Pomiędzy bitami

Wpisy

  • wtorek, 09 stycznia 2018
    • Jak usprawnić sieć w domu? cz. 2

      W poprzedniej części było o genezie cyklu, sposobach pomiaru i najlepszym możliwym połączeniu, czyli bezpośrednio skrętką. Ze względu na zainteresowanie paru osób wynikami testów PLC, przeskakuję WiFi i przechodzę do wyników testów PLC.

      Na testy dostałem TL-PA4010P kit. Z tego co widzę, w wyszukiwarce znajduje zarówno, że jest to AV500 jak i AV600, ale na opakowaniu było AV600, więc link jest prawdopodobnie prawidłowy. Do podłączenia podszedłem zupełnie laicko - z tego miejsca w mieszkaniu internet ma trafić do tamtego - zupełnie nie wnikałem w to jakie są fazy i czy po drodze są listwy.

      Błąd. Zalecane jest wpięcie w ten sam obwód i bezpośrednio do gniazdka, z pominięciem listew zasilających. W związku z tym wykonałem kilka testów, w tym wpisie zajmę się tylko wynikami pierwszej, najgorszej topologii - jeden kontroler bezpośrednio w gniazdku, drugi za listwą z włącznikiem i wpiętej w nią listwą zwykłą. Od razu podaję link do wskazówek jak najlepiej podłączyć PLC. Wyniki z optymalnego połączenia są lepsze i będą w kolejnym wpisie, ten to bardziej "jakoś wpiąłem i tak działało".

      Na wstępie miałem małe rozczarowanie, które rozwiewa dopiero lektura powyższego linka. AV600 oznacza 600 Mbps. I jakkolwiek przypuszczałem, że będzie to 300 upload, 300 download, to aby taki wynik osiągnąć, trzeba by mieć w urządzeniu port 1 GE. Tymczasem jak widać są tam porty 100 Mbps i taką prędkość linkowania się z urządzeniami osiągałem. Nie jest to dla mnie wielki problem, bo mój router także ma porty 100 Mbps, ale jeśli ktoś liczy na szybkie połączenie z NAS itp., to może się zawieść.

      Samo podłączenie jest proste - sprowadza się do włożenia urządzeń w gniazdka, wpięcia ethernetu i naciśnięciu przycisku do parowania.

      Wyniki z testu w niekomfortowych warunkach:

      1.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Jitter    Lost/Total Datagrams
      [  4]   0.00-60.00  sec   547 MBytes  76.5 Mbits/sec  1.195 ms  0/70059 (0%) 
      [  4] Sent 70059 datagrams

      2.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Retr
      [  4]   0.00-60.00  sec   418 MBytes  58.4 Mbits/sec    0             sender
      [  4]   0.00-60.00  sec   417 MBytes  58.3 Mbits/sec                  receiver

      3.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      600 packets transmitted, 600 received, 0% packet loss, time 60299ms
      rtt min/avg/max/mdev = 3.310/3.657/13.757/0.965 ms
      4.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      600 packets transmitted, 600 received, 0% packet loss, time 60338ms
      rtt min/avg/max/mdev = 21.582/24.445/35.531/2.837 ms

      5.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Jitter    Lost/Total Datagrams
      [  4]   0.00-3600.00 sec  32.6 GBytes  77.9 Mbits/sec  1.447 ms  5136/4278660 (0.12%) 
      [  4] Sent 4278660 datagrams

      6.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Retr
      [  4]   0.00-3600.00 sec  24.6 GBytes  58.6 Mbits/sec    0             sender
      [  4]   0.00-3600.00 sec  24.5 GBytes  58.6 Mbits/sec                  receiver

      7.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      36000 packets transmitted, 36000 received, 0% packet loss, time 3625078ms
      rtt min/avg/max/mdev = 2.759/4.280/16.010/1.247 ms

      8.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      36000 packets transmitted, 36000 received, 0% packet loss, time 3618568ms
      rtt min/avg/max/mdev = 22.662/24.105/106.475/2.133 ms, pipe 2

      9.
      Inea Orange

      Jak widać nawet w tych niekomfortowych warunkach zestaw radził sobie przyzwoicie. Brak strat pakietów, niskie i stabilne opóźnienia. Widać wzrost czasu odpowiedzi w zależności od wielkości pakietu i jak sprawdziłem empirycznie pojawia się on przy rozmiarze pakietu między 900 a 1000 i jest to jedyna istotna różnica w stosunku do zwykłęgo ethernetu.

      Niezła szybkość transmisji danych między urządzeniami nie wzbudziła mojej czujności; to, że coś chyba jest nie w porządku zacząłem podejrzewać dopiero po ostatnim teście, po podłączeniu jednego z końców kabla do routera. Dane z internetu pobierały się zwyczajnie wolno i... nie miało to pokrycia w testach syntetycznych. W tym momencie uprzedzę fakty i od razu napiszę, że przy zalecanym połączeniu wyniki w ostatnim teście były identyczne jak na kablu. Ale to już w kolejnym wpisie.

      Na koniec słowo o zużyciu energii, ponieważ są to urządzenia aktywne. Podłączyłem urządzenie do watomierza. Bez podłączonego komputera pokazał 1,5W, po podłączeniu komputera i podczas transmisji danych 2,2-2,3W. Jeśli wyłączymy komputer, PLC po paru minutach przechodzi w stan uśpienia i pobiera wówczas 0,8W.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 stycznia 2018 22:20
  • poniedziałek, 08 stycznia 2018
    • Jak usprawnić sieć w domu? cz. 1

      Wstęp

      Wpis jest wstępem do serii mini testów, które przeprowadziłem lub przeprowadzę w najbliższym czasie. Chodzi o rozwiązanie kwestii dostępu urządzeń w domu do internetu i zapewnienia ich łączności pomiędzy sobą. Powodem było moje WiFi, które choć doprowadzone aktualnie do zadowalającej używalności, niekoniecznie było optymalne zarówno jeśli chodzi o stabilność połączenia, jak i oferowane przepływności czy opóźnienia. Na rynku istnieje kilka rozwiązań, które mają za zadanie pomóc w dostarczeniu sieci, niedawny wpis o PLC przypomniał mi, że kiedyś interesowałem się bardziej tematem, a technika poszła naprzód.

      Szybkie pytanie na wewnętrznym forum firmowym czy komuś nie zalega parka PLC spotkała się z pozytywnym odzewem (uroki pracy w większej firmie, z otwartymi geekami - ciekaw jestem czego nie dałoby się znaleźć... ;-)) i okazało się, że nie tylko zalega chwilowo, ale są różnego typu, stąd pomysł na porównanie i podzielenie się wnioskami.

      Nie ma to być test uniwersalny ani profesjonalny - robię go przede wszystkim dla siebie i w dostępnym mi środowisku (a np. typ ścian czy otoczenie może mieć kolosalne znaczenie dla WiFi, podobnie wygląda kwestia sieci elektrycznej dla PLC), mam jednak nadzieję, że uda się wyciągnąć jakieś wnioski ogólne i może komuś pomoże w wyborze rozwiązania.

      O ile nie napisano inaczej, wykorzystywany jest firmware dostarczony z urządzeniami. Systemy nie są specjalnie tuningowane - ot, linuksowy default. Z oczywistych względów trudno mi wypowiadać się na temat stabilności poszczególnych rozwiązań w dłuższym okresie czasu.

      Topologia sieci

      Topologia sieci jest następująca: modem ISP (kablówka) w przedpokoju, podłączony ethernetem do routera. Router (obecnie TL-841) z wgranym OpenWRT/LEDE dostarcza internet reszcie urządzeń po WiFi. Przedpokój to w miarę centralny punkt w mieszkaniu, odległość od urządzeń końcowych (laptopy, smartfony) ok. 7 metrów, część urządzeń pracuje w 802.11n, część w 802.11g i tak zostanie - modernizacja czy wymiana końcówek są nieopłacalne.

      Dla jasności: to działa od lat i w zasadzie wystarcza, jeśli chodzi o przepływność. Wystarczało i na 802.11g, gdy transfery (do mojego laptopa) wynosiły 15-18 Mbps (wg speedtest.net). Po zmianie routera na nowszy jest lepiej - 30 Mbps. Nadal jest to gorzej niż to, co oferuje operator (60 Mbps), ale w zupełności wystarcza do transferów "z zewnątrz". Zobaczymy jednak, czy są jakieś alternatywy i czego się spodziewać.

      Ani mieszkanie w kamienicy, ani dość zaszumiony eter na 2,4 GHz, nie pomagają w dobrym działaniu WiFi, więc nieco gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o stabilność. Rzadko, bo rzadko, ale zdarzały się problemy (straty do routera, wzrost czasów odpowiedzi). Zwykle, w czasach gdy korzystałem z oryginalnego firmware producenta, wystarczał restart routera lub sprawdzenie jak wygląda sytuacja w eterze przy pomocy WiFi Analyzera i zmiana kanału na wskazany jako najlepszy (czyli najmniej używany).

      Swoją drogą zmiana kanału na nieużywany jest najprostszym sposobem na poprawę zasięgu czy jakości WiFi, więc jeśli ktoś szuka odpowiedzi na pytanie jak poprawić sygnał WiFi, to zdecydowanie polecam zacząć od tego.

      Pomiary

      Wykonywane są cztery testy wewnętrzne, oraz ogólny test przy pomocy speedtest.net (beta, czyli bez Flash). Testy wewnętrzne wykonywane były w dwóch wariantach: krótkim (w założeniu ok. 60s) i długim (ok. 3600s).

      1. iperf3 -u -b 0 -t 60 -c 192.168.10.126
      2. iperf3 -t 60 -c 192.168.10.126
      3. ping -i 0.1 -c 600 192.168.10.126
      4. ping -s 1500 -i 0.1 -c 600 192.168.10.126
      5. iperf3 -u -b 0 -t 3600 -c 192.168.10.126
      6. iperf3 -t 3600 -c 192.168.10.126
      7. ping -i 0.1 -c 36000 192.168.10.126
      8. ping -s 1500 -i 0.1 -c 36000 192.168.10.126
      9. speedtest.net

      Jak widać jest to pomiar przepływności przy użyciu pakietów UDP, TCP oraz pomiar opóźnień przy pomocy ping ze standardową oraz maksymalną (MTU 1500) wielkością pakietu. Ostatni test to "realne" połączenie z internetem. Wykorzystywane serwery mojego ISP oraz Orange, który często był wskazywany jako najlepszy.

      Za klienta służy mój laptop z Debianem, za sondę posłużyło Banana Pi (jedyny SoC z gigabitowym portem, który miałem pod ręką). W obu systemach wykorzystany iperf3. Pomiar nie był jedyną czynnością wykonywaną przez laptopa, ale - poza testami WiFi - był wykorzystany osobny interfejs, a obciążenie było typowe, bez ekstremów.

      Dodatkowo mogą pojawić się uwagi, jeśli coś nieplanowanego podczas testów rzuci mi się w oczy.

      Wyniki bazowe

      Na wstępie spiąłem oba urządzenie kablem "na krótko" i uruchomiłem testy. Synchronizacja oczywiście 1 Gbps.

      1.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Jitter    Lost/Total Datagrams
      [  4]   0.00-60.00  sec  6.07 GBytes   869 Mbits/sec  0.136 ms  592341/795464 (74%)
      2.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Retr
      [  4]   0.00-60.00  sec  5.47 GBytes   784 Mbits/sec  138             sender
      [  4]   0.00-60.00  sec  5.47 GBytes   783 Mbits/sec                  receiver
      3.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      600 packets transmitted, 600 received, 0% packet loss, time 62319ms
      rtt min/avg/max/mdev = 0.291/0.372/0.549/0.031 ms
      4.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      600 packets transmitted, 600 received, 0% packet loss, time 62290ms
      rtt min/avg/max/mdev = 0.427/0.549/24.612/0.996 ms

      5.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Jitter    Lost/Total Datagrams
      [  4]   0.00-3600.00 sec   374 GBytes   893 Mbits/sec  0.220 ms  36944269/49033499 (75%)
      6.
      [ ID] Interval           Transfer     Bandwidth       Retr
      [  4]   0.00-3600.00 sec   349 GBytes   833 Mbits/sec  8735             sender
      [  4]   0.00-3600.00 sec   349 GBytes   833 Mbits/sec                  receiver
      7.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      36000 packets transmitted, 36000 received, 0% packet loss, time 3745436ms
      rtt min/avg/max/mdev = 0.278/0.369/40.914/0.398 ms

      8.
      --- 192.168.10.126 ping statistics ---
      36000 packets transmitted, 36000 received, 0% packet loss, time 3745111ms
      rtt min/avg/max/mdev = 0.260/0.500/2.861/0.046 ms

      9.
      nie dotyczy

      Jak widać bez większych niespodzianek - osiągnięte wyniki wynikają raczej z ograniczenia samego Banana Pi. Mimo to widać, że jest szybko, czasy odpowiedzi niskie i jest stabilnie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 stycznia 2018 18:32
  • poniedziałek, 01 stycznia 2018
    • OpenWrt na TP-Link WR841-N

      Wczoraj nietypowo, bo ostatniego dnia roku zrobiłem jedną z rzeczy, które chodziły za mną od pewnego czasu, mianowicie wgrałem OpenWrt na domowy router. Ten sam, który kupiłem jakieś półtora roku temu. Późno, ale... jakoś nie miałem weny, a firmware producenta (aktualizowany kilka razy) w zasadzie działał.

      Przynajmniej tak mi się wydawało. Jakiś czas temu przestała mi działać strona IKEA. Zarówno na komputerze, jak i telefonie. Oczywiście przyjąłem, że to wina ISP, bo strona zaczynała działać, jeśli korzystałem z netu przez GSM, zarówno na smartfonie, jak i na komputerze podłączonym do niego. A nie działała na żadnym z trzech różnych sprzętów i z tego co pamiętam nawet na ping nie odpowiadała.

      Któregoś razu stwierdziłem, że sytuacja jest męcząca, więc sprawdzę o co chodzi dokładnie, czy to problem z routingiem, czy co. Ku mojemu zdziwieniu po odpaleniu sniffera okazało się, że jest komunikacja, nawet dwustronna. Tyle, że mocno szczątkowa. Uniewinniłem więc w myślach ISP i zacząłem męczyć IKEA, że może blokują moje IP z jakiegoś powodu.

      Rozmowy były trudne, bo z jednej strony wyraźnie czułem, że się nie rozumiemy (no nie trawię tekstów od osób niezbyt technicznych "to musi być problem z przeglądarką", jak piszę, że na trzech różnych OS sprawdzam i że na innym łączu działa), z drugiej trochę rozumiem, skoro problem nie był po ich stronie. W każdym razie udało mi się uzyskać zapewnienie, że nie blokują.

      Olśnienia doznałem jak włączyłem stronę IKEA w sumie przypadkowo i odruchowo na jeszcze innym, stareńkim komputerze w domu i... zadziałała. Zacząłem szukać różnic i znalazłem. Stareńki sprzęt łączył się po 802.11g, wszystkie nowsze po 802.11n. Oczywiście nie powinno mieć to żadnego znaczenia, ale... miało.

      Winę za to ponosił prawdopodobnie firmware routera (zresztą jakaś beta - taki był najnowszy). Od tego czasu oficjalnie uznawałem, że muszę zaktualizować do OpenWrt.

      Aktualizacja bardzo prosta i przyjemna - wystarczy przeczytać instrukcję dla odpowiedniej wersji hardware (v9) i wgrać odpowiedni firmware. Klikalne GUI, w sumie wszystko działa na pierwszy rzut oka, przynajmniej z podstawowych funkcji. Wydajność OK na pierwszy rzut oka. Jak zwykle polecam i zastanawiam się, czemu tak późno się zdecydowałem.

      UPDATE: Ostatecznie, za sprawą komentarzy i wizyty na IRC na kanale traktującym o OpenWrt korzystam z LEDE. Może będzie o tym notka, ale w skrócie: nowszy soft i równie łatwa instalacja.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „OpenWrt na TP-Link WR841-N”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 stycznia 2018 22:27
  • poniedziałek, 25 grudnia 2017
    • Legimi

      W okresie przedświątecznym Inpost zrobił promocję[1] dotyczącą Paczkomatów. Wystarczyło odebrać paczkę w ciągu dziewięciu godzin od powiadomienia o dostarczeniu i dostawało się[2] książkę w Legimi. Ze względu na okoliczności stwierdziłem, że będę miał czas to... posłucham. Bo główna zaleta jest taka, że obok ebooków dają - w większości przypadków - audiobooki.

      Skusiłem się, bo tytułów z których można wybrać, było sporo i - sądząc po ocenach - niezłych. Jest choćby Król Szczepana Twardocha czy Konklawe Roberta Harrisa. Wybrać w promocji można trzy tytuły, a bez problemu mógłbym wskazać więcej, więc repertuar ciekawy.

      Tyle dobrego, jeśli chodzi o promocję. Odbiór kodu to totalne nieporozumienie. Miałem trzy paczki, za każdym razem po wpisaniu numeru przesyłki dostałem komunikat o błędzie i żebym spróbował za dwie godziny. Niekiedy więcej, niż raz. Drażni i to mocno, bo jak wpisuję kod, to chciałbym od razu dostać możliwość korzystania z książki. Nie wiem, czy wina po stronie Inpostu, czy Legimi, czy obu, ale słabo.

      Nieciekawa jest sama aplikacja Legimi. Gdy tylko zacząłem instalację przypomniałem sobie, że już kiedyś była podobna promocja i... nie skorzystałem wtedy, bo appka miała dziwne wymagania, typu dostęp do kontaktów. Jeśli dobrze doczytałem, jest to tylko na potrzeby kolejnej promocji (miesiąc dostępu do pełnej oferty Legimi), ale wtedy odrzuciło skutecznie. Tym razem wizja trzech książek przeważyła i zarejestrowałem się.

      Oczywiście rozczarowało mnie to, że nie mogę po prostu pobrać plików z ebookiem lub audiobookiem na komputer i użyć w dowolnym urządzeniu. Jest przymus korzystania z aplikacji Legimi. Czytanie książek na smartfonie odrzucam z założenia - trochę za mały ekran, trochę za szybko ekran zużywa baterię, znaczy niewygodnie. Natomiast audiobooka najchętniej wrzuciłbym na mój odtwarzacz mp3, wygodniejszy do odtwarzania audio, niż smartfon, głównie ze względu na rozmiar. Nie wiem w imię czego to ograniczenie. Gdybym chciał zrobić pirata, to przecież nadal jest to trywialne, choć oczywiście trudniejsze od skopiowania pliku. Podobnie trudno posłuchać audiobooka w samochodzie - na kartę nie nagram, żeby odtwarzać przez samochodowe radio, odtwarzanie z telefonu przez kabel (lub BT) do radia niby jest możliwe, ale niewygodne. Zresztą telefon w samochodzie ma już zajęcie - robi za nawigację.

      Sama aplikacja posiada sporo błędów i braków, choć szczęśliwie nie w obrębie podstawowej funkcjonalności. Interfejs jest prosty i intuicyjny, choć staroświecki, opcji - w przypadku audiobooków - niewiele. Ustawia się tylko prędkość odsłuchu (nie zmieniałem), o ile powinno cofać szybkie cofanie (domyślnie jest trzydzieści sekund i IMHO nie jest to zła wartość) i to, czy przy połączeniu przez wi-fi ma ściągać całą książkę. Są zakładki, ale w sumie nie trzeba z nich korzystać, bo aplikacja i tak zapamiętuje w którym miejscu skończyła odtwarzanie.

      Jeśli korzystamy z Legimi, lepiej mieć dużo miejsca na urządzeniu. I sama aplikacja jest spora, i - przede wszystkim - zarządzanie miejscem jest... słabe. Nie ma bowiem możliwości ustawienia takich opcji jak automagiczne usuwanie już odsłuchanych fragmentów czy określenia, ile miejsca przeznaczamy na cache. Dlatego przy mniejszej ilości miejsca na urządzeniu możliwość pobrania przez wi-fi jest... teoretyczna. Chyba, że ktoś chce pamiętać i pobierać fragmenty ręcznie. Na szczęście pakiety internetu są na tyle duże, że można po prostu olać temat i zdać się na pobieranie przez sieć komórkową, w miarę potrzeb.

      Brakuje też możliwości określenia, czy po wybraniu książki powinna się ona zacząć automatycznie odtwarzać (zaczyna). Wbudowane statystyki pokazują wartości totalnie z sufitu, do niczego niepodobne. Pewnie dam ocenę 2/5 w Google Play, bo da się korzystać, ale wydaje mi się, że powinni albo popracować nad aplikacją, albo nie wymuszać korzystania z niej. W tej chwili toporna appka raczej zniechęca do korzystania z serwisu, a szkoda, bo same audiobooki dobrze zrobione - o ile mogę coś na tak niewielkiej próbce stwierdzić.

      W przypadku abonamentu Play nieograniczone korzystanie z oferty kosztuje 20 zł/m-c. Gdyby było luźniej, tj. nie było wymogu posiadania abonamentu w Play i appka nie była tak toporna, rozważyłbym subskrybcję, mimo tego, że tak naprawdę to tylko wypożyczenia, nie kupno książek i mimo braku możliwości pobrania plików na własne urządzenia. Ponieważ jednak appka jest, jaka jest i nie mam abonamentu w Play, ograniczę się do tego typu promocji. Licząc, że pojawi się możliwość kupna w podobnej cenie bez dodatkowych warunków.

      UPDATE Im dalej w las, tym więcej drzew. Sprawa pierwsza: poruszanie się bez bookmarków i skomplikowana procedura ładowania/kasowania poszczególnych rozdziałów działają znośnie, o ile jakiś piękny umysł nie wpadnie na to, by wszystkie rozdziały miały taką samą nazwę. Tak jest w przypadku Stanu Idealnego i zdecydowanie robi się nieużywalnie.

      Sprawa druga: nie posiadanie książki u siebie potrafi kopnąć w zadek. Wczoraj chciałem wieczorem posłuchać w łóżku przed snem i... nic z tego. Nie wczytywało rozdziałów, nie było czego odtwarzać. Nie debugowałem, pewnie jakaś awaria po stronie Legimi, bo net działał. Rano załadowało jak gdyby nigdy nic. Audiobooki Schrödingera...

      [1] Nie promocja tak naprawdę, tylko skłonienie do szybszego opróżnienia paczkomatu. Słuszna zachęta, bo miejsc zwykle brakuje.

      [2] Nadal można odebrać, do końca roku, jeśli ktoś spełnił warunki promocji - wystarczyło zmieścić się w czasie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 grudnia 2017 13:31
  • sobota, 23 grudnia 2017
  • czwartek, 23 listopada 2017
    • Yerba mate bez glutenu

      Parę dni temu przyjrzałem się opakowaniu yerba mate (niebieska Amanda). Przeczytałem te napisy drobnym drukiem, których zwykle się nie czyta, podobnie jak nie czyta się napisów na herbacie czy kawie. I okazuje się, że yerba mate to prawdziwie hipsterski napój i miała napisane libre de gluten, że nie zawiera glutenu, zanim było to modne. Nie wszystkie niebieskie Amandy tak mają, ale bez problemu udało mi się znaleźć na którejś aukcji Allegro, więc nie jest to jakiś wyjątek:

      Yerba mate Amanda niebieska

      Źródło: http://allegro.pl/yerba-mate-amanda-despalada-moc-500g-i6830646228.html

      I na wypadek, gdyby napis nie był widoczny, powiększenie stosownego fragmentu:

      Yerba mate libre de gluten

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 listopada 2017 20:26
  • poniedziałek, 20 listopada 2017
    • 18. urodziny Allegro - darmowa dostawa do paczkomatów

      Allegro obchodzi osiemnaste urodziny, w związku z tym jednym z wydarzeń jest darmowa dostawa do paczkomatów. Szerzej jest to opisane na stronie InPostu, a tak w skrócie trzeba szukać oznaczonych aukcji, przy czym chyba wszystkie przedmioty o wartości ponad dziesięć złotych u sprzedawców oferujących dostawę za pośrednictwem Paczkomatów są objęte promocją.

      Uważam, że promocja jest ciekawa bo końcu można kupić te wszystkie drobiazgi, przy których normalnie koszt dostawy przekreśla sens zakupu, a które trzeba dostarczyć paczkomatem[1]. Albo i tańsze, o ile sprzedawca ma jakieś inne interesujące nas przedmioty objęte promocją. W moim przypadku była to m. in. trzecia ręka do lutowania - w przypadku mniejszych elementów bardzo mi jej brakowało. Tak, trochę pokłosie ostatniego zainteresowania się elektroniką (czyt.: miganiem diodą), a trochę po prostu mi brakowało ręki przy zwykłym lutowaniu też. ;-)

      Słowo wyjaśnienia, bo uważni czytelnicy pewnie pamiętają, że zlikwidowałem konto na Allegro, po tym, jak odmówiono mi możliwości resetu hasła. Owszem. Tyle, że nie spowodowało to zupełnego zaprzestania zakupów - pewne rzeczy najwygodniej kupić na Allegro, albo wręcz ciężko znaleźć alternatywę, zwł. dla używanych. A wysyłanie żonie za każdym razem linka, żeby coś mi kupiła było średnio wygodne.

      Poza tym, wszystko się zmienia, Allegro też. Na przykład procedura została poprawiona, w tej chwili nie można dodać konta w sposób uniemożliwiający reset hasła.

      Owszem, są Chiny, ale... Czas oczekiwania w przypadku Allegro i paczkomatu to zwykle 2-3 dni. W przypadku dostaw z Chin typowo są to jednak 3 tygodnie. O produktach spożywczych (kawa, yerba) można zapomnieć, o produktach w języku polskim też. Wszystkie większe/cięższe rzeczy mają już słono płatną przesyłkę. Jedyne co uparcie ściągam z Chin to większa elektronika w postaci klonów Raspberry Pi (czyt.: Orange Pi, Banana Pi). I wybór w tym przypadku lepszy, i ceny.

      [1] Paczkomaty trochę siadły z jakością w stosunku do tego, co było na początku usługi, bo i krótszy czas na odbiór, i samowolne zmiany paczkomatu do którego jest dostarczana przesyłka, ale nadal jest to IMO jedna z najlepszych form dostawy. Z podobnych form lubię jeszcze różnej maści odbiory w punkcie. Co prawda nie są 24/7, ale nie jest to krytyczne. Ostatnio jeszcze kurier wieczorową porą wygląda bardzo ciekawie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „18. urodziny Allegro - darmowa dostawa do paczkomatów”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 listopada 2017 08:21
  • niedziela, 12 listopada 2017
    • Poznański Budżet Obywatelski i CAPTCHA

      Jak co roku można było głosować na Poznański Budżet Obywatelski. Wszedłem na stronę, zobaczyłem CAPTCHA i... zaniemówiłem. Implementacja, którą zobaczyłem była prostsza do połamania (czyt.: rozwiązania automatem) niż opisywana kiedyś CAPTCHA Agory. Polegała na podaniu wyniku dodawania dwóch liczb, podanych słownie, z zakresu 1-10. Dla ułatwienia tekst był podawany jawnie, jako tekst w HTML.

      Jak już podniosłem szczękę z podłogi i przetarłem oczy, to dziesięć minut później miałem skrypt, który bezbłędnie podawał wynik. Zgłosiłem podatność, wraz z sugestią, żeby skorzystać z gotowców, a nie własnej, wadliwej implementacji CAPTCHA i szybko otrzymałem odpowiedź, którą można streścić... it's not a bug, it's a feature:

      Obecnie funkcjonujący mechanizm CAPTCHY został wprowadzony nie tylko w oparciu o bezpieczeństwo, ale również przystępność użytkowania, co w przypadku tak różnorodnej grupy osób jak grupa głosujących w Poznańskim Budżecie Obywatelskim, jest szczególnie ważne.

      [...]

      Zaproponowane przez Pana rozwiązanie - skorzystanie z usług zewnętrznych takich jak Google - jest niemożliwe do wprowadzenia, ponieważ musimy opierać się na własnych, niezależnych od firm zewnętrznych rozwiązaniach, co zapewnia nam pełną możliwość ingerowania w przypadku wystąpienia ewentualnych błędów czy problemów z usługą.

      Wyciąłem opis dodatkowych mechanizmów weryfikacji osób głosujących, które na szczęście są obecne, ale, biorąc pod uwagę stawkę, o którą toczy się gra (nawet 2 mln za projekt ogólnomiejski), liczę, że w przyszłym roku zabezpieczenia będą lepsze. Rozważyłbym wręcz wykorzystanie Profilu Zaufanego, tak po prostu. W tym roku wygenerowanie dodatkowych głosów było dość proste, choć sam automat do łamania CAPTCHA nie wystarczyłby.

      Tak w ogóle nie zagłosowałem w tym roku - pamiętałem, żeby czekać do końca października i... przypomniałem sobie o głosowaniu 31.10. Skończyło się dzień wcześniej. Mówi się trudno.

      UPDATE Niewielka aktualizacja w celu doprecyzowania w czym rzecz wynikająca z rozmowy. CAPTCHA, której rozwiązanie jest możliwe automatycznie to... nie CAPTCHA. Spokojnie można ją pominąć. Gdyby ktoś miał złe intencje i dostęp do bazy danych z danymi paru tysięcy mieszkańców Poznania, to stosunkowo łatwo, automatycznie mógłby w tym roku zmienić wyniki głosowania. Przy czym problem jest głębszy i CAPTCHA, nawet działająca, nie ratuje tu sytuacji - skala kilku tysięcy głosów jest do obsłużenia ręcznie, nawet przez pojedynczą osobę.

      Profil Zaufany jest podobno mało popularny, nie mam zatem pomysłu jak sensownie zabezpieczyć tego typu głosowanie przez internet.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 listopada 2017 12:31
  • niedziela, 29 października 2017
    • Update

      Na blogu cisza i pozornie nie dzieje się nic. Pozory jednak mylą, choć łapię się na tym, że nie chce mi się pisać osobnych wpisów o drobiazgach. Jest w tym zasługa Blox, który działa... tak jak działa. Statystki pokazują dostępność 99,9% dla obu blogów i... nie jest to przypadek. 502 Bad Gateway lata często. Zgłaszałem i mi się znudziło. Nie jest na tyle źle, żebym się spakował z miejsca, ale drażni i zniechęca.

      W zasadzie wszystkie ważniejsze systemy podniosłem do Stretch. Większych problemów nie było. Jedyne co, to po upgrade przestała działać planeta Joggera. Paczka wyleciała ze Stretch, wersja z Jessie nie chciała działać. Postawiłem kontener z unstable i... też nie działało. Skończyło się kontenerem z Jessie, wszystko póki co działa, ale pewnie przy końcu aktualizacji Jessie będzie trzeba coś z tym zrobić. Być może zmienię silnik.

      Z racji nowych zabawek (Orange Pi Zero) i średniego wsparcia nowych wersji Debiana dla różnych SoC zacząłem się bawić builderem Armbiana. Fajna zabawka, pewnie pobawię się nieco więcej w najbliższym czasie. Marzy mi się budowanie obrazów dla Stretch, zmiana powinna być prosta, choć toolchainy i ilość miejsc gdzie coś może pójść nie tak trochę przeraża - nie znam rozwiązania.

      Bardzo spodobał mi się ESP8622 i MicroPython. Będę się bawił, już kupiłem - leży i czeka. Pewnie będą jakieś wpisy z tych zabaw, chociaż tak naprawdę wszystko jest do znalezienia w sieci. Imponujące jest niskie zapotrzebowanie na prąd, zwł. w deep sleep. Chociaż przy używaniu WiFi podobno znacznie rośnie. Niemniej, ma to szansę być autonomiczne jeśli chodzi o zasilanie przy użyciu jedynie niewielkiego panelu solarnego, czego o SoC pokroju RPi nie da się powiedzieć. Ogólnie są świetne projekty oparte o solary, ceny rozwiązań bardzo spadły. Sensu ekonomicznego czy ekologicznego z tego co widziałem w wyliczeniach jeszcze nie ma (i to dla San Francisco) ale niezależność energetyczna (światło, komputer, smartfon, dogrzewanie kawalerki) z jednego panela w cenie $200 za kompletne rozwiązanie robi wrażenie.

      Trochę czasu schodzi na ogarnianie przemeblowań w domu. Trochę koniec prowizorek - połączyłem biurka i mam teraz narożne, co przekłada się na dobrą miejscówkę do psucia różnych zabawek. Po pierwsze sporo miejsca, po drugie w końcu jest dostępny prąd. Jeszcze muszę dopracować, ale kierunek mi się podoba. ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 października 2017 20:16
  • sobota, 07 października 2017
  • niedziela, 01 października 2017
    • Entropia w Linuksie - HOWTO

      Dawno temu pojawił się mit, że w Linuksie /dev/random jest źródłem prawdziwej entropii, a /dev/urandom jest gorszy. Pokutuje on do dziś i część softu za źródło danych przyjmuje właśnie /dev/random, niezależnie od realnych potrzeb. Ilość losowych danych w systemie nie jest nieskończona i zależy od dostępnych źródeł i zdarzeń zewnętrznych. Dopóki komputery były głównie fizyczne, często obsługiwane przez ludzi, problem był nieco mniejszy. W epoce wirtualek systemy i ruch są coraz bardziej powtarzalne, więc z "prawdziwą" entropią są problemy. A entropia nadal jest w systemach aplikacjom potrzebna - słusznie lub nie, chyba nawet bardziej niż kiedyś, bo szyfrowanie wszystkiego jest coraz bardziej popularne i wykorzystywane są coraz silniejsze algorytmy.

      Od pewnego czasu (okolice wersji 3.7) kernel Linuksa potrafi co prawda korzystać ze sprzętowych modułów (TPM) zapewniających źródła losowych danych, o ile takie są obecne. Nie każdy sprzęt jest jednak w to wyposażony, nie każda wirtualka posiada dostęp do danych z hypervisora i obecność modułu nie oznacza jeszcze, że dane będą dostępne dla programów, więc problem nadal pozostaje.

      Sprawdzenie dostępnej entropii

      Jeśli nie wiemy, czy faktycznie system ma problem z dostępną entropią, możemy to w prosty sposób sprawdzić. Aktualną ilość można odczytać przez wydanie polecenia:

      cat /proc/sys/kernel/random/entropy_avail

      Oczywiście jest to wartość chwilowa, zmieniająca się w czasie, żeby z całą pewnością stwierdzić, jak system stoi z entropią, trzeba by poobserwować w dłuższym czasie, a najlepiej monitorować ją, np. przy pomocy Zabbiksa. Wartość powyżej 1000 oznacza, że na pewno problemu nie ma, wartości poniżej 300 oznaczają, że prawie na pewno są niedobory, mogące wpływać na pracę usług.

      rngd

      Istnieją dwa rozwiązania, które pomogą zwiększyć ilość dostępnych danych losowych w systemie. Pierwsze z nich, to rngd z pakietu rng-tools. Jego zadanie jest proste - dostarczać dane do napełniania /dev/random korzystając ze wskazanego źródła.

      Jeśli platforma posiada sprzętowy moduł dostarczający dane losowe, rngd warto skonfigurować, by z niego korzystał. W tym celu w pliku

      /etc/default/rng-tools

      należy umieścić linię

      HRNGDEVICE=/dev/hwrng

      Natomiast w przypadku braku takiego modułu, sugerowane jest dodanie linii

      HRNGDEVICE=/dev/urandom

       

      Kontrowersje korzystania z /dev/urandom

      Korzystanie z /dev/urandom jako źródła danych dla /dev/random powoduje kontrowersje. Główne zarzuty to niegwarantowana losowość danych w /dev/urandom (ale patrz mit), oraz powstawanie sprzężenia zwrotnego, co łącznie może powodować okresowość, a zatem teoretyczną możliwość przewidzenia stanu generatora liczb pseudolosowych. Podkreślam, że jest to możliwość czysto teoretyczna, nie wykazana w praktyce.

      Alternatywa dla rngd

      Istnieje drugie popularne rozwiązanie programowe, które pozwala na zwiększenie dostępnej w systemie entropii. Jest to demon haveged z pakietu o tej samej nazwie. Korzysta on z faktu, że czas wykonania kodu przez procesor jest mało powtarzalny i zależy od wielu czynników. Jest to rozwiązanie obecne w dystrybucjach od wielu lat, proste w użyciu.

      Wybór rozwiązania

      Jeśli system posiada moduł sprzętowy, to bym z niego korzysał, za pośrednictwem rngd. Czy haveged jest lepszy od rngd zasilanego z /dev/urandom? Nie podejmuję się odpowiedzi na to pytanie. Oba zapewniają najważniejszą sprawę, czyli dostępność danych losowych. Oba rozwiązania spełniają proste testy badające losowość danych. Osobiście uważam, że w większości przypadków rozwiązanie korzystające z rngd jest wystarczające. Tam gdzie do losowości danych przykładana jest duża waga, nie jest nie powinno być problemu z dostępem do sprzętowych generatorów, a niedobory entropii zawsze są bardziej szkodliwe, niż jej teoretycznie niższa jakość.

      Linki

      Na koniec zbiór linków, zarówno źródła jak i dalsza lektura, czyli ciekawe linki (kolejność losowa):

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Entropia w Linuksie - HOWTO”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 października 2017 11:53
  • niedziela, 24 września 2017
    • Goodbye Yanosik!

      Nie napisałem nic o tegorocznym urlopie. W zasadzie urlopach. W ramach nadrobienia zaległości spojrzenie na urlopy przez pryzmat appek androidowych. Zmiany są dwie: zarząłem korzystać ze Strava - ot, kolejna appka do mierzenia biegania czy pedałowania. W sumie poznałem ją, gdy oficjalna appka Kręć Kilometry przestała mi poprawnie i stabilnie działać, zwł. zapisywać trasę. Zalety: dość dokładna, fajne automagiczne porównywanie czasów na odcinkach, liczenie rekordów. Wady: dość długo "się zbiera" do wykonania operacji, czyli czasami trzeba poczekać. Ale potem działa już pewnie, więc lubię.

      Zmiana druga wymaga wstępu. Na jednym z wakacyjnych wyjazdów, przed podróżą powrotną do Poznania, zaczęło się kończyć paliwo. Poszukałem stacji, zjechałem parę kilometrów w nieznany teren, zatankowałem. I wracam, wg nawigacji, tak samo zresztą jak przyjechałem. O dziwo inna trasa, niż przyjechałem, ale nie wnikam - na oko kierunek się zgadza.

      Więc jadę sobie drogami między wioskami. Pasażerowie przysypiają. I nagle widzę rozjazd. Asfalt lekkim łukiem w lewo, na wprost nawierzchnia szutrowa. Nawigacja zdecydowanie pokazuje jazdę na wprost, po szutrowej. Azymut się zgadza, wiec trochę zwalniam i wjeżdżam w tę szutrową. Chwilę później ostre hamowanie, bo okrutna dziura, idealna, by urwać koło. Dobrze, że zwolniłem wjeżdżając na tę szutrową. Jadę dłuższy kawałek, dziur wcale nie ubywa. Potem było jeszcze lepiej - gruntówka w lesie, ogromne kałuże na całą szerokość. Jakoś uniknąłem zakopania czy utopienia auta i przejechałem, ale było to ładne parę kilometrów. Dodam, że w poprzednią stronę przyjechałem całą drogę zupełnie znośnym asfaltem.

      Nawigacja, która mnie tak poprowadziła to oczywiście Yanosik. Stwierdziłem, że enough is enough, tym bardziej, że to nie pierwszy tego typu wyczyn, choć w tym przypadku skala porażki zadziwiła. Dodatkowo Yanosik grabił sobie u mnie już wcześniej zbieraniem dużej ilości danych ("styl jazdy") i próbą monetyzacji tej wiedzy w formie sprzedaży ubezpieczenia. Nie mam złudzeń, w tej grze kierowca traci - algorytmy i big data dają przewagę ubezpieczycielowi. O ile w przypadku cech ogólnych liczy się statystyka, to dane o stylu jazdy pozwalają na wnioskowanie poza granicą ludzkiej percepcji. Czyli software ubezpieczyciela zna lepiej zachowania kierowcy niż on sam. I jeśli stwierdzi, że jeździsz o niebezpiecznych porach, to nie tylko nie dostaniesz zniżki, ale jeszcze dopłacisz, nawet jeśli jeździsz bezpiecznie. Na dodatek nie informują, co dokładnie jest mierzone. Oczywiście nie wyraziłem zgody, ale sam fakt możliwości zbierania takich danych jest niepokojący. Pytanie o zgodę było ponawiane - liczą na to, że użytkownik się pomyli i kliknie, że się zgadza?

      W każdym razie po tej akcji z nawigacją Yanosik wyleciał w trybie ekspresowym, po przejechanych z nim jakichś 20 tys. Oczywiście potrzebuję dość często nawigacji, więc użyłem tego, co miałem pod ręką - Google Maps. Korzystałem kiedyś dawno temu przez chwilę i albo nie doceniałem, albo spory postęp zrobili.

      Pierwsze wrażenie: Yanosik dawał instrukcje trochę za późno czasami (do tego stopnia, że zdarzało mi się nie skręcić we właściwą ulicę), Google Maps radzi sobie o wiele lepiej, informując z sensownym wyprzedzeniem. Do tego ma przyjemny ficzer w postaci zmiany skali w zależności od aktualnej prędkości. Nie ukrywam, że przestawienie się i przyzwyczajenie do dobrego zajęło mi chwilę. Różnica jest kolosalna - Google Maps potrafi pokazywać pasy, dawać drobne wskazówki gdzie odbić, co jest bardzo przydatne na węzłach na autostradach. Za to przyznaję, że na rondach Yanosik radził sobie lepiej, choć też nie idealnie.

      Brakuje oczywiście głównej funkcji Yanosika, czyli "antyradaru", nie ma całej grywalizacji i statystyk ale... w sumie w Yanosiku grywalizacja była niedorobiona, a statystyki niespecjalnie coś wnosiły. Chociaż lubię popatrzeć. Google Maps dobrze nawiguje i... tyle. W każdym jeśli chodzi o nawigację to niebo a ziemia - totalna przepaść w jakości oprogramowania.

      Rozważam jeszcze wypróbowanie głównego polskiego konkurenta Yanosika, czyli Ryśka, ale boję się, że nawigacja będzie słabsza od Google Maps, a dane dot. sytuacji na drodze gorsze, niż w Yanosiku.

      UPDATE: Rysiek może kiedyś będzie testowany, ale najpierw szansę dostanie Waze - wiele osób poleca i w komentarzach na blogu (nie tylko pod tym wpisem), i poza blogiem. Podobno wykupione przez Google, jest nawigacja i antyradar, może być fajne. Recenzja za jakiś czas.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Goodbye Yanosik!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      niedziela, 24 września 2017 16:45
  • niedziela, 17 września 2017
    • Niezgoda na brak zgody

      Ostatnio w okolicach ruchów pro- i antyszczepionkowych na Facebooku głośno o sprawie rodziców z Białogardu. Dla nieznających krótkie przypomnienie: przyjechali do szpitala rodzić; nie wyrazili zgodę na żadne czynności medyczne w tym podgrzewanie, szczepienie itp. Lekarz zareagował podaniem sprawy do sądu, który w trybie przyspieszonym, już po paru godzinach ograniczył prawa rodzicielskie w zakresie opieki zdrowotnej nad dzieckiem i lekarze mogli dokonać procedur. Rodzice zareagowali "kradzieżą" (zabraniem) dziecka ze szpitala i są poszukiwani.

      Przyznaję, że kupy mi się to nie trzyma. I zupełnie nie będę tu dyskutował nt. "jak to jest w innych krajach" ani "czy szczepić". Sensu nie trzyma mi się to z innego powodu: jeśli się o coś kogoś pyta lub pozwala mu się nie wyrazić na coś zgody, to należy tę decyzję uszanować. Reakcja rodziców nie dziwi mnie w żaden sposób. I w sumie nie bardzo widzę podstawy do poszukiwania, nawet przy ograniczonym prawie do opieki zdrowotnej (co też uważam za bzdurę). Dziecko jest zdrowe, więc opieki medycznej nie wymaga.

      Absurdalna jest też sytuacja, że czekano parę godzin na wyrok sądu, zapewne naruszając przy okazji prawo do obrony (sorry, ale nie widzę jakoś matki parę godzin po porodzie na sali). Ogrzewać dziecko można na kilka sposobów, skoro wytrzymało kilka godzin, to nie było bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia. A rodzice będą się opiekowali dzieckiem przez resztę życia. I nie przypuszczam, by chcieli dla dziecka źle.

      Z pewnością utracono możliwość jakiejkolwiek kontroli zdrowia dziecka w szpitalu, niepotrzebnie stresowano rodziców i naraża się dziecko w tej chwili (skoro się ukrywają, to zapewne się przemieszczają, a to korzystne dla tak małego dziecka nie jest), a postawa siły gwarantuje, że druga strona pozostanie trwale nieprzekonana.

      Zastanawiam się, gdzie rodzice zdecydują się rodzić kolejne dzieci. Przypuszczam, że nie w szpitalu, który, nawiasem, zdaniem niektórych jest średnio przyjazny w standardowych okolicznościach - to jednak obce środowisko. Chociaż oczywiście posiada odpowiednie wyposażenie na okoliczność komplikacji.

      W każdym razie prezentowane podejście, zamiast łagodnego przekonywania i dialogu powoduje IMO tylko pogłębienie niechęci do służby zdrowia, wymiaru sprawiedliwości i szczepień.

      UPDATE: Po namyśle doszły dwie sprawy:
      Jakie są konsekwencje dla matek palących czy pijących w ciąży i co jest bardziej szkodliwe dla dziecka, picie i palenie, czy brak zabiegów higienicznych? O niezdrowym odżywianiu nie wspominam.
      Jak można mówić o prawie kobiet do przerywania ciąży, skoro zabrania im się decydowania nawet o sposobie opieki nad dzieckiem?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Niezgoda na brak zgody”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      niedziela, 17 września 2017 17:03
  • sobota, 09 września 2017
    • ENEA i papierowe druki przelewu

      Mój dostawca energii, ENEA, przysyła mi co pewien czas pocztą rachunek. Składa się on z trzech kartek A4. Na pierwszej jest zestawienie zużycia energii, na drugiej faktura, na trzeciej druk przelewu, taki do opłacenia na poczcie. Dotychczas nie zwracałem na to specjalnej uwagi, ale ostatnio się zastanowiłem, że dla tej ostatniej kartki mam jedno zastosowanie: niezadrukowana połowa (A5) służy mi do szybkich podręcznych notatek, a drugą część wyrzucam, bo przelewu za prąd inaczej niż elektronicznie nie zdarzyło mi się płacić.

      Ponieważ i tak mam notesy, stwierdziłem, że zapytam się czy i jak można zrezygnować ze zbędnego mi druku przelewu, czyli bezsensownego generowania śmieci. Napisałem maila i szybko dostałem odpowiedź: nie da się, przynajmniej nie w tej formie, w której chcę. Można albo przejść na faktury elektroniczne, albo dostawać komplet.

      Trochę dziwi mnie brak parcia na faktury elektroniczne. Wydaje mi się, że nie było na ten temat nawet żadnej informacji w przesyłanych materiałach, o zachęcie finansowej nie wspomnę. Za to wymagane jest założenie konta w eBOK (w siedmiu prostych krokach) i złożenie wniosku o fakturę elektroniczną (w czterech prostych krokach). W zamian stracę możliwość opłacania faktur i kontrolowania rachunków przez dowolną osobę z gospodarstwa domowego, bo zapewne adres mailowy do wysyłki faktury można podać tylko jeden...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „ENEA i papierowe druki przelewu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      rozieblox
      Czas publikacji:
      sobota, 09 września 2017 09:43

Kalendarz

Styczeń 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny


Przeszukaj bloga
Subskrybcja RSS (wpisy)
RSS - Subskrybuj kanał RSS Pomiędzy bitami
Staty
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
statystyka
Licencja (treść wpisów)
Creative Commons LicenseSzczegóły licencji - proszę przeczytać przed wykorzystaniem treści.
Polityka prywatności