wiem, wiem, nie wszystkie widoki się walidują.

Blox przyspieszy

rozieblox

W końcu zostało zapowiedziane, że Blox przyspieszy. Bo o ile nowe szablony wyglądają nieźle, to i czas ładowania, i ilość przesyłanych danych, i ocena w różnych narzędziach woła o pomstę. Różne są zboczenia, a moje jest takie, że czasem robię snapshota migawkę stanu bieżącego. Dla pamięci. I taką migawkę zrobiłem lekko ponad rok temu dla starego wyglądu, a następnie opisałem we wpisie o odchudzaniu.

No to pora zrobić migawkę dla nowego wyglądu przed optymalizacją. Dla głównej strony bloga Google Insights prędkość 58 mobilnie, 94 wygląd, dla desktopu ocena 77. Przy okazji, by wyeliminować ew. zmiany, dla konkretnego wpisu (o routerze TP-Link) odpowiednio 58, 96, 78.

Webpagetest (tym razem Praga, Chrome) - strona główna bloga ładowanie (fully loaded) 7,4 s pierwsze ładowanie, 5,0 s kolejne 2907 kB (sic!), 484 kB;. Konkretny wpis 6,8 s (pierwsze ładowanie), 2,3 s kolejne, przesłane dane 945 kB i 166 kB.

Dorzucę jeszcze wyniki popularnego Pingdom Website Speed Test (Sztokholm). Your website is faster than 60% of all tested websites, rzecze. 81/100, 2,59 s. 2,6 MB. Dla konkretnego wpisu odpowiednio 85%, 82/100, 1,25 s oraz 916 kB.

Pierwszego czerwca było napisane, że w ciągu dwóch tygodni, więc z niecierpliwością czekam. I trzymam kciuki, by wszystko dobrze poszło.

Rzeczywistość przerasta wyobrażenia

rozieblox

Przeczytałem ostatni wpis na blogu Blox i trochę mi wszystko opadło. Po kolei, rozwijając komentarz zamieszczony pod ww. wpisem:

Edge Rank

Ze swoim rzekomym 100k parametrów Edge Rank jest IMO niezłą klapą totalną porażką. Z tego co widzę u mnie na FB, cały algorytm sprowadza się do trzymaj usera przy kompie czyli jak zareagował, to dorzuć mu więcej tego samego. Bąbelkowanie ( dontbubble.us/ ) w najlepszym wydaniu. Mnie osobiście wkurza takie podejście, podobnie jak opisywane u Boniego (nie mogę znaleźć wpisu, znajdę to poprawię) bardzo podobne podejście przy reklamach. W skrócie: klient wpisał w wyszukiwarkę kasa fiskalna, to od tej pory pojawia mu się to cały czas w reklamach. Mimo, że kasę fiskalną kupił dwa tygodnie temu.

Bardzo kojarzy mi się to z wpadnięciem w jakieś ekstremum lokalne przy poszukiwaniu optimum z wykorzystaniem algorytmów genetycznych. Niby dobrze (zwł. lepiej, niż losowo), ale tak naprawdę bardzo niedobrze. Oczekiwałbym jednak jakiejś finezji typu skoro ktoś interesuje się X, to za chwilę zacznie Y. No i oczywiście algorytm wie, kiedy to za chwilę nastąpi. Albo skoro użytkownik czytał już N wpisów/czasu o X, to się nasycił. Tymczasem rozwiązań tego typu brak, zamiast tego bombardowanie do znudzenia tym samym.

Publikowanie wpisów o określonych porach

Gdy pisałem wpis o pięciu sposobach na poprawienie zarobków, to raczej się nabijałem, że ktoś będzie sobie zawracał tym głowę w kontekście bloga, ale właśnie w tym miejscu rzeczywistość przerasta wyobrażenia. Nie tylko temat kiedy publikować na Facebooku jest opisywany w wielu artykułach czy nawet FAQ, ale nawet istnieją serwisy (Sotrender), które za drobną opłatą typu 13 euro czy 49 zł miesięcznie zbadają tę aktywność u naszych fanów. Znaczy naszego profilu na FB.

Pomysł z dorzuceniem uwzględnienia prognozy pogody w opisany w linkowanym wyżej wpisie sposób nie wygląda już wcale na niedorzeczny. Przecież mamy dość dokładne dane dotyczące położenia geograficznego czytelników. Do tego historia pogody dla miast, prognoza pogody (dowolny serwis, masa tego...) i załatwione. Z moich obserwacji z pracy u ISP wynika, że korelacja między pogodą a wykorzystaniem internetu przez użytkowników końcowych jak najbardziej istnieje. Zresztą, daje się to zauważyć nawet na blogu. Niezbyt skomplikowane do napisania, zresztą.

W sumie mam Piwika, więc mógłbym się pobawić w wyciąganie danych dotyczących miejscowości użytkowników stamtąd... Plus prosta baza z pogodą (historia) i gotowe. Tylko niestety widzę, że darmowa wersja bazy GeoIP dla Polski ma skuteczność rozpoznawania dla miast na poziomie 26% dla przybliżenia 50 km i 32% dla 100 km. Trochę niska ta skuteczność... Komercyjna wersja ma odpowiednio 58% i 70% i wtedy może to mieć sens...

Facebook to nowe Google

Pamiętam, jak zupełnie niedawno jedyną wyrocznią w sprawach tego, co jest dobre a co jest złe w sieci było Google. Wszyscy patrzyli, co Google lubi, co promuje w wyszukiwaniach (ostatnio: wersje mobilne). Oczywiście na Google nadal ludzie patrzą, ale to co zobaczyłem odnośnie FB przypomniało mi o wpisie, gdzie pisałem, że Facebook to nowy internet. I faktycznie, ilość treści i narzędzi pomocniczych pozwala sądzić, że FB w dziedzinie social media jest już tym, czym Google w "reszcie sieci".

Nawet nie to, że się tego wszystkiego nie spodziewałem, ale... już?

5 sposobów na poprawę zarobków na blogu

rozieblox

Wielu blogerów wykorzystuje swoje blogi do zarabiania w ten czy inny sposób. Sposobów na zarabianie na blogu jest wiele, poczynając od emisji reklam, przez programy partnerskie czy zamieszczanie linków lub wpisów sponsorowanych. Niezależnie od wybranego sposobu zarabiania istnieją proste sposoby pozwalające zwiększyć dochód z bloga.

Pieniądze z bloga

Źródło: http://www.publicdomainpictures.net/view-image.php?image=45296

Na początek muszę uprzedzić: nie traktuj przedstawionych tu sposobów jako niepodważalnej prawdy, sam próbuj różnych sposobów i wyciągaj własne wnioski. Bloguję co prawda od paru lat, ale amatorsko, a zarabianie pieniędzy na blogu nie jest główną jego funkcją, choć lubię bawić się różnymi rzeczami, więc temat zarabiania na blogu nie jest mi obcy i mam na tym polu niejakie sukcesy. Pamiętaj, że to co działa dla jednych blogów, nie musi działać dla innych. Jednym słowem YMMV.

1. Odpowiednia tematyka.

Jednym z najważniejszych czynników decydujących o wysokości zarobków na blogu jest ilość odwiedzających. Wiadomo, że czytelnicy przychodzą po ciekawą treść. Ciekawą niekoniecznie znaczy wartościową! Zapomnij o niszowych i specjalistycznych tematach. Kogo interesuje niszowy system operacyjny, typu Linux? 1 czy 2 procent społeczeństwa. Podobnie jest z tematyką specjalistyczną. Wysokie dochody z bloga zapewni jedynie popularna tematyka. Blog o modzie, blog kulinarny, od biedy polityka, nowinki (mogą być technologiczne) czy ploteczki, to dobre tematy. Poza tym, zawsze będzie o czym pisać i łatwo dobrać zdjęcie.

2. Odpowiednia forma.

Pisz krótko. Ludzie w dzisiejszych czasach nie lubią się wysilać i nie mają czasu. Zarobki z bloga z pewnością zwiększą niezbyt długie, podzielone na czytelne akapity wpisy na blogu. Pamiętaj o umieszczeniu w każdym wpisie powiązanego tematycznie, estetycznego zdjęcia.

3. Chwytliwy tytuł.

Zastanawiałeś się kiedyś, jak wiele znaczy tytuł wpisu dla ilości odwiedzających? Aby zwiększyć ilość czytających notkę na blogu, a w konsekwencji przychód z bloga, możesz - przy braku innych pomysłów - skorzystać ze sprawdzonej recepty na tytuł: [liczebnik] sposobów na [rzeczownik]. To działa. Sam widzisz, że czytasz ten wpis.

4. Czas publikacji wpisu.

Zastanawiałeś się kiedyś, jaki wpływ na ilość osób czytających dany wpis ma moment publikacji wpisu? Większość platform umożliwia precyzyjne zaplanowanie momentu publikacji wpisu na blogu. Nie bez powodu - umieszczenie wpisu w odpowiedni dzień i o odpowiedniej godzinie to minimum kilkanaście procent odwiedzających więcej (lub mniej). Dobrym pomysłem wydaje się też śledzenie prognozy pogody. Jeśli jest ładna pogoda i zapowiada się jej pogorszenie, to warto rozważyć wstrzymanie publikacji notki - ludzie wrócą do komputerów nadrobić internetowe zaległości. I odwrotnie, jeśli od dłuższego czasu jest pogoda pod psem i zapowiadają poprawę, to możemy być pewni, że czytelnicy najbliższy czas spędzą poza domem, na aktywności fizycznej, zamiast czytać naszego bloga i klikać reklamy.

5. Właściwy język.

Zastanawiałeś się, ile osób przeczyta wpis na blogu, który jest po polsku? Wg listy najczęściej używanych języków świata, polskim posługuje się od 40 do 50 mln ludzi na świecie. Angielski jest językiem natywnym dla ok. 340 mln ludzi, więc użycie go do prowadzenia bloga pozwoli na ośmiokrotne zwiększenie liczby odwiedzających. Jeśli dodatkowo uwzględnimy angielski jako drugi język, to liczba potencjalnych czytelników bloga rośnie 1755 mln! Czyli ponad czterdzieści razy! Podobnie oczywiście rosną potencjalne zarobki. Jeśli nie znasz angielskiego - prowadzenie bloga jest świetną okazją do jego nauki, a tymczasem do tłumaczenia wpisów spokojnie możesz użyć Google Translate. Być może nie sprawi to dobrego wrażenia na mówiących natywnie po angielsku, ale spora część reszty nie zauważy różnicy, poza tym, jakoś trzeba się uczyć, prawda? A większa odwiedzalność z nawiązką zrekompensuje słaby język.

Jeśli dotarłeś do tego miejsca, to gratuluję wytrwałości. Pomysł na wpis wywiązał się przy okazji dyskusji w notatkach przy poprzednim wpisie. Niektóre z opisanych porad jak zarabiać na blogu, mają sens, inne... niekoniecznie. Parafrazując S. Staszewskiego:

Wiecie więc, że ja was bawiłem wpisem swym
Tylko dla zwykłej draki niewiele prawdy znajdziesz w tym
To zwykły kawał jest
Darujcie to już notki kres.

PS YMMV, pamiętajcie! ;-)

© Pomiędzy bitami
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci